Wiara, nadzieja i miłość

 

 

Mieszkańcy Meksyku nie boją się śmierci. Jest to raczej smutek, świadomość przebywania w miejscu narażonym na śmiertelne niebezpieczeństwa oraz rujnujące pokusy. Starożytni mieszkańcy tego kraju nie drżeli tak naprawdę przed bogiem Mictlantecuhtli, panem śmierci, a przed niepewnością życia, które zwano Tezcatlipoca. W azteckim panteonie bóstw jest to bóg zła, ciemności i zemsty, posłaniec nieszczęścia. Rokrocznie w maju, gdy słońce ustawiało się w zenicie kapłani wybierali najpiękniejszego młodzieńca we wsi, który przez następny rok reprezentował boga Tezcatlipoca, aż w końcu zostawał poświęcony bogowi, by ten mógł zachować swoją młodość i energię.

 

 

Meksykanie nie uciekają więc przed śmiercią. Oswajają ją, ale przy tym zachowują dla niej wielki szacunek. Prace wielu tamtejszych artystów – choćby grafiki Jose Guadalupe Posady - ukazują Śmierć jako kobietę z sąsiedztwa, np. piekącą tortillę czy tańczącą fandango. Jeden z amerykańskich antropologów, Claudio Lomnitz, napisał, że śmierć - po indiańskim prezydencie Benito Juarezie i Matce Boskiej z Guadalupe - jest trzecim „totemem” Meksyku.

 

 

Nie wiadomo, jak dokładnie narodził się kult Santa Muerte (Świętej Śmierci), istnieje kilka teorii jego powstania. Niektórzy mówią, że kult powstał w 1965 roku  w stanie Hidalgo. Znane są także opinie, że jest on znacznie starszy i wywodzi się z czasów prekolumbijskich. Aztekowie wierzyli bowiem, że ci, którzy umarli śmiercią naturalną, udają się do krainy zmarłych, władanej przez boga i boginię śmierci. Aby dostać się do owej krainy, konieczne jest pokonanie wielu niebezpieczeństw, a po dotarciu do wrót świata umarłych należy złożyć dary panu i pani śmierci.

 

 

Jedna z najbardziej rozpowszechnionych wersji głosi, iż wiara w postać Świętej Śmierci, spełniającej życzenia i prośby, powstała w mieście Catemaco w stanie Veracruz w 1965 roku. Catemaco słynie z corocznych spotkań meksykańskich szamanów. Mówi się, że właśnie tam pewnemu chłopu na deskach płotu ukazała się figura Świętej Śmierci. Kiedy chłop pobiegł do pobliskiego kościoła i poprosił proboszcza, aby ten kanonizował Santa Muerte, ksiądz oczywiście odmówił. Od tamtej jednak pory mieszkańcy Catemaco zaczęli tłumnie odwiedzać tajemniczą postać (sami okrzyknęli ją świętą), żarliwie się do niej modlić, a przy tym prosić o łaski. Najczęściej - o uzdrowienie lub o rozwiązanie niemożliwych do załatwienia spraw.

 

 

Santa Muerte zwykle przedstawiana jest jako ludzki szkielet odziany w tunikę lub habit z kapturem. Jej atrybuty to kosa (symbolizuje równość wszystkich ludzi wobec śmierci), klepsydra  (przedstawia upływające życie) i kula ziemska (obrazująca takie samo działanie śmierci na całym świecie). Bardzo ważny jest kolor szaty. Osoby, które chcą prosić o miłość lub wzmocnić uczucia w swoim związku, powinny wybrać figurkę Świętej Śmierci w czerwonym stroju. Postać w czarnej tunice zwalnia od rzuconych klątw i jest zabezpieczeniem przed atakami czarnej magii. Natomiast prawnicy powinni zbudować w swoich kancelariach ołtarzyki w zielonej szacie, gdyż właśnie taka „Święta” może im zapewnić nowych klientów i idące za nimi pieniądze.

 

 

Święta Śmierć w białej szacie oczyści też dom ze złej energii, a mieszkańców uchroni przed kłótniami rodzinnymi oraz zawiścią. Figurka w złotym stroju da dla odmiany sukcesy w biznesie i większą gotówkę. Tym, którzy chcą pozbyć się nałogów radzi się zakup kościotrupa w bursztynowej sukni. Najczęstszy kolor stroju -  kość słoniowa - ma uniwersalne zastosowanie: zapewni spokój i harmonię domu.

 

 

W podzięce za okazaną pomoc Świętą Śmierć otrzymuje często podarki, zwykle niezbyt kosztowne. Zwolennicy Santa Muerte twierdzą, że „Święta” jest sprawiedliwa i dobra, a składanie darów i obietnic wcale nie jest konieczne. Są jednak i tacy, co mówią, że za swoje usługi "Święta" żąda najcięższych ofiar - zabiera na tamten świat kogoś z rodziny.

 

 

Wierzący modlą się najczęściej o uzdrowienie bliskiego z nieuleczalnej choroby, ocalenie życia porwanych dla okupu lub o inne – mniejsze, acz niełatwe – sprawy. Takie, jak choćby sprowadzenie niewiernego męża do domu, opiekę nad synem, który zszedł na złą drogę, znalezienie pracy albo kochanka czy zdobycie pieniędzy w ważnej potrzebie. Niejednokrotnie za opiekunkę Świętą Śmierć obierają sobie osoby wykonujące niebezpieczne zawody, np. kierowcy, policjanci czy uliczni handlarze.

 

 

Postacią Santa Muerte socjologowie zaczęli się zajmować dopiero od niedawna. Stwierdzono, że najstarsze z udokumentowanych świadectw potwierdzają istnienie kultu od lat czterdziestych XX w. Prowadzona dyskusja dotyczy pochodzenia zjawiska, jego wymiaru społecznego i skali. Już teraz wydaje się, że próby bezpośredniego umieszczenia źródeł wierzeń w Świętą Śmierć w tubylczym, przedchrześcijańskim kulcie śmierci nie są do końca trafne. W modlitwach i prywatnych teologiach z łatwością da się bowiem odnaleźć elementy chrześcijańskie, a większość wiernych to Metysi z dużych miast Meksyku. Najdonioślejszy fragment praktyk – wyobrażenie śmierci jako szkieletu z kosą i klepsydrą – jest ponad wszelką wątpliwość pochodzenia europejskiego.

 

 

Za pierwsze wystąpienie Santa Muerte w świecie medialnym uznaje się proces sądowy porywacza i sadysty Daniela Arizmendi Lopeza i jego gangu. W mieszkaniu oskarżonego znaleziono ołtarz z figurą szkieletu w tunice, który media upubliczniły. Tak powstał obraz Świętej Śmierci jako patronki światka przestępczego.

 

 

Dziś dla tabloidów Święta Śmierć  jest już tematem mocno opisanym. Mimo to, co pewien czas przynoszą one kolejne wiadomości o nieuznawanej religii – zawsze uprawianej przez satanistów, handlarzy narkotyków lub porywaczy dla okupu. Zarówno dziennikarze, jak i urzędnicy standardowo łączą też postać Świętej Śmierci z czarną magią. Wyprodukowany w USA  thriller „Not Forgotten” ukazuje Santa Muerte jako świętą, która może pomóc, kiedy zawodzą inne sposoby.

 

 

Również kościół katolicki zauważył kult Świętej Śmierci. I odrzucił go, uznał za "demoniczny". Stało się to tym łatwiej, iż znane są przypadki, kiedy liderzy półświatka oprócz działalności przestępczej na co dzień zajmowali się głoszeniem „słowa bożego” przedstawiając swe działania, w tym np. zabójstwa, jako obronę wartości etycznych zgodnych z nauką Kościoła.

Władze kraju nazwały Santa Muerte "narkoświętą", stwierdzając, że jej wyznawcy rekrutują się głównie spośród marginesu społecznego. Wszyscy przeciwnicy "Świętej" konsekwentnie podkreślają, że jest to zjawisko o niewielkim zasięgu i znaczeniu, rozpowszechnione wyłącznie wśród biednych i przestępców, którzy nie są ani ludźmi wierzącymi, ani też ateistami, a jedynie wyznawcami kultu skrojonego na miarę ich przyziemnych wyobrażeń i potrzeb.

 

 

Jest jednak faktem, że z roku na rok przybywa wyznawców Świętej Śmierci. I to nie tylko wśród ubogich, ale także w kręgach klasy średniej. Jej wyznawcami stają się zarówno handlarze narkotyków, jak i ludzie z VIP –owskim statusem, gospodynie domowe i rzemieślnicy, transseksualiści i bogobojni machos. Pozycja społeczna, wiek oraz preferencje seksualne nie mają dla wyznawców Santa Muerte żadnego znaczenia, bo „śmierć przyjmie każdego z nas”. Cechą wspólną jest natomiast pragnienie natychmiastowego cudu - poprawy losu teraz, w tym życiu, a nie, jak to obiecuje tradycyjny kościół katolicki, po śmierci.

 

 

Antropolog J. Katia Perdigon Castaneda, autorka książki „ La Santa Muerte : Obrończyni Ludzkości” twierdzi, że zjawisko jest odzwierciedleniem współczesnego Meksyku:

 

 

- To popkulturowa mieszanka, w którym znajdujemy obok siebie elementy New Age, heavy metalu i kultu Matki Bożej z Gwadelupy.

 

 

Wydaje się, że fenomen Santa Muerte oddaje ciężką teraźniejszość kraju, w którym najbiedniejsi ludzie zdali sobie sprawę, że nikt nie jest w stanie ich obronić. Uzmysławia też, jak ogromne może być rozczarowanie brakiem sprawiedliwości.

 

 

Niejako „przy okazji” wierzący pokazują, że są zmęczeni obowiązkiem niedostosowanej do życia liturgii „na rozkaz”. Szokujące jest natomiast to, że nie widzą sprzeczności w byciu praktykującymi dobrymi katolikami i równoczesnym wznoszeniu modłów do swej „Chudej Dziewczynki”, jak ją pieszczotliwie nazywają.

 

Poprzednie | Następna