Potęga kłamstwa i niedole wolności

 

Aksamitna Rewolucja to określenie wydarzeń 1989 roku, jakie w Czechosłowackiej Republice Socjalistycznej (ČSSR - Československá Socialistická Republika) doprowadziły do obalenia systemu komunistycznego i wstąpienia Czechosłowacji – a wkrótce Czech i Słowacji - na drogę demokracji parlamentarnej.

 

Rewolucja rozpoczęła się 17 listopada 1989. Na ten dzień organizacja czeskich studentów uzyskała od władz pozwolenie na przeprowadzenie pokojowej demonstracji w 50 rocznicę męczeńskiej śmierci Jana Opletala, czeskiego studenta zamordowanego przez hitlerowców. W pewnym momencie zaczęto jednak wiecować i wznosić hasła przeciwko władzom komunistycznym. Gdy demonstranci zdecydowali przenieść się na historyczny  Plac Wacława, trasę zablokowała milicja. I choć funkcjonariuszom wręczano kwiaty, manifestacja została brutalnie spacyfikowana. Po południu rozeszła się pogłoska, jakoby milicja miała zamordować jednego z uczestników zdarzeń, 19-letniego studenta Martina Smida (w rzeczywistości nikt nie zginął, a demonstranci zostali jedynie dotkliwie pobici).                                           

 

 

 - Do tego dnia między komunistyczną władzą a ludźmi istniała niepisana umowa: wy siedzicie cicho, a my o was dbamy – mówi Jan Urban, dziennikarz, który, choć nieświadomie, przyczynił się do rozpowszechnienia plotki. - Ludzie zerwali tę umowę, jak tylko zaczęli podejrzewać, że władza zabija ich dzieci. Wstyd mi za to kłamstwo. Ale nie żałuję, bowiem przyczyniło się do zakończenia czterech dekad komunizmu.

 

Dwie dekady później spora część Czechów nie jest pewnych nie tylko tego, co naprawdę wydarzyło się w  listopadzie 1989, ale także nie potrafi zaakceptować efektów samej rewolucji.

Pośród najczęstszych żalów pojawia się frustracja klasą polityczną, niezadowolenie z pogłębiającego się rozwarstwienia ekonomicznego społeczeństwa oraz ogólne poczucie apatii i alienacji. Ludzie narzekają, że  kraj tonie w „komunistycznym kacu”, który charakteryzuje się ogólnonarodową niechęcią do rozliczania się z przeszłością, cynizmem w sprawach polityki i zamknięciem jednostki w sobie.

Vaclav Havel, pierwszy po 1989 roku prezydent niekomunistycznych Czech, stwierdził na przykład wprost:

 

- Często jednak (nasz kraj) kwitnie w bardzo dziwny sposób. (...) Zanika przyzwoitość, kradnie się, a gdy ktoś mówi, że się nie kradnie, to zostaje wyśmiany.

 

Na Republikę Czeską, będącą członkiem tak ważnych struktur europejskich, jak NATO czy Unia Europejska, wielu sąsiadów patrzy jednakże z podziwem. Kraj ma dobrze funkcjonującą, sprywatyzowaną gospodarkę oraz sprawny demokratyczny system parlamentarny. W badaniu, jakie praska Akademia Nauk  zrealizowała na dwudziestolecie wydarzeń z 1989 r. 81 proc.  Czechów przyznało, że nie wyobraża sobie powrotu starej władzy.

Ale równocześnie 14 proc. badanych stwierdziło, że to przed 1989 żyło się lepiej. Złośliwi twierdzą, że jest to objaw pewnego rodzaju zbiorowej amnezji. Lecz nie da się zapomnieć o tym, że Czeska Partia Komunistyczna, wciąż doktrynalnie marksistowska, jest aktywnym uczestnikiem życia politycznego i cieszy się wysokim, bo 15 proc. poparciem.

 

- W komunizmie ludzie nauczyli się siedzenia z założonymi rękoma i nic nie robienia. Aksamitna rewolucja nie zdołała tego zmienić – oceniają młodzi Czesi.  - Brakuje nam historycznej refleksji, bowiem uważne przyglądanie się temu co było, jest dla nas zbyt bolesne.

 

 

Były prezydent Havel  próbuje wyjaśniać nostalgię za starą władzą do myślenia ludzi, którzy tak długo byli odizolowani, że nie wiedzą co zrobić z nagle odzyskaną wolnością.

- Wielokrotnie porównywałem to do wyjścia z więzienia - mówi. – Tam  wszystko jest podane, nie trzeba o niczym decydować. Mówią, o której trzeba wstać, co założyć, o wszystkim decydują inni. Kiedy żyje się w ten sposób przez długie lata, po zwolnieniu to właśnie wolność staje się ciężarem.

Poprzednie | Następna