Perski dywan

 

To szokujące, ale współcześni Irańczycy żyją poezją.
Przy mauzoleum Saadi'ego, jednego z ich największych poetów zawsze są tłumy.

 

***

 

 

Paykan i jego różne wersje to podstawowy samochód irańskiej ulicy, jest odpowiedzią na embargo obejmujące m.in.
Sektor motoryzacyjny.

 

***

Zdobycie Persepolis przez Aleksandra Macedońskiego zakończyło Istnienie imperium Persów

 

Zdobycie Persepolis przez Aleksandra Macedońskiego zakończyło Istnienie imperium Persów

 

***

 

W Czak Czak – świętym miejscu wyznawców Zaratustry z pustyni uderzyła w nas burza piaskowa.

 

W Czak Czak – świętym miejscu wyznawców Zaratustry z pustyni uderzyła w nas burza piaskowa.

 

***

 

Trudno nie zrobić sobie zdjęcia z mężczyzną przy którym jest się wielkoludem.

 

Trudno nie zrobić sobie zdjęcia z mężczyzną przy którym jest się wielkoludem.

 

***

 

Minarety wskazują drogę nie tylko do meczetu, ale i do towarzyszącego mu zawsze bazaru.

 

Minarety wskazują drogę nie tylko do meczetu, ale i do towarzyszącego mu zawsze bazaru.

 

***

 

Ten ulubiony most Isfahanczyków ma 33 przęsła – tyle, ile lat żył Jezus Chrystus. Oczywiście jego projektantem był chrześcijanin.

 

Ten ulubiony most Isfahanczyków ma 33 przęsła – tyle, ile lat żył Jezus Chrystus. Oczywiście jego projektantem był chrześcijanin.

 

***

 

Kałasznikow znalazł swoje miejsce w  logo Armii Strażników Rewolucji – organizacji pilnującej przestrzegania praw obyczajowych we współczesnym Iranie.

 

Kałasznikow znalazł swoje miejsce w  logo Armii Strażników Rewolucji – organizacji pilnującej przestrzegania praw obyczajowych we współczesnym Iranie.

 

***

 

Ten obraz Matki Boskiej został namalowany przez zamieszkałych w Iranie wyznawców prawosławia.

 

Ten obraz Matki Boskiej został namalowany przez zamieszkałych w Iranie wyznawców prawosławia.

 

***

 

Milo widzieć, że kwatery polskie na cmentarzu w Dulab są zadbane. To zasługa naszej dobrze funkcjonującej ambasady.

 

Milo widzieć, że kwatery polskie na cmentarzu w Dulab są zadbane. To zasługa naszej dobrze funkcjonującej ambasady.

 

***

 

Przepych Orientu to także misternie układane z milionów kawałków luster sale audiencyjne na świeżym powietrzu.

 

Przepych Orientu to także misternie układane z milionów kawałków luster sale audiencyjne na świeżym powietrzu.

 

***

 

Młode Iranki  podchodzą z dystansem do  kanonu ubioru kobiety, który narzuca im religia. Ale na prowincji już nie mają takich odważnych spojrzeń.

 

Młode Iranki  podchodzą z dystansem do  kanonu ubioru kobiety, który narzuca im religia. Ale na prowincji już nie mają takich odważnych spojrzeń.

Napisz...zapytaj

Imię i nazwisko:

*

Email:

*

Telefon:

Treść:

*

Ile jest 1 + 7 = *

Perski dywan

           Pojechaliśmy do Iranu przede wszystkim w poszukiwaniu Persji. Wyjeżdżaliśmy pamiętni, że tylko siłą swego geniuszu i odwagą niezbyt wielkiej greckiej armii dwa i pół tysiąca lat temu Aleksander Macedoński odwrócił losy świata pokonując Dariusza III, króla najpotężniejszego i najnowocześniejszego imperium ówczesnego świata, Persji. Gdyby tego nie uczynił, Europa byłaby dziś innym kontynentem. Choć wyruszyliśmy na poszukiwanie  Persji, to jednak przede wszystkim znaleźliśmy się w Iranie - osadzonym w historii pięknym i budzącym szacunek kraju; kraju współcześnie mało dla nas zrozumiałym - ze swymi nuklearnymi zapędami, z przywódcami duchowymi mającymi większą władzę od prezydentów, z egzotycznymi politycznymi i gospodarczymi  sojuszami. Z zapisków po tej podróży powstał niezwykły orientalny dywan.

Hello Mister!
 

Wołali za mną nawet dwieście razy dziennie. Przyjaźni, pomocni.
Nawet jeśli znali tylko kilka angielskich słów pytali „which country?”
I te wielkie oczy, kiedy im tłumaczyłem, że nie Holland, że… no właśnie najpierw miałem kłopot, jak im powiedzieć, że w Europie jest taki kraj, Polska, między Germany a Russia, nawet spory i wydaje się nam, czyli tym Polakom, że dość w świecie ważny. W końcu dopytałem przewodnika, jak to jest w ich języku i kłopoty odrobinę się zmniejszyły. „Lachestan” już przychodził im łatwiej, wiedzieli o wiele częściej o czym mówię. Jednego popołudnia pomyślałem, że super robotę robi ten nasz Robert Lewandowski, a jeśli w popularności dogoniłbym Drogbę czy Messiego, to już nikt na świecie nie miałby wątpliwości „which country, mister?” Pamiętam z Afryki – to chyba była w Namibii - dwie wielkie opony do traktora z namalowanymi białą farbą „Figo” i „Becham”. Może przyjdzie chwila, że „Lewandowski” też się przebije?
- Lachestan!
- A, Lachestan! – teraz reakcje były żywsze, i niemal zawsze przyjazne. W muzeum w Teheranie zobaczyłem potem „polish carpet” – dywan z wzorem ulubionym przez polską magnaterię tak bardzo, że aż upowszechnionym wśród perskich producentów. - Welcome in Iran, Mister!
         Blond włosy, niebieskie oczy – co jeszcze miałem, co wyróżniało w tłumie? Może jasna karnacja, może zwisający ekwipunek, szczególnie plecak z aparatami. Patrzyli na nas z zainteresowaniem, ich kobiety machały naszym kobietom jakby chciały powiedzieć „nie przejmujcie, i tak macie dobrze, ściągnięcie te chustki od razu w samolocie do Stambułu”. Czasem oczy tych kobiet były smutne. Może wtedy myślały, że są na świecie kobiety, które mają od nich lepiej? Na pewno tak myślały, bo czemu niby miałby życzyć swoim córkom urodzenia kolejnych synów? A tak właśnie życzyły, opowiadał mi o tym tłumacz i mu wierzę.
 

Budowanie nowej legendy
 

Na wjeździe do każdego miasta znajduje się checkpoint, gdzie kierowcy chodzą zameldować nasz przejazd. Za każdym jednak razem najpierw ubierają na T-shirty służbową białą koszulę aby wykazać stosowny szacunek dla władzy. Im bliżej jesteśmy Teheranu tym kierowca bardziej starannie się ubiera. Teraz ma już nawet złote pagony, z dystynkcjami, których zrozumieć nie potrafię. Ktoś zażartował że Allah wszystko wie, dzięki temu, że ma tak dużo checkpointów. Im bliżej Teheranu tym Allah widzi też chyba lepiej.
Po minięciu pierwszego teherańskiego checkpointu rzuca nam się w oczy otoczony czterema minaretami grobowiec imama Chomeiniego. Minarety są symbolicznej długości – mają po 91 metrów, czyli tyle, ile lat żył Chomeini. Grobowiec, początkowo wybudowany jako srebrny, obecnie jest pozłacany.  Z poprzednich miejsc pamiętamy, że złoto to perski kolor królewski, złote były choćby lwy ostatnich szachów, Pahlavich. A bramka wjazdowa do miasta była za grobem imama, teraz jest przesunięta, żeby grób znajdował się w mieście. Pilot dopowiada, że każdy, kto chce odbyć pielgrzymkę do grobu Chomeiniego może otrzymywać rokrocznie 3 dni płatnego urlopu na ten cel.

Po wjeździe do Teheranu na murach budynków jakby więcej było politycznych haseł. Oczywiście nic nam one nie mówią, ale łatwo się domyślić ich treści, skoro najczęściej sąsiadują z nimi portrety obu przywódców duchowych kraju – nieżyjącego już Chomeiniego i obecnego, Chameneiego. Jest zwyczajem, że każdy rok ma swoje polityczne motto. Poprzednio było to „SAMOWYSTARCZALNOŚĆ GOSPODARCZA”, w tym roku hasło brzmi „WYSIŁEK POLITYCZNY I EKONOMICZNY”. To hasło powtarza się w wielu miejscach miasta. Irańczycy tłumaczą je sobie na swój sposób – jako zapowiedź kolejnej wojny.

Ze stolicy Iranu przywiozłem też polityczną anegdotę. Jakiś turysta  kupował jagody na bazarze. Ponieważ nie znał ich gatunku spytał sprzedawcę, jak się nazywają.
- Wiesz - odpowiedział kupiec - kiedyś to one były „szachberry”. Ale teraz to one chyba będą „chomeiniberry”?

Przepis na chleb barbari (wersja współczesna)
 

Składniki:


•    4 ½ szklanki mąki pszennej
•    2 szklanki mleka
•    1 szklanka wody
•    1 jajko
•    50 g świeżych drożdży
•    50 g masła
•    2 łyżki cukru
•    2 łyżeczki soli
•    2 łyżki nasion sezamu
•    1 łyżeczka sody oczyszczonej.

Sposób przyrządzenia:


•    Rozmieszać jajko.
•    Roztopić masło i dodać mleko wraz z wodą. Pokruszyć drożdże, zalać wodą i mlekiem.
•    Dodać cukier i sól, stopniowo dodawać i rozmieszać mąkę. Zagnieć ciasto (można przy pomocy robota kuchennego).

     Przygotowaną masę pozostawić do wyrośnięcia (ok. 30 minut) pod przykryciem i w cieple.
•    Włączyć piekarnik i nagrzać do temp. 220 st.
•    Wyrośnięte ciasto chlebowe podzielić  na 4- 5 równych kawałków i uformować z nich eliptyczne placki  o grubości ok. 1 cm.
•    Zrobić  nacięcia wzdłuż placka chlebowego. Posmarować placek jajkiem, posypać sezamem.
•    Włożyć placek do piekarnika. 
•    Piec korzystając z tzw. termoobiegu  przez 10 -15 minut.

Jak widać przepis przeszedł lifting współczesnych pań domu i dla nie -Persów stał się przysmakiem  orientalnej kuchni. Barbars to plemię mieszkające w Chorasanu, w pobliżu wschodnich granic Iranu. Według „Słownika języka perskiego”, chleb pieczony przez ludzi Barbar został przywieziony do Teheranu w XVII wieku, za dynastii Kadżarów.  We współczesnym Iranie chleb barbarii, zwany Nan-e-Barbari jest podstawą pożywienia rodziny (dużej zwykle) niemal przy każdym posiłku, zwłaszcza ulubiony jest w połączeniu ze słonym serem lub gulaszem.  Pieczony inaczej niż w tym przepisie -  w dużych cienkich plackach - barbari jest bardzo niewygodny w transporcie, rzadko też daje się go w coś opakować. Kiedy idzie się zatłoczoną teherańską ulicą co jakiś czas można się natknąć na osobę niosącą w rękach kilka bochenków ułożonych jeden na drugim. Świeży i ciepły bywa jedzony tak, jak  my jadamy czasem watę cukrową.
 

Wzruszenie w Dulab
 

         Ten cmentarz znajduje się we wschodniej części Teheranu, w dzielnicy Dulab. W obrębie Katolickiego Kompleksu Cmentarnego znajdują się groby chrześcijan z 7 europejskich państw, w tym również i polskie. Pochowani są tu uczestnicy przemarszu Armii Polskiej w ZSRR, która pod wodzą gen. Andersa, która w 1942 roku przeszła z Rosji do Europy, właśnie przez Teheran. Po ewakuacji z ZSRR w mieście znalazło się ponad 115 000 wygłodzonych, często schorowanych Polaków, w tym grupa  około 25 000 cywilów (13 000 to dzieci)  którym nie przysługiwały racje żywnościowe. W połowie lat czterdziestych XX wieku język polski stał się zjawiskiem powszednim w Teheranie.  Polscy uchodźcy czuli się tu jak w raju - otwierali własne firmy, sklepy i restauracje. Co najmniej kilkaset kobiet z czasem poślubiło Persów i pozostało w Iranie na stałe. Ich groby - z perskimi nazwiskami i polskimi imionami – piszą nowszą historię cmentarza.
 

Na cmentarzu w Dulab byłem świadkiem wzruszającej sceny. Andrzej, jeden z członków naszej grupy, jako pierwsza osoba ze swej rodziny odwiedził grób pochowanej tu siedemdziesiąt lat temu babki.
 

Ale jest i druga strona medalu. Cmentarz w Doulab jest w stanie zagrożenia. Dla firm budowlanych  ten siedmio i półhektarowy obcy kulturowo teren jest atrakcyjnym miejscem dla nowych inwestycji. Teheran, który w swych granicach administracyjnych liczy dziś 8, 5 mln mieszkańców   ma ogromne zapotrzebowanie na ziemię, a w mieście czuć mocno budowlaną gorączkę. Mimo, iż kompleks cmentarny został oficjalnie wpisany przez irańskiego Narodowego Dziedzictwa Kultury równocześnie Narodowy Instytut Kartografii (który jest odpowiedzialny za wydawanie map Iranu) nie określa już terenów cmentarza jako miejsca pochówku.
 

Na cmentarzu znajduje się tablica pamiątkowa z polskim napisem „Pamięci Wygnańców Polskich, którzy w drodze do ojczyzny w Bogu spoczęli na wieki 1942-1944”. Starania o przetrwanie cmentarza to walka o pamięć także i naszej, polskiej  historii.

Prasa w hotelu „Abassi”

              Hotel „Abassi” w Isfahanie jest rajem samym w sobie, być może nawet to najpiękniejszy hotel w całym Iranie. Wewnątrz rozległego kompleksu budynków znajduje się ogromny ogród z kawiarnią i herbaciarnią, w którym spędzić można każdy gorący dzień. Jest to jeden z najpiękniejszych hoteli, w jakim kiedykolwiek byłem.  Gdyby ktoś spytał mnie, gdzie chcę spędzić 1001 baśniowych nocy to miejsce z pewnością znalazłoby się na początku mojej listy. Obsługa jest wspaniała i miła, wnętrze jak perski dywan, skrzy się orientem. W hotelu „Abassi” mieszkają zwykle zagraniczni turyści, stąd każdego dnia na pólkach z prasą wykładane są angielskojęzyczne, choć  irańskie gazety. „Iran News” z 16 kwietnia najważniejsze miejsce na pierwszej kolumnie poświęca problemom na rynku ropy uznając cenę baryłki poniżej 100 USD za nieuzasadnioną. Można też przeczytać o możliwości ograniczenia importu ryżu, wypieraniu Shella i Totala z lokalnych projektów gospodarczych przez irańskie firmy, o problemach z wyborem nowego prezydenta w Wenezueli. Gazeta chwali się też, że w ostatnim roku Iran zaimportował ponad 44 tysiące samochodów, co daje 11,3 procentowy wzrost.

Donos

 

         Tak się złożyło, że któregoś wieczoru w teherańskiej restauracji  zasiedliśmy przy wspólnym stole z Irańczykami. Nic specjalnego, knajpa była po prostu pełna i trzeba było się dosiąść. To były dwie pary, obie jeszcze przed ślubami. Na lekko podniesionej scenie co jakiś czas zmieniały się zespoły, a my jedliśmy nieśmiertelny kebab z szafranowym ryżem. Rozmowa się kleiła, zrobiło się sympatycznie. Wytłumaczyliśmy im, że Lachestan  leży pomiędzy Russia i Germany, zwłaszcza Germany skojarzyli na mapie Europy. Nasze dziewczyny zaczęły się gibać i machać serwetkami, niewiele było potrzeba, żeby dołączyły do nich obie siedzące naprzeciwko Perski. I wtedy niespodziewanie pojawił się wyjątkowo smutny kelner w niebieskiej marynarce. Solidną angielszczyzną poprosił nas o zachowanie powagi, a Irańczykom  powiedział w farsi coś, po czym ci nieco stężeli.
Ale za jakiś czas przyniesiono zamówiony przez nas tort do którego zespół zagrał „Happy Birthday” dla jednej z dziewczyn. I wtedy powróciła luźna atmosfera. Na wpół na migi, na wpół po angielsku rozmawialiśmy o pięknie Iranu i muzyce, która nam najczęściej wydawała się mieszanką hindusko – arabską, a im opowiadał coś od czego błyszczały im oczy. Nagle zespół zaczął śpiewać rytmiczny refren. W gorę poszły białe serwetki, nasz i ich dziewczyny wibrowały, jakby siedziały na rozżarzonych węglach.  Lecz nie minęło nawet pół utworu, gdy ten sam kelner zwrócił do nas z prośbą o stosowniejsze zachowanie. Już mniej grzeczną prośbą. Dla siedzących vis a vis Persów nie był już jednak uprzejmy – przekrzykując muzykę wymachiwał rękami, a oni słuchali patrząc mu w oczy. I wtedy się zdziwiłem, bo w ich spojrzeniach nie było ani strachu, ani nawet zrozumienia. W końcu dał za wygraną i znowu odszedł, ale nam wystarczyło ledwie kilka minut, by znów zrobiło się wesoło. I wtedy jeszcze on wrócił. Ustami Bustera Keatona zażądał się od naszej przewodniczki dokumentów, a kiedy podała mu służbową legitymację wyciągnął notatnik i ją spisał. Atmosfera skisła. Kiedy odszedł Irańczycy wytłumaczyli nam, że oni się z tym nie zgadzają, ale nic nie mogą z tym zrobić. - Ale nie martwcie się, on z tym nic nie zrobi – tłumaczyli. – Nie doniesie przecież na własną restaurację.

Sala Tronowa

 

         „Apadana” to hotel w Persepolis, leżący dosłownie dwieście metrów od wejścia na teren muzeum pozostałości po pałacach Achemenidów. Wybudowany z rozmachem  wiktoriańskiego stylu ma w sobie jednak i to co jest rajem dla Persa – ogrody i wodę. Pod pojęciem „apadana”  w perskiej architekturze kryje się paradna achemenidzka sala audiencyjna.
W 1971 r. w ruinach Persepolis szach Iranu Mohammad Reza Pahlawi obchodził, liczoną od momentu śmierci Cyrusa Wielkiego - założyciela dynastii Achemenidów,  2500 rocznicę założenia państwa perskiego. To właśnie w tym hotelu szach mieszkał przy okazji uroczystości, które zgromadziły 60 królów i szefów państw, w tym cesarza Etiopii, księcia Edynburga,  króla Jordanii, króla Norwegii, księcia Monaco, jugosłowiańskiego prezydent Tito, przewodniczącego Prezydium Rady Najwyższej ZSRR i prezydenta Rumunii Ceausescu. Wśród eksponowanych wówczas skarbów znajdował się wspaniały Pawi Tron, zdobyty w Indiach wraz z legendarnym diamentem Koh-i-noor w czasie kampanii prowadzonej przez Nadir Szaha w 1738 r. Ten tron, który zaginął później w czasie rewolucji Chomeiniego.
Wieczorem 14 października 1971 roku w Persepolis urządzono wielkie przyjęcie dla ponad 600 osób. Oficjalne toasty goście wznosili różowym szampanem Dom Perignon z 1959 roku. Na początek gości poczęstowano przepiórczymi jajami faszerowanymi złotym kaspijskim kawiorem. Podobno szach, mający alergię na kawior, jadł karczochy. Do kawioru podano wino musujące Château de Saran. Potem podano mus z raków i wino Château Haut-Brion Blanc, za którym wniesiono gorące dania z baraniny z truflami, a potem sorbet z szampana. Następnie na stole pojawiło się 50 pieczonych faszerowanych gęsimi wątróbkami pawi (paw ten stanowi starożytny symbol Persji). Podawano je z piórami na ogonach. Do nich pito wino Musigny Conte de Vogué 1945 roku. Ucztę zakończył deser ze świeżego imbiru z kremem i maliną, do którego podano szampana.
 

Moje śniadanie w hotelu „Apadana”  jest zupełnie z drugiej strony tej bajki. Składa się z kilku pomidorów, białego serka i popularnego, nieco przesuszonego placka lavash. Wszystko to jest niesmaczne, kilkudniowe. Goście w hotelu, zwłaszcza zagraniczni goście, bywają rzadko. W pokoju miałem poplamione wykładziny, niedomykające się wypaczone okno, wyrwany kontakt. Nie udało się wejść do internetu, a operator uparcie informował, że skończył się pakiet usług i kolejnego nie wykupiono. Świetność „Apadany” przepadła wraz z nadejściem islamskiej rewolucji. Ciągnę walizkę, która podskakuje na krawężnikach i tylko jeszcze raz odwracam głowę za czarnym łabędziem, który porusza się tak majestatycznie, jakby myślał, że teraz on jest tu szachem.

Perska kochanka

jestem niewolnikiem tej która skradła moje serce
im więcej mam tym bardziej nic nie mam

 kiedy piszę
 łzy palców kapią arabeski na klawiaturę

a wersy wrastają w tabliczkę papieru
jakby usypywały swymi ciałami wały przed inwazją Aleksandra

ona już nigdy nie wróci
zgaduję
wybrała Saadiego i poślubiła Hafeza


           Napisałem ten wiersz, kiedy dotarło do mnie, że jestem w kraju poetów.  To szokujące, ale Iran jest żywą krainą poezji. Nie dość, że w wielu rodzinach tomik Hafeza, Saadiego czy Ferdousiego można znaleźć na stole obok Koranu, to przeczytanie kilku wersów z Hafeza może być równoznaczne z czytaniem świętej księgi muzułmanów. Grobowiec Hafeza znajduje się w Shirazie. Choć jest  położony z dala od turystycznych atrakcji miasta, to wokół wspartej na kilkunastu kolumnach budowli zwykle spotkać można spory tłum. Wielu Irańczyków przychodzi w to miejsce, by w ciszy i skupieniu czytać wiersze Hafeza, ale również i po to, by się zamyślić i pomarzyć. Hafez, Saadi i Ferdousi tworzyli kilkaset lat temu – w czasach, kiedy picie alkoholu było dozwolone, a swoboda seksualna była zdecydowanie większa od dzisiejszej. Problemy z tłumaczeniem niewygodnych treści ich poezji są zmartwieniem dzisiejszych irańskich cenzorów – stąd bywa, że upojenie tłumaczy się oddaniem boskiemu duchowi, a miłość określa się, jako uczucie kierowane ku Bogu. Co ciekawe, grobowiec Hafeza to jedno z ulubionych miejsc odwiedzanych przez tutejszą młodzież, można też tu zaobserwować wiele flirtujących par. A perska kochanka? Perska kochanka niby nie istnieje, nie dopuszcza myśli o niej wiara, nie dopuszcza współczesna irańska doktryna społeczna. Tylko życie, jak to życie, wiele lepiej i rozumie, że miłość ma wszelkie, także i te bolesne smaki.
 

Dziewczyny
 

           Tak, Iranki są pięknymi kobietami. Smukłe sylwetki, dopasowane stroje, błyszczące, rzucające czarnymi piorunami oczy - patrzą na ciebie, a ty nie wiesz czy jesteś w ich oczach innym, a przez to ciekawszym facetem, turystycznym gadżetem zza drugiej strony politycznej szyby czy kimś z minionego, upadłego wraz z odejściem szachów  świata: mężczyzną, który zna tajne, a najprawdziwsze smaki kobiecości. Im bardziej jesteś na prowincji, tym ich ubiory są bardziej obojętne, czarniejsze, odarte z powabu kształtów ciała. Im  bliżej ci do Teheranu tym są pewniejsze siebie i odważniejsze w relacjach. Owszem, włosy zawsze mają przykryte, ale chusty potrafią nosić tak, że widać pod nimi każdy jeden kosmyk. Kiedy przyglądałem się ich przekornym uśmiechom, kiedy widziałem, jak wodziły za nos lokalnych policjantów, kiedy dostrzegałem szacunek z jakim odnosili się do nich irańscy mężczyźni -  z każdym dniem nabierałem pewności, że to właśnie kobiety doprowadzą do następnej, tym razem zdecydowanie liberalnej  przemiany Iranu.  Ale…
„Policja wzięła się za łajdaków i obwiesiów, którzy publicznie pojawiali się w niestosownych strojach i hołdowali szatańskiej modzie" –  to wypowiedź szefa policji z Koimszahr w nadkaspijskiej prowincji Iranu. O co chodzi, jak wygląda „szatański strój” ? Chodziło oczywiście o kobiety – ubrane  w obcisłe spodnie i wysokie buty „szatańskim zwyczajem" zsuwały chustki na tył głowy, poza linię włosów. -Tak nie wolno – tłumaczy komisarz. - Iranki powinny osłaniać całe ciało tak, by nie widać było ich kształtów. Włosy muszą być zasłonięte chustą.
A przecież kłopoty miewają też mężczyźni, którzy układają fryzurę z pomocą żelu czy po prostu „złota pustyni” - olejku arganowego. Nie tak dawno policja podała, że zamknięto pięć zakładów fryzjerskich, a kolejnych dwadzieścia  ostrzeżono, by nie "promowały zachodnich fryzur".

Kocham ten kraj, ale co dalej?

 

          Zasady szariatu dostrzec można w zaskakujących sytuacjach. Niemal w całym Iranie taksówki „dopycha się” osobami bez względu na płeć. I choć w autobusach i pociągach najczęściej przestrzeń podzielona jest na cześć męską i żeńską, to taksówki są właśnie tym wyjątkiem, gdzie ekonomika wzięła gorę nad religią. Ale nie wszędzie – właśnie  w Gom, przez które zaledwie przejeżdżaliśmy jest na odwrót. Tu do samochodu mogą  wsiąść osoby tylko tej samej płci. - I tak jest już lepiej - tłumaczy nam kierowca - do niedawna jeszcze  budki telefoniczne w  mieście także były podzielone na damskie i męskie.
Ale życie rodzinne też nie jest takie proste. Nasza pilotka, trzydziestokilkuletnia niezamężna dziewczyna od lat bije się z myślami co zrobić ze swoim losem. Dzięki wykształceniu uzyskała niezależność, studia w Anglii wyrobiły w niej pogląd na męsko –damskie relacje, miłość ojca dała jej wolność w tym sensie, że może podejmować każdą decyzję bez obciążonego niepewnością pytania o zgodę mężczyzny. Ale inne miłości – do rodzimego kraju, do chłopaka z którym spotyka się już kilka lat, do rodziny, do wymarzonego, a niepoczętego jeszcze irańskiego dziecka – nie pozwalają jej wyjechać za granicę, a budują strach i zabijają nadzieję na szczęśliwe życie w Teheranie*.

Jak być współczesną  kobietą w  Iranie, jak być współczesnym Irańczykiem? - to naprawdę niezła łamigłówka. Czy wolność płci rozpoczyna się wraz ze ściągnięciem z głowy chusty? Czy wielożeństwo kończy się wraz z brakiem środków na utrzymanie drugiej i kolejnych żon? Widziałem, że nawet w hotelach Irańczycy zwracali uwagę Europejkom, aby nakrywały włosy. Spotykałem irańskich mężczyzn, którzy traktowali naszą pilotkę, jak królową i jak powietrze. A co powiedzieć o Strażnikach Rewolucji, którzy zatrzymali autobus, by sprawdzić obyczajność strojów zagranicznych gości?

Patryk

 

           Zadzwonił do mnie z Korsyki. To przyjaciel, który wziął swoje sprawy we własne ręce i  zamiast pogodzić się z opinią nieudacznika wyjechał do Francji i zrobił tam furorę jako solidny pracownik, brygadzista, mistrz, już chyba teraz nawet kierownik – choć wciąż bez francuskiego.
Tym razem Patryk był twardy dla mnie.
 - Napisz wreszcie o tym Iranie – zaczął. - Napisz i nic nie pokręć. Ludzie chcą wiedzieć, jak tam jest. Nie beletryzuj, nie kpij, nie koloruj. Napisz prawdę.
- Ciężko mi idzie – odpowiedziałem, kiedy zrobił przerwę dla nabrania powietrza. – Tak trudno rozłożyć akcenty.
         - Skup się, musisz! – dręczył.
Patryk nie wie, że jest z Occupy.  Że myśli, jak ci z ruchu,  że dyskutuje jak oni, że ma takie same frazy zdań. Cieszę, się, że nie spytał, jak republikę islamską uwolnić od islamskiej przemocy, miałbym nie lada zgryz. Bo Iran jest, jak chora na gruźlicę piękność – widać ślady niegdysiejszego blasku i pewną siebie, czyhającą na potknięcie, niebohaterską  udrękę. Dla lub w imię islamu. Wszystko jedno, Patryk, męka, to męka. A śmierć to śmierć. Zabijanie nie jest naszą europejską walutą. Przywiozłem stamtąd kilka adresów, rozdałem też kilka wizytówek. Napisał facet  (chłopak?) już po studiach, który odbywa teraz służbę wojskową. „Drogi Krzysztofie, napisz co myślisz o naszym kraju. Proszę, napisz uczciwie”. Napisałem. O szacunku dla ich kultury, o tym, jacy są przyjacielscy (ale i że ktoś za mną wołał  „sp.. stąd!”), o cenzurze obyczajowej i prasowej, o pięknych dziewczynach. Ale i o łamaniu praw człowieka, o przemocy religijnej, o fatalnym traktowaniu kobiet.
- Drogi Krzysztofie – odpisał. – Wysyłam ci informacje o naszym wielkim pianiście Javadzie Maroufim”. I „best regards”.

* W tym sensie ze swym losem nie pogodziły się Polki, których groby spotkałem na cmentarzu w Dulab. Zamężne z Irańczykami (co widać po nazwiskach na płytach nagrobnych) po śmierci swych wybrańców widać wybłagały sobie pochówek na katolickim cmentarzu. Te katoliczki przeszły więc na islam, by potem znów wrócić do wiary katolickiej, co w islamie jest niedopuszczalne. Za wyrzeczenie się wiary prawo przewiduje karę śmierci.