Nikt nie potrzebuje prawdy?

 

Dowódca powstania w getcie warszawskim, jego drugi po Anielewiczu i ostatni przywódca. Jeden z nielicznych ocalałych członków Żydowskiej Organizacji Bojowej, jedyny, który pozostał w Polsce. Pytany dlaczego to zrobił, odpowiadał: "Tutaj pochowany jest mój naród. Zostałem, bo jestem strażnikiem żydowskich grobów".

 

 

Marek Edelman o swoim życiu opowiadał często w bardzo kontrowersyjny sposób. O powstaniu tak np.: „Ludzie zawsze uważali, że strzelanie jest największym bohaterstwem. No to żeśmy strzelali!”.

 

 

Pytany o wybór Mordechaja Anielewicza na komendanta Edelman kwituje słowami:

- Bardzo chciał nim być, więc go wybraliśmy.

 

Są też i takie stwierdzenia:

 

„O Korczaku wiedzą wszyscy, prawda? Korczak był bohaterem, bo poszedł z dziećmi dobrowolnie na śmierć. A Pola Lifszyc, która poszła ze swoją matką? Kto wie o Poli Lifszyc?”

 

Po wojnie Marek Edelman został lekarzem jakby w odwecie śmierci, z którą spotkał się w getcie. Niepokorny,  stale toczył walkę z Bogiem:

 

„Pan Bóg chce już zgasić świeczkę, a ja muszę szybko osłonić płomień, wykorzystując Jego chwilową nieuwagę. Niech się pali choć troszkę dłużej, niż On by sobie życzył.”

 

- Trzeba być ze słabymi - powtarzał uparcie.  - Być, nawet wtedy, gdy nie można im pomóc.

 

W 1968 roku z powodów politycznych nie przyjęto mu pracy habilitacyjnej, a antyżydowska nagonka zmusiła jego żonę i dzieci do emigracji. On pozostał. Na wielokrotnie zadawane na spotkaniach autorskich pytanie: „dlaczego?”, miał w zwyczaju odpowiadać: „Ktoś przecież musiał zostać z tymi wszystkimi, którzy tu zginęli.”

 

Po ogłoszeniu stanu wojennego został internowany. Po 4 czerwca 1989 roku jego losy również nie były proste. I choć 17 kwietnia 1998 r. prezydent RP Aleksander Kwaśniewski uhonorował Edelmana najwyższym polski odznaczeniem – Orderem Orła Białego, a 11 kwietnia 2008 r. Prezydent Francji Nicolas Sarkozy przyznał  Order Komandora Legii Honorowej, Edelman dalej  nie budził  sympatii wśród wielu osób, także Żydów. Może też dlatego, że pytany o stosunek do państwa Izrael nieraz stwierdzał, iż rodziną diaspory żydowskiej jest Europa, a państwo żydowskie w swoim kształcie i położeniu z czasem stanie się krajem arabskim.

 

O patriotyzmie zaś mówił tak:

 

- A ja uważam, że patriotyzm jest obrzydliwy. Nigdy bym o sobie nie powiedział, że jestem patriotą - jestem patriotą tego, żeby wszędzie była wolność.

 

            Najsłynniejsze jego powiedzenie - W zasadzie najważniejsze jest samo życie. A jak jest już życie, to najważniejsza jest wolność. A potem oddaje się życie za wolność. I już nie wiadomo, co jest najważniejsze.” – nie jest łatwe w odbiorze. Tłumaczył więc je wiele razy, na przykład tak:

 

- Bez wolności stajemy się jedynie zakładnikami czasu, który został nam dany.
Trwonimy ten czas nie okazując ani życiu, ani sobie szacunku. Wykręcając się, zasłaniając, wycofując wchodzimy w pułapkę iluzorycznego życia, odbierając sobie siłę i godność.

 

Z czasem zaczął dodawać do tych słów: „ i miłość” .

 

-  Miłość jest trudna rzecz, a zabić jest łatwo – argumentował.

 

Zapytany przez Annę Grupińską w wywiadzie o zdolność dojścia do sedna spraw odpowiedział:

 

– Wiesz, gdybyś była moją kochanką, i w łóżku byś leżała, i słuchała, co ja mówię – może byłoby inaczej. Bo żeby coś wiedzieć, trzeba być bardzo związanym z człowiekiem. A ty jesteś dziennikarzem, który się chce czegoś dowiedzieć od obrzydliwego Żyda. 

 

         Za życia Marek Edelman nazywany był antybohaterem. Etgar Keret, pisarz izraelski  mówi o tym w ten sposób :

-  Marek Edelman narysował równoległą linię żydowskiego losu w stosunku do tej, którą rysowali syjoniści i założyciele Izraela. Uparł się przy niej, nie chciał zmienić zdania. Trzeba byłoby  - myśli zapewne wielu Izraelczyków - postawić go na pomniku, ale może z tego pomnika zeskoczyć.

 

W Internecie wokół nazwiska Edelmana kilka tysięcy razy można znaleźć rzeczownik „antybohater”. Ale czy to dobre określenie jego postawy?

 

Redaktorzy  Wikipedii (ale podobnie np. Wielkiego Słownika Języka Polskiego) definiują antybohatera w ten sposób:

 

„W literaturze i filmie, antybohater jest fikcyjną postacią posiadającą niektóre cechy bohatera. Robi czasem rzeczy heroiczne, jednak sposób, w jaki to robi lub jego intencje, niekoniecznie muszą być heroiczne. Takie postacie są najczęściej neutralne, mają ostry temperament i są twarde na zewnątrz, jednak "miękkie" w środku. Alternatywnie, antybohater to postać, która nie posiada żadnych cech heroicznych albo posiada je w bardzo ograniczonym stopniu (np. fajtłapa, nieudacznik, leń, tchórz).”

            Żaden z podanych przykładów antybohaterów (np. Leon Zawodowiec, Forest Gump, Józef Szwejk, Jan Piszczyk, Garfield) nie jest postacią autentyczną. W konkursie  zorganizowanym przez czasopismo  „Total Film” najwspanialszym antybohaterem wszech czasów został wybrany Travis Bickle, postać grana przez Roberta De Niro w filmie „Taksówkarz”.

            Można więc wieszczyć, że wreszcie teraz, po śmierci, postać Marka Edelmana jednak się zmitologizuje.   Być może uznany zostanie za proroka, a historie z jego życia staną się, bo już bywają, przypowieściami. W 10 dni po śmierci Edelmana w październiku 2009 roku jeden z internautów komentując swoją wizytę w empiku spytał na forum:

Czy warunkiem koniecznym istnienia piękna jest kontrast w postaci tragedii, okrucieństwa losu?

 

Wolę żyć w świecie gdzie Edelman jest po prostu jedną z pozycji w księgarni.

Poprzednie | Następna