Witam w machomanii

[...] 

           Jakieś sześć lat temu odkryłem, że jestem Macho.
Taki prawdziwy, najprawdziwszy; tylko, że mam „o” z laską. Lubię bawić się tą myślą, od czasu do czasu zarażam nią kogoś i czekam na dowcipny return.
Ale machos to dziś raczej przeżytek, więc zwykle dostaje mi się po nosie. Nie jestem macho, mimo, że czasem tak właśnie piszę! Powiedzcie sami - kto widział macho, co nosi okulary? Wyobrażacie sobie Henka Chinaskiego w brylach?

Na koniec tego myślenia podzieliłem swój czas na nowo. Na trzy części, w tym jedna jest tylko dla mnie. W ten sposób zostawiłem sobie dość miejsca na pisanie.
I dlatego dziś jest ta strona.
Oraz te wszystkie teksty, do których zapraszam.
  

witajcie w machomanii

Historie bolesne



Te listy*  napisała samotność. Publikuje je w imię walki o bycie człowiekiem. I choć nie wiem czy robię dobrze,zdecydowałem że umieszczę je na tej stronie.

Jeśli największą bolączki cywilizacji jest brak kontaktu z drugim człowiekiem, to te listy są rykiem wymierających mamutów...



     
   *Osobną rzeczą jest, jak wszedłem
          w posiadanie tych maili. Ale nie
          chciałbym się z tego spowiadać.
          Postawcie się bowiem na moim
          miejscu - klikacie w kopertę,
          a w niej takie perełki.
          Wyrzucilibyście je do kosza?

Historie internetowe: portret Momo


Okazuje się, że Madej, ten zmarły człowiek od tłumaczeń Bukowskiego, miał
> ogromny dorobek - kilka tomów poezji, powieść, opowiadania, przekłady.
> Przełożył tez na angielski sandomierskiego poetę Bolesława Garbosia.
> A taki jego własny wiersz wydrukowali zamiast epitafium:


> Jestem papierosem
> zapalonym
> ręką Boga
> zanim mnie zgasi
> w popielniczce grobowca
> chcę żeby było
> dużo dymu


> Miej piękne najbliższe dni, Momo.

 

hej...

dzięki za pamięć,
niezła ta francuska drużyna hehehe
ani jednego białego już w niej nie ma hehehe

a ja.... na cóż... ostatecznie jestem samotny.... w dziwny sposób zostawiony..
wciąż myślę... mam straszne jazdy emocjonalne...
czasem życie we mnie wskakuje, ale i tak ciągle tak naprawdę chodzę dobity...
nic mi sie nie chce, nie umie sie jeszcze zebrac do robienia czegoś...

byłem w holandii na 4 dni u koleżanki.... było ok... ale ona stwierdziła ze mnie nie poznaje
i nie wie co sie dzieje jak mnie zobaczyła... a znamy sie trochę już...
więc powiedziałem co i jak ze mną było.... to powiedziała, że sie nie dziwi że tak wyglądam...

5 lat marzeń o kimś, gdzieś zarzuconych już tak naprawdę, a potem sie to z nienacka spełnia
i znika równie szybko....  a ja mam wielomiesięczna kurację dochodzenia do siebie...
do formy... do życia...
co prawda w Grze napisali "idź i przeleć 10 innych. jak po tym nie przejdzie, to znak że może warto spróbować raz jeszcze".... ponoć po 3-4 przechodzi, ale i tak pójdę tą drogą, bo to najlepszy sposób na dojście do siebie...

zapisałem sie na tenis, na szczęście mam fajną młodą trenerkę, szkoda ze ma męża hehehehe
na razie chodzę raz w tygodniu, ale chce chodzić 2 razy...
wszystko w tej chwili jest ucieczką.... nawet pianino nie radość i chęć... siadam tylko żeby uciec,
nie myśleć, zapomnieć.... a to bardzo zły znak jak tak jest....
przychodzę do domu i nic mi sie nie chce.... zupełnie nie nic... nie umie sie zebrać  do niczego....
ale powoli powoli jest lepiej...
w ogóle myślę nad wakacjami.... ale nie mam z kim jechać... wszyscy  kumple poparowani...
dupa zupełna, a jechać samemu to chwilowo mi sie nie uśmiecha...
za to znalazłem coś co mnie zaczyna fascynować.... zawsze pociągało ale teraz już na poważnie
 - chociaż w skali bardzo mini - czyli FOREX
otwarłem sobie konto u jednego brokera, wpłaciłem 100$ i po weekendzie zaczynam grę w realu...
od stycznia na demie pogrywałem, wiec zobaczymy jak to wygląda w rzeczywistości...
lepiej sie uczyć na małych sumach....
pytasz o lektury,,,, lista jest spora....  tylko z mobilizacją do czytania problem... dlaczego, patrz parę akapitów wyżej...

poza tym coś tam buduję sobie.... nowy wzmacniacz do audio... powoli ale jakoś idzie...
czuje sie jak zabity... mało ludzi obok... czasem nie ma nawet z kim na piwo wyjść....
jest cholernie trudno....

i mam już ochotę robotę zmienić... bo za każdym razem jak tam jadę - i co gorsza jak wracam - mam wspomnienia z tych 3 miesięcy... powrotów... rozstań... szczęścia... dołów...
co prawda znika wszystko.... ale bardzo wolno... i tak codziennie myślę i nie umie sie uwolnić :/

chwilowo przydałby sie jakiś lachoń dla odmiany... żeby cos z sobą zrobić...  dojść.. zapomnieć.. zająć mózg kimś innym....
może sie napatoczy :)

to chyba tyle co o mnie...
pozdrowienia,
J

          

         Piękny tekst, ale bolesny, jak rozmowa dwóch drogowskazów: każdy wskazuje kierunek drogi, ale żaden nie podąża w kierunku celu. I odwieczne pytanie: co się stało z naszą klasą pyta Adam w Tel Awiwie? Tęsknota za przeszłością, łamie nawet najtwardszych, może to zwykła chwila słabości, może po prostu chęć przeżycia jeszcze raz tego samego, choć tego nie można zrobić, ta woda już przepłynęła, ta rzeka już nie jest taka sama, a skoro podmiot liryczny jest skurwysynem, to matka natura jest suką. Przełamanie pewnych zachowań jest po prostu niemożliwe, ekstremalizacja sytuacji (więzienie) wywołuje prawie zawsze określoną reakcję. Znika marzenie, wspomnienie, czar zapisany w engramach, pozostaje rzeczywistość, która nigdy nie będzie zgodna ze światem wewnętrznym, a życiorys przypomina bohatera chandlerowskich kryminałów, z poplątanym życiorysem, niegodnym, nie dość że odgrzewanych, to jeszcze kiepsko, kotletów.
       A swoją drogą, nie trzeba chyba iść do więzienia, by jeszcze raz przeżyć moment, tamtego otwarcia oczu, spojrzenia, które potrafiło zaczarować i utrwalić się w pamięci dawno, dawno temu, w rzeczywistości racjonalnie niedostępnej, i może właśnie przez to tak bliskiej i czarodziejskiej. To rozumowanie można odwrócić: gdzie jest pryzmat, przez który patrzy druga strona? Te drzwi muszą się pozamykać. Z nich nie ma kto wyjść! Nikt nie może przez nie przejść! Jest wszakże moment zawieszenia: bo to jest tylko, nie dość że ta, to jeszcze re-Alicja. Czyżby wobec tego pojawiła się nadzieja?
      Ciekawe jest także odwrócenie stwierdzenia: otwarłem się. Przy normalnym odczytaniu konotuje się jedynie zwykłe stwierdzenie faktu. Przesuwając zaimek zwrotny przed czasownik, osiągamy pewien dramatyzm, graniczący prawie z desperacją, że możesz, bo może to równie dobrze brzmieć jak głęboka ironia. Ale ta desperacja tylko powiększa ból. Skurwysyństwo staje się wobec tego antidotum, fatalizm jest skutecznym placebo redukującym nasze żądania stawiane życiu. I zawsze najpiękniejsze są wspomnienia.
Może naprawdę w życiu ważne są tylko chwile?

wiem, ze jesteś zakręcony, przepracowany i przemęczony, ale....
....czasami trzeba skłamać, żeby sprawić komuś przyjemność
to nic nie kosztuje, a z wyrzutami sumienia można sobie poradzić



mam garść napsutych wierszy, a ciebie ani, ani...

widziałem przed chwila cudowny krzew magnolii
pomyślałem, ze w M. musi być teraz pięknie.......

kiedyś załatwię sobie tam urlop w świrowni.......
bez telefonów........
bez komputerów.........

bez obowiązków ........

i BEZ prawa odwiedzin!



            Wczorajszy wieczór był trzecim z kolei, kiedy żałowałem, że już kładę się spać...wierciłem się... nie chciałem... i oto pojawiła się refleksja...

pierwszy raz? miałem to dawno, dawno temu... w innej z pewnością epoce! pamiętam nocny marsz do schroniska na Hali Miziowej przerwany długim oglądaniem nieba. I Sławka...dziś niepijącego alkoholika... po zawale i wylewie... próbującego opisać świat, którego nie ma...


- To jest właśnie Orion, o tam!

- Orion? Naprawdę? Zobacz, jagody!

- Leżymy na jagodach?

- Widzisz Marsa? Stamtąd jesteśmy my, faceci...

- Marsa? Coś ty... nawet nie wiem, gdzie szukać...

potem przepadło, wziąłem na siebie życie, podniosłem się z kolan i poszedłem do przodu... wracałem, waliłem się, jak wór na posłanie... i budziłem zaraz... choć nieraz bywał to już późny ranek... w zeszłym roku - raczej nie wiosną, bardziej latem - zacząłem nagle wstawać wcześniej, jeszcze przed budzikiem... albo tylko otwierać oczy... słuchać odgłosów wstającego dnia - wróbli rozpoczynających pierwsze karmienie, odległego tramwaju... ryb przewracających się z boku na bok w poszukiwaniu słońca...szumu brzozy, czereśni i modrzewia...

nie wytłumaczę tego nikomu, kto sam nie spróbował... wiem, że nie potrafię... choć chciałbym...ale to można tylko... samemu...



wpatruję sie w powietrze, niby jest przezroczyste, nie widać

żadnych kształtów, ale ten zapach konwalii, intensywny... nie

pozwala nie zauważyć, nie pamiętać, nie czuć...
           
          Kiedy nadchodzi czas, tych najważniejszych w roku Świąt, kiedy Zmartwychwstanie okazuje się najprawdziwszą i jedyną nadzieją, a całe życie podporządkowuje się temu faktowi, kiedy wszystko co żyje głośno krzyczy Alleluja, kiedy człowiek zaczyna się zastanawiać nad sensem i celem, w zwyczaju polskim składa się życzenia. I my, zgodnie z tradycją i wewnętrznym przekonaniem chcielibyśmy życzyć: radosnego i prawdziwego przeżycia Zmartwychwstania Pańskiego, odrobiny prawdziwej wolności, która może wykluje się z tej kopy jaj, wewnętrznego spokoju - owej busoli, bez której żaden kierunek życia nie jest poznawalny, cząstki radości, która sprawia, że cały się świat śmieje do nas w takiej proporcji, w jakiej my śmiejemy się do niego, miłości, która niczym latarnia rozjaśnia drogę przed nami i sprawia, że pamiętamy to, co się skończyło, chwili wolnego czasu - tak ukochanego przez Zenka Greka, równowagi i środka (niech będzie i złoty), i wszystkiego, co umożliwi zbożny pobyt, po żywocie rajski przebyt.... i jeszcze coś bardzo ważnego: niech szlag trafi podatki!!!


wiesz, że jestem dziwna
wiesz, że mam rożne ( dziwne) znajomości
czasami myślę, w co się jeszcze wpakuje........

teraz ( z nudów) powiem ci sekret:
poznałam(wirtualnie, 3lata temu)starego, bogatego warszawskiego satyra
potem spotkaliśmy sie na kawie -było sympatycznie
wiesz, co mu sie we mnie podoba?
świeżość:).

i to, ze nie jestem zmanierowana.......

raz na jakiś czas wysyła mi sms( zamknij oczy!!!):

....zamknąłeś?
nie?
to cytuje:
"Mam w łóżku matkę i córkę. Młoda ma 3 cm łechtaczkę. Onanizuje ją jak chłopaka, dwoma palcami.
Wrzeszczy...tak jak ty kiedyś będziesz, obiecuję".

Wlasnie, co do calej przeprowadzki. Dunia miala mnie najwyrazniej powyzej uszu :) Tym bardziej, ze niedlugo zjedzie jej sie cala rodzinka na glowe. I na wlasna reke zalawila mi pokoj, co bylo bardzo milym gestem :). 50 funtow to nawet tanio, chociaz ja chcialem zanlezc cos za 35 tygodniowo, ale ludzie tu nie sa za bardzo chetni zeby dzielic, a nawet jesli by byli to lepiej uwazac. We Wrocku mieszkalem z gejem. tera mieszkam z dwoma lesbijkami z Polski, magikiem tez Polakiem, i metysem z pacyfiku. Wiec ciekawa i zroznicowana klasowo i etnicznie komuna :). Lesby podobno sa wredne i trzeba na nie uwazac,ale jak na razie slowa zlego powiedziec nie moge. Aczkolwiek to dopiero 2 dzien. Zaczalem prace w pubie. Jestem szklankowym,czyli latam pomiedzy ludzmi i zbieram szklanki :). Mozna sie zmeczyc. Aczkolwiek smiesznie bywa. Jakas pijana dziewczyna tarmosila mnie po wlosach. Inna z kolei zaczela przy mnie lizac slomke o dosc specyficnzym ksztalcie. Ogolnie perwersyjne te Angielki :). Chociaz moja 50 latka jest porzadku. Raz sie z nia na razie widzialem, ale wszystko przbieglo wg planow. W ogole to zeby jakos przezyc zaczalem chodzi na rynek. Gram sobie poltorej godziny (bylem dwa razy) i zarabiam 15 funtow. Niezle :))) Dzisiaj podeszla do mnie jakas babka ladnie ubrana i zaczela mi cos pikolic o swojej firmie ze ma obok bla bla bal to ja zaczynam ja przepraszac, ze rzepole pod jej oknem,a ona ze nie w tym rzecz, tylko chcialaby mnie wynajac na jakies godzinne granie w sklepie czy czyms tam, tak dla gosci. Wiec moze jakas kasa wpadnie :). Znalazlem sobie kapele. Scoute Orchestra sie zwa chlopaki (scoute to w slangu jaja). Wiekszosc po szkolach albo studiach muzycznych :))) I dostalem od nich nutki i nagrania i cwicze. Za dwa tygodnie mamy sie nagrywac :) Planuja jeszcze cos na zywo pograc. Jak mnie nie wywala moze byc fajnie :). Ich muzyka czasem jest trudna w interpretacji, ale nie jest zle :)Czegos sie naucze. Chyba naprawde chce isc do szkoly jazzu w Krakowie. Muzyka to po czesci moje zycie. Zrobic dodatkowo jeszcze jakies studia, zeby miec wyzsze wyksztalcenie. A Mamo pragne Ci zakomunikowac, ze jesli chcesz to faktycznie przyjedz do Manchesteru i zalatw mi dentyste. Wydalem 10 funtow na telefony. Bylem u jednej sympatycznej pani, ktora za "jedyne" 150 funtow zgodzila sie na wizyte. Dentysci nie chca sie tego podjac (ha ha). W koncu zadzownilem an emergency cos tam, w kazdym razie jakis dziwny numer. Zaczalem pani marudzic, no i zalatwila mi wizyte w Berry (na polnoc od Manchester) za jedyne.... 60 funtow,wiec to naprawde okazja :) Pragne zauwazyc, ze zarabiam w Primarku 100 funtow tygodniowo :) W zasadzie wlasnie ten dentysta zmobilizowal mnie do tego, zeby isc grac na rynek.

 > Nie wiem co tu jeszcze napisac. Chyba juz napisalem Wam o wszystkich co ciekawszych rzeczach. Nadal w sumie nie mam kumpli, wiec jest do bani :
( Ale jakos wiecej mozliwosci. Bedziecie w stanie oplacic mi szkole jazzu od pazdziernika? To moze mnie to skloni do powrotu ?:) Wiec jak nie chcecie, zebym wracal, to mozecie zawsze odmowic he he.
 > Pozdrawiam
 > Kocham Was

 Bartek


krowa jak zwierzę roślinobójcze? znalazłem taki cytat w szkolnym wypracowaniu...



w te dni ostatnie, zupełnie bez Ciebie owinęłam się kartkami Twoich
> > > > > > > > > > > > > > listów jak bandażem. Wyjałowiona gaza przylgnęła do ran i przytuliła w
> > > > > > > > > > > > > >Twoim imieniu...

 

Co do zmian. Nie wiem czy pisalem Wam o tym, ze gram na ulicach. Staczam sie :)
Ale to niezly biznes jest. Szkoci sie zjechali na mecz to zgarnalem 22 funty za 20 minut grania. Aczkolwiek normalnie to tak 14 funtow (gram srednio godzine z hakiem). Ale akcje byly ze Szkotami. Dwie murzynki wtargnely do naszego sklepu. Jedna z bejsbolem, a druga tez z bejsbolem, tylko ze na swojej twarzy. Ochroniarz zaczal je rozdzielac, a kibice zatarasowali przejscie (na placu bylo z 10 tysiecy) skaczac i krzyczac 'fight fight fight ' wygladalo to jak oblezenie :))). Ulice piwem smierdza nawet teraz mimo, ze juz po calej imprezie. Miasto wyglada jak po tsunami. Wieczoram byla zadyma, bo siadl telebim. I sprawa wygladal tak : widzisz uciekajacych Szkotow, a chwile pozniej policje w plastikach. Jak zomo -normalnie lapanki :))). Dobra musze konczyc. Ci ze szpitala powaznie traktuja sprawe( chodzi o referencje). Dzwonili do Polski nawet do siostr do Wrocka :) Teraz musze na kolanach wyblagac supervisora zeby mi podpisal referencje.

 B.


> ojciec uciekł ze szpitala,, tzn. nie chciało mu się czekać na siostrę i
> zorganizował sobie transport,,, w pidżamie, przy ujemnej temperaturze,,,
> obwinia teraz całą rodzinę, że go nie odebrała na czas,,,
> jest niestety zmieniony psychicznie po tej zapaści,,, i lekko odchylony
> od normalności,,,



> przerażający jest ten stan, zatracania kontaktu z
> rzeczywistością, który przychodzi wraz z liczbą... kiedy zaczyna się krążyć gdzieś w
> świecie oderwanym od rzeczywistości...
> żal mi mamy...ale widzę też, że,,,

 > nie tak mocno jak myślałem, ją to dotyka...


> > > > > > > > > > > > > > otumania mnie moja własna rzeczywistość - to są te.... jak to Ty mówisz
> > > > > > > > > > > > > > gorsze dni. Bo jak długo można dźwigać plecak wypchany pretensjami i
> > > > > > > > > > > > > > przecież nawet w najtwardszej skorupie zrobi się w końcu dziura i
> > > > > > > > > > > > > > wpłynie do środka to, przed czym się bronisz... nie mam dziś siły, i
> > > > > > > > > > > > > > jeszcze w dodatku idę na naradę "dyrektorów"...
> > > > > > > > > > > > > > ostatnio zachwyciły mnie wiersze Hillar i kolejny raz obejrzałam
> > > > > > > > > > > > > > Pożegnanie z Afryką i Noce i dnie...wersja serialowa - przepiękna.
> > > > > > > > > > > > > > Wślizguję się w te moje myśli po kryjomu, te kilka wolnych dni
> > > > > > > > > > > > > > przyniosły spokój, doznanie takiego uczucia przyjemności...i jeszcze to,
> > > > > > > > > > > > > > że jest ktoś prawdziwy, z krwią płynącą w środku...nie
> > > > > > > > > > > > > > zadzwonię dzisiaj

nie chcę marudzić, za smutno mi...
> > > > > > > > > > > > > >

Czesc Momku, Drogi Moj!!!!:):)
Zdjecie bylo robione w biegu przed praca poniewaz moja ciocia ukochana
stwierdzila, ze juz nie pamieta jak jej pyzunia wyglada i zazyczyla se
portreta. Probowalam ja od tego odwiezc....ale efekty widziales
haha. Jestem jaka jestem i tyle :):)....
Nie pytaj Momku jak po swietach, bo jeszcze nie doszlam do siebie.Tutaj
w Szkocji i w calym uk byl w tym czasie tzw. bank holiday czyli klika
dni wolnych od pracy i oczywiscie platnych. I byla tez piekna pogoda, wiec
wszyscy angole postanowili spedzic tego banka w moim forcie. Wszyscy
postanowili tankowac sie na moim bp. I wszyscy postanowili robic to
oczywiscie na mojej zmianie. Podstep grubymi nicmi szyty jak nic. Ale
dalam rade:):).Co prawda mialam dziennie utarg w granicach 15 000 funtow
(tyle w ciagu roku nie zarobie) ale nie dalam sie skubancom.
Jakby tego bylo za malo to przyjechal na te swieta moj maz Buc osobisty
prywatny. Postanowil prosic mnie o jeszcze jedna szanse. Tego juz bylo dla
pyzy za duzo. Byly swieta wiec z grzecznosci dotrzymywalam mu
towarzystwa. Masakra – chili Kumulacja Dyngusa. Bylam tak zmeczona i zdenerwowana ,

ze w ciagu 4 dni spalam
tylko 10h. Ale bank holiday sie skonczyl i Buc
pojechal. Wszystko wraca do normy :):).
Skonczyly sie tez moje szesciotygodniowe dni pracy. Wyobraz sobie
Momku, ze przez caly marzec mialam tylko 3 dni wolne! Haha ale
to juz bylo:) i nie wroci wiecej (jak spiewa Marylka R.).
U mnie wiosna sie robi pelna geba:):).Wczoraj bylo tak pieknie, ze
skakalam za ta lada jak wrobel:).Ciepelko i slonce... taka mala rzecz a
cieszy.
Dzisiaj ide na pierwsza nocna zmiane. Pierwsza z czterech, wiec trzymaj kciuki
Momku, bo jest piątek, a w ten dzien mlodzi gniewni i niewyedukowani ruszaja na
podboj swiata chili w drodze powrotnej z imprez zahaczaja po korytko na
bp:).
Kurcze koncze, bo musze jeszcze kilka rzeczy pozalatwiac. Napisz mi
prosze szybciusienko co u Ciebie. Wyobrazam sobie, ze siedzisz przed kompem, piszesz,

czytasz i znowu piszesz,,,

czy to w ogole pracujesz?

                        Buziaki
                              Twoja do mekki SANDY

 
> kiedy nam na czymś zależy i nie możemy tego mieć, uszczelniamy ból,
> który to sprawia,,,
> każdego dnia gęściej obtykamy dziurę w naszym wnętrzu, aż pewnego dnia
> ból jest zracjonalizowany, w dawce, która pozwala się nam nawet uśmiechać,,,
> od czasu do czasu próbujemy jeszcze, lecz ból wraca z całą mocą
> i dopiero te kolejne próby przekonują nas, że nie warto się napinać,

że życie „bez” także istnieje,,,

>>>>>>> niejako przy okazji, doceniamy wreszcie ból innych<<<<<<
> niestety,
> na koniec, na sam koniec końca, zaprzeczamy sobie i znów mówimy, że
> szkoda, bo należało spróbować,,,
> w zasadzie już na samym początku popełniamy więc błąd, bo pozwalamy,
> by nam na czymś zależało