Zielona mila*
„Byłam wczoraj u mojej staruszki babci. Widać wyraźnie, ze odchodzi - żegna się ze wszystkimi nie mogąc mówić, używając gestów. Chce każdego dotknąć
i przytulić, ajej szorstkość, dotąd wręcz odpychająca, zupełnie zniknęła.
Jej oczy są już na tamtymświecie.
Taki obraz napełnia mnie czułością nie tyle do niej samej, ile czułością z jaką od czasudo czasu spoglądam na tamten, inny zupełnie od naszego świat.
Mam przekonanie, że nienależy się bać, choć lęk przed przejściem jest naturalny,
to dla nas wielka niewiadoma.
Jej wymiar jest nieznany zwłaszcza dla człowieka, który
z duchowością niewiele miał w ciągu życia wspólnego.”
W porze karnawału i głosowania na Bloga Roku pisanie o umieraniu jest pewnie
kompletnie nietaktowne, a do tego ja, autor wpisu, powinienem pamiętać, że śmierć jesttrendy głównie w thrillerach. Ale…
Od kilku lat składam co roku plik listów (wycinków?) z prowadzonej korespondencji,
lub które do mnie w ten czy inny sposób w danym roku trafiają.
A potem – muszę tonapisać, to ważne – po trudnej autocenzurze składam go
w inny plik, już tylko do edycji.
I publikuję go na Machomanii w ramach
„Listów intymnych” oraz/lub używam przy okazjispotkań autorskich.
Trafiają do mnie różne listy – najczęściej maile oczywiście, ale np. odzyskałem
ostatnio kilka moich własnych listów sprzed trzydziestu (!!!) lat,
które niegdyś wysłałem do mojego, dziś już nieżyjącego, przyjaciela.
Ale nigdy nie są to teksty przeznaczone
wprost do publikacji. Sito autocenzury
(które tak naprawdę głównie jest utkane z szacunku)
zwykle spłaszcza puenty i tłumi emocje.
A często – po prostu korespondencje nie są tak
hedonistycznie hedonistyczne, jak chciałoby się czytać.
Mimo to cieszę się zawsze tymi listami i uparcie składam je w roczniki. Ze spotkań
autorskich już wiem, że warto. Dziś, po kolejnym roku, donoszę, iż nowa paczka jest już gotowa. I bardzo Wam za nią dziękuję.
Lecz są w niej niestety i takie, jak ten u góry, teksty.
*Na koniec słowo do tych, którzy szukają wyjaśnienia tytułu.
Zaczerpnąłem gooczywiście z filmu „Green Mile” opartego o książkę
Stephena Kinga pod tym samym tytułem.
W finałowej scenie niesłusznie skazany na krzesło elektryczne
John Coffey na chwilę przed egzekucją pociesza wykonawców wyroku:
- Będzie dobrze, chłopcy. Teraz będzie najtrudniej, a potem będzie już dobrze.
2012-01-14 21:40:03
KOMENTARZE ***
2012-02-09 22:48:39
2012-02-01 08:24:03
2012-02-01 08:21:35
2012-01-23 13:49:30