Nr 5
20.07.10
W
klasie było nasz trzydzieścioro.
Wojtkowi pękło serce jeszcze w średniej szkole. W tramwaju.
Czarek odpadł ze ściany w Tatrach.
A Irek chyba po prostu się zapił.
I potem była mała przerwa. Nie, żeby obyło się bez ciosów i walki.
Ale za każdym razem z wygranymi rundami.
Aż Zbyszek w zeszłym roku przegrał drugą rundę walki z rakiem.
A teraz Sławek.
Od dawna serce miał przypięte na agrafce, ale kiedy czasem opowiadał wspomnienia z tamtej strony, nie bardzo mu wierzyliśmy. Bo dziwne było to, że za pierwszym razem udało się wrócić.
To jemu zdarzyło się przez płot uciec do dziewczyny w noc ogłoszenia stanu wojennego, to z nim razem oglądaliśmy Oriona we wczesną wiosenno-zimową noc pod Wielką Raczą, to dzięki niemu zobaczyłem jak może wyglądać strach w najgłębszym stadium nałogu.
Opisałem te wszystkie zdarzenia.
I inne, bardziej intymne(choć te odpersonifikowałem).
Po wyjściu z nałogu Sławek zawsze nam mówił: „wszystko co mam mieści się do jednej torby, zawsze jestem spakowany”.
I teraz poszedł…
Hej, jak Ci tam, u góry?
2010-07-20 19:55:12