Witam w machomanii

[...] 

           Jakieś sześć lat temu odkryłem, że jestem Macho.
Taki prawdziwy, najprawdziwszy; tylko, że mam „o” z laską. Lubię bawić się tą myślą, od czasu do czasu zarażam nią kogoś i czekam na dowcipny return.
Ale machos to dziś raczej przeżytek, więc zwykle dostaje mi się po nosie. Nie jestem macho, mimo, że czasem tak właśnie piszę! Powiedzcie sami - kto widział macho, co nosi okulary? Wyobrażacie sobie Henka Chinaskiego w brylach?

Na koniec tego myślenia podzieliłem swój czas na nowo. Na trzy części, w tym jedna jest tylko dla mnie. W ten sposób zostawiłem sobie dość miejsca na pisanie.
I dlatego dziś jest ta strona.
Oraz te wszystkie teksty, do których zapraszam.
  

witajcie w machomanii

Napisz...zapytaj

Imię i nazwisko:

*

Email:

*

Telefon:

Treść:

*

Pocztówki z Mediolanu

12.9.12



Garmin mówi, że pojedziemy jeszcze 6 minut, na miejscu jesteśmy już po pół godzinie.
W pokoju TV wielkości znaczka pocztowego.
Pierwsze 1000 kanałów jest niema w całości po włosku,
tylko jeden po niemiecku, jeden po francusku i 1 po angielsku.
Na 500 włoskich kanałach wróżka
lub tarot.

Już kolejny dzień robię sobie notatki wtrącone...
Po lecie kobiety są przepalone słońcem,
nawet te młode.
Zdziwiło mnie, że widzę w nich starość…

One… pewnie widzą we mnie białasa, który - jak może? - nie widział słońca!
Za to mają swój styl, niewyobrażalnie pewny, włoski.
I patrzę, jak wychodzą na zakupy z mężczyznami, jakby były wyprowadzane,
wiele takich par.

Jedzenie:
kolacje jadamy w lokalnej knajpce, Pomodorino.
Niebo!

Przy stole para, on, ona i dziecko, roczne. Razem mają pewnie ze 45 lat.
On wytatuowany, ona z maleńkim, psującym wygląd nastolatki, brzuszkiem.
Jacyż oni młodzi, jacyż piękni!
Jednak trochę się spieszyli, już wychodzą.
Założyli kaski i odjechali, ech, skuterem…

Via Monte Napoleone jest niewątpliwie najelegantszą ulicą w całym Mediolanie. Spacerowanie po Montenapo – tak jest potocznie nazywana – oznacza zanurzenie się
w klimacie shoppingu wręcz bachanalnego.
Nazwę ulicy nadano w 1804 roku, apogeum epoki napoleońskiej.
Miasto – jak opisał to Stendhal – było wtedy zamożną republiką poświęcającą
swój czas sztuce i przyjemnościom.

W dzielnicy mody jednak trwa remont. Sklep Kenzo oklejony płytami z paździerzu,
na narożnikach naklejone czerwono- białe taśmy. Nawet wciąga, jakby to było celowe.
Dopiero w środku refleksja – nie, tu musi być diabelnie drogo.
I jest.

Rzeźba Św. Bartłomieja ze skórą złupioną w ręku stoi w Katedrze Narodzin św. Marii.
Patrzę, jak mijana jest przez turystów z pełną gamą wyrazów twarzy.
Może najrzadziej zauważyć można przerażenie, ale też zadziwiająca jest ilość
osób, która „nie widzą” postaci.
Mnie to akurat najbardziej szokuje.

Tramwaj linii 12 przejeżdża wzdłuż sklepów w chińskiej dzielnicy.
Oczy mam na wysokości szyldów, których przeczytać nie potrafię.
Nieco niżej, czasem po bokach,
ich odpowiedniki w niepewnym, jednak bez wątpienia europejskim języku.
Na przykład „Wong Li Children clothes”. I tak co najmniej przez kilometr.

 

../uploaded/images/Milano%20VE%20II%20LUIS%20I%20MDONALDS.jpg
 

12-09-2012 07:57:09

Komentarze (1)

leopold

Nareszcie coś :)

27-09-2012

Wystaw komentarz

Nick:

Email:

Trerść:

« powrót