Witam w machomanii

[...] 

           Jakieś sześć lat temu odkryłem, że jestem Macho.
Taki prawdziwy, najprawdziwszy; tylko, że mam „o” z laską. Lubię bawić się tą myślą, od czasu do czasu zarażam nią kogoś i czekam na dowcipny return.
Ale machos to dziś raczej przeżytek, więc zwykle dostaje mi się po nosie. Nie jestem macho, mimo, że czasem tak właśnie piszę! Powiedzcie sami - kto widział macho, co nosi okulary? Wyobrażacie sobie Henka Chinaskiego w brylach?

Na koniec tego myślenia podzieliłem swój czas na nowo. Na trzy części, w tym jedna jest tylko dla mnie. W ten sposób zostawiłem sobie dość miejsca na pisanie.
I dlatego dziś jest ta strona.
Oraz te wszystkie teksty, do których zapraszam.
  

witajcie w machomanii

Napisz...zapytaj

Imię i nazwisko:

*

Email:

*

Telefon:

Treść:

*

Małość

17.12.12


Od lat lubię wyjechać na pierwsze narty już w grudniu.
Dawniej bywały to wyjazdy samochodem – czy to na „doczepkę”, czy planowane, czy wreszcie ad hoc, „ na prognozę pogody” – od kilku lat wybieram się jednak inaczej, autokarem. Te wyjazdy mają do siebie to, że trafia się w grono zupełnie obcych ludzi, rezygnuje z komfortu szacunku, poważania czy służbowego posłuchu, jaki niosą z sobą relacje z codziennym otoczeniem. Takie wyjazdy zwykle przynoszą nowe znajomości,
a czasem wręcz przyjaźnie z ludźmi w ten lub inny sposób wyjątkowymi.

Inaczej jest tym razem. Z perspektywy moich ulubionych, po raz kolejny ciepłych
i przyjaznych gór, z perspektywy al dente makaronu z bazylią,
z perspektywy uśmiechniętych i rozgadanych mamma twarzy - widok mord polskich
zabija moją chęć życia.
Zarzyna kradzieżami gotujących się jajek na miękko, „zaginięciem” kurtki
(czy może kamizelki?),
dusi śmierdzącą gumą prażonych w saunie japonek,
dręczy podjazdową walką o lepsze miejsce tu lub tam. 
Amfiladą morderczych (lub tylko ponurych) min z windy
bywam krzyżowany wieczór w wieczór.

- To uprzedzenia starego bezsilnego człowieka – podnoszę z kolan swoje jestestwo
każdego kolejnego poranka.
Ale by budowana na nowo nadzieja wzrosła, trzeba wielu  godzin nowego dnia.
 I to się nie udaje, bo never ending story się powtarza.
Na koniec więc tryumfuje zwykła ludzka małość.
Moja małość, moja beznadziejność, moja nijakość.
Mój brak sprzeciwu, moje pogodzenie i samozadowolenie,
moje  „ja jestem inny!!!”.

Taka oto jest moja codzienna agonia tutaj, gdzie niespodziewanie bycie
lepszym od drugiego Polakiem jest miarą życiowego sukcesu.
Lecz w tył głowy wwierca mi się jeszcze jedna myśl:
pamiętaj, że masz we krwi narodowe umieranie za miliony!
Pamiętam.

Jestem Polakiem, a to bardzo boli.

 

21-12-2012 09:01:34

Komentarze (2)

abc

wlasnie zdaję sobie sprawę, że umieranie za miliony, tak nam w skórę wżarte, wcale nie jest nasze, narodowe. Toż to już było, przypominam w ten świąteczny jezusowy czas! Więc czemu nas tak boli, rzeczywiście, i czemu tak krzywdujemy sobie krzywdą tą karmiąc dumę naszą polaczą. Cudownie błoga jest myśl, że tak wcale nie trzeba. Że wystarczy żyć dla siebie, być sobą i dla siebie - przede wszystkim. Przed wszystkim innym - dla siebie. O ile więcej dbając o własne piwnice mielibyśmy do ofiarowania bliskim, komukolwiek, niż epatując wilgotnym, zatęchłym, pustym - wszystko z siebie daję-nic już nie mam-ledwie żyję!...
Życzę Ci Macho i wszystkim Cię tu odwiedzającym - abyś w Nowym Roku więcej miał czasu dla siebie, abyśmy zdolni byli najpierw własne piwnice zapełnić i dzięki temu cieszyć się i spokojnym być tak w dni ciepłe, jak w te mroźne, zimowe. A gdy nam chęć przyjdzie, byśmy gotowi byli ugościć kogokolwiek ze szczerego serca, bez pośpiechu, bez obaw, że czegokolwiek nam braknie. Szczęśliwego Nowego Roku!

27-12-2012

Joanna Kasperska

And the familiar sounds of "kurwa" I wtedy life is getting beautiful. Tutaj i na obczyźnie. Słów pięknych, prostych i trafnych w 2013!

01-01-2013

Wystaw komentarz

Nick:

Email:

Trerść:

« powrót