Witam w machomanii

[...] 

           Jakieś sześć lat temu odkryłem, że jestem Macho.
Taki prawdziwy, najprawdziwszy; tylko, że mam „o” z laską. Lubię bawić się tą myślą, od czasu do czasu zarażam nią kogoś i czekam na dowcipny return.
Ale machos to dziś raczej przeżytek, więc zwykle dostaje mi się po nosie. Nie jestem macho, mimo, że czasem tak właśnie piszę! Powiedzcie sami - kto widział macho, co nosi okulary? Wyobrażacie sobie Henka Chinaskiego w brylach?

Na koniec tego myślenia podzieliłem swój czas na nowo. Na trzy części, w tym jedna jest tylko dla mnie. W ten sposób zostawiłem sobie dość miejsca na pisanie.
I dlatego dziś jest ta strona.
Oraz te wszystkie teksty, do których zapraszam.
  

witajcie w machomanii

Napisz...zapytaj

Imię i nazwisko:

*

Email:

*

Telefon:

Treść:

*

Macho z życzeniami bieży....

2012-12-21 09:03:23

Czytaj komentarze (0) / Dodaj komentarz

Małość

17.12.12


Od lat lubię wyjechać na pierwsze narty już w grudniu.
Dawniej bywały to wyjazdy samochodem – czy to na „doczepkę”, czy planowane, czy wreszcie ad hoc, „ na prognozę pogody” – od kilku lat wybieram się jednak inaczej, autokarem. Te wyjazdy mają do siebie to, że trafia się w grono zupełnie obcych ludzi, rezygnuje z komfortu szacunku, poważania czy służbowego posłuchu, jaki niosą z sobą relacje z codziennym otoczeniem. Takie wyjazdy zwykle przynoszą nowe znajomości,
a czasem wręcz przyjaźnie z ludźmi w ten lub inny sposób wyjątkowymi.

Inaczej jest tym razem. Z perspektywy moich ulubionych, po raz kolejny ciepłych
i przyjaznych gór, z perspektywy al dente makaronu z bazylią,
z perspektywy uśmiechniętych i rozgadanych mamma twarzy - widok mord polskich
zabija moją chęć życia.
Zarzyna kradzieżami gotujących się jajek na miękko, „zaginięciem” kurtki
(czy może kamizelki?),
dusi śmierdzącą gumą prażonych w saunie japonek,
dręczy podjazdową walką o lepsze miejsce tu lub tam. 
Amfiladą morderczych (lub tylko ponurych) min z windy
bywam krzyżowany wieczór w wieczór.

- To uprzedzenia starego bezsilnego człowieka – podnoszę z kolan swoje jestestwo
każdego kolejnego poranka.
Ale by budowana na nowo nadzieja wzrosła, trzeba wielu  godzin nowego dnia.
 I to się nie udaje, bo never ending story się powtarza.
Na koniec więc tryumfuje zwykła ludzka małość.
Moja małość, moja beznadziejność, moja nijakość.
Mój brak sprzeciwu, moje pogodzenie i samozadowolenie,
moje  „ja jestem inny!!!”.

Taka oto jest moja codzienna agonia tutaj, gdzie niespodziewanie bycie
lepszym od drugiego Polakiem jest miarą życiowego sukcesu.
Lecz w tył głowy wwierca mi się jeszcze jedna myśl:
pamiętaj, że masz we krwi narodowe umieranie za miliony!
Pamiętam.

Jestem Polakiem, a to bardzo boli.

 

2012-12-21 09:01:34

Czytaj komentarze (2) / Dodaj komentarz

Nie klnij pan, panie H.*

15.12.12

Polowanie w Afryce.
Okres polowania : 2 tygodnie.
Efekty: zdjęcia.
Podział szczegółowy trofeów:
 

1000 x słonie,
800 x hipopotamy,
600 x antylopy z rozdziałem na : spring boki, gnu, dik daki, etc.,
290 x ptaki latające, w tym orzeł rybny i bociany,
240 x lwy,
200 x gepardy,
180 x foki ( w tym 20 x Junior podający łapę),
150 x ludzie,
80 x bawoły,
45 x zachód słońca
30 x strusie,
25 x szakale i hieny (nie rozróżniam),
20 x krokodyle,
8 x jaszczurki,
6 x nosorożec,
Itd. itp., na pewno coś jeszcze przeoczyłem.
Z wielkiej piątki (lew, lampart, bawół, słoń, nosorożec) zabrakło lamparta.

Razem mieści się to na ok. 22 GB kart pamięci.
Dodatkowo posiadam kilkanaście filmików w dobrej rozdzielczości (You Tube?).
O Boże, kto wie co i kiedy z tym zrobić??!!  Samo przejrzenie zdjęć zajmie pewno z dwa weekendy.
Nie klnij pan, panie Hemingway.

 



*Z maila – oczywiście!

2012-12-15 07:34:26

Czytaj komentarze (1) / Dodaj komentarz

Miłosz znikąd donikąd

11.12.12


    Czytam późne (bardzo późne) wiersze Pana Czesława
- z ostatniej dekady minionego wieku. Niepogodzony,
a odczuwający już silnie potęgę odejścia,
szarpie się w nich z bezsilnością przemijania i brakiem tropów sensu w życiu człowieka.
W dwuwierszu „ALBO-ALBO”  - w nim o Bogu i wierze, argumenty za i przeciw, do wyboru - pisze, (choć poddając to w wątpliwość)
że jesteśmy przypadkiem, że nasze dzieje zmierzają donikąd.

Czytam ten wiersz, jak na twierdzenie bez dowodu.
Albo, jeśli już dowiedzione, to z kruchą, lodową  podstawą.
Wiem jednak po nim, że jeśli na początku był Adam,
to na koniec na pewno będzie Ewa.
Ostatnia matka,
ta, która już nie wyda potomstwa.

Ale też czuję, że my, teraźniejsi ludzie, mamy
jak nigdy jeszcze nikt niezwyczajną szansę temu przez pokolenia
zmierzaniu znikąd donikąd
nadać znaczenie. Choć pewnie na zawsze zostaniemy nomadami - czy to przestrzeni,
czy cyberprzestrzeni, czy może innych ledwie widocznych
lub ledwie przeczuwalnych wymiarów –
to mamy okazję nadać sens tej podróży.
Będzie już wkrótce na tyle silni, żeby,
Przynajmniej niektórzy, wziąć w ręce swoje losy
I przeciwstawić je siłom galaktyk.
Tym, jeszcze niedawno niezwyciężonym, bo dowiedzionym matematycznie bogom? 

A potem wątpię. A jeszcze później na powrót wierzę.
Może jeszcze nie ja, może jeszcze nie ty,
może jeszcze nie my,
może nie oni…
Ale…
może nasze dzieci?
 

2012-12-11 09:35:15

Czytaj komentarze (2) / Dodaj komentarz

Na Barbary
(z cyklu: Przysłowia III RP)

 


4.12.12


Jeśli na Barbary
ABW przychodzi po szóstej
Na Mikołaja możesz się spodziewać
skarpety pustej.

( zasłyszane w audycji Polskiego Radia pr. I, 2012-12-04)

PS. Kocham cię, POLSKO,
bo tylko kochać mi cię
zostaje!!!!

 

2012-12-04 14:31:05

Czytaj komentarze (2) / Dodaj komentarz