Witam w machomanii

[...] 

           Jakieś sześć lat temu odkryłem, że jestem Macho.
Taki prawdziwy, najprawdziwszy; tylko, że mam „o” z laską. Lubię bawić się tą myślą, od czasu do czasu zarażam nią kogoś i czekam na dowcipny return.
Ale machos to dziś raczej przeżytek, więc zwykle dostaje mi się po nosie. Nie jestem macho, mimo, że czasem tak właśnie piszę! Powiedzcie sami - kto widział macho, co nosi okulary? Wyobrażacie sobie Henka Chinaskiego w brylach?

Na koniec tego myślenia podzieliłem swój czas na nowo. Na trzy części, w tym jedna jest tylko dla mnie. W ten sposób zostawiłem sobie dość miejsca na pisanie.
I dlatego dziś jest ta strona.
Oraz te wszystkie teksty, do których zapraszam.
  

witajcie w machomanii

Napisz...zapytaj

Imię i nazwisko:

*

Email:

*

Telefon:

Treść:

*

Erwin Sówka chapeau bas

8.10.12


W miniony piątek pojechałem na wernisaż wystawy Grupy Janowskiej „66 obrazów na 66-lecie” do miejsca mitycznego, Szybu Wilson na katowickim Nikiszowcu. Trzeba pewnie choć raz  w życiu zwiedzić górniczy szyb, bo docenić zderzenie sztuki i kultury górniczej pracy, ale tym razem,
z racji owej wystawy,  może nie było tak trudno, jak zwykle.

Współczesną pozycję Grupy niegdyś ugruntowały okultystyczne poglądy nieżyjącego już
 Teofila Ociepki, który uważał, że twórczość malarska jest Bożym posłannictwem,
stąd powinna przedstawiać problem zasadniczy, walkę Dobra ze Złem.
I właśnie to traktowanie twórczości jako wypełnianie misji przez kolejne dekady
odróżniało członków-założycieli Grupy Janowskiej
od innych twórców amatorów.

Jak pisze się tu i ówdzie, Grupa Janowska ma już swoje najlepsze lata za sobą.
I choć żyje jeszcze sporo związanych z nią niegdyś osób, to spotkać ich razem się nie da. Retrospektywna wystawa w Wilsonie miała jednak tę zaletę, że uczestniczył w niej – ciałem, ale i pędzlem – Erwin Sówka, ostatni żyjący artysta z jej  „pierwszego naboru”.
Przy otwarciu wernisażu kierująca dziś Grupą Sabina Pasoń (na zdjęciu z E. Sówką)
poprosiła Mistrza o wsparcie obecnych malarzy grupy.
Na to rzekł Sówka mniej więcej tak:
- Jo już tyla żyja, że nic mi szkody zrobić ni może.
A potem podreptał swoją drogą – w bejsbolówce, w wiatrówce
na pomarańczowym  tshircie,
w lejących się dresach z lampasem.  Żywe zaprzeczenie celebry,
chodząca Sztuka.

 



 

08-10-2012 11:11:00

Komentarze (1)

leopold

Lubie czytać twojego bloga :}

21-10-2012

Wystaw komentarz

Nick:

Email:

Trerść:

« powrót