Witam w machomanii

[...] 

           Jakieś sześć lat temu odkryłem, że jestem Macho.
Taki prawdziwy, najprawdziwszy; tylko, że mam „o” z laską. Lubię bawić się tą myślą, od czasu do czasu zarażam nią kogoś i czekam na dowcipny return.
Ale machos to dziś raczej przeżytek, więc zwykle dostaje mi się po nosie. Nie jestem macho, mimo, że czasem tak właśnie piszę! Powiedzcie sami - kto widział macho, co nosi okulary? Wyobrażacie sobie Henka Chinaskiego w brylach?

Na koniec tego myślenia podzieliłem swój czas na nowo. Na trzy części, w tym jedna jest tylko dla mnie. W ten sposób zostawiłem sobie dość miejsca na pisanie.
I dlatego dziś jest ta strona.
Oraz te wszystkie teksty, do których zapraszam.
  

witajcie w machomanii

Napisz...zapytaj

Imię i nazwisko:

*

Email:

*

Telefon:

Treść:

*

Ile jest 4 + 0 = *

Macho z życzeniami bieży....

2012-12-21 09:03:23

Czytaj komentarze (0) / Dodaj komentarz

Małość

17.12.12


Od lat lubię wyjechać na pierwsze narty już w grudniu.
Dawniej bywały to wyjazdy samochodem – czy to na „doczepkę”, czy planowane, czy wreszcie ad hoc, „ na prognozę pogody” – od kilku lat wybieram się jednak inaczej, autokarem. Te wyjazdy mają do siebie to, że trafia się w grono zupełnie obcych ludzi, rezygnuje z komfortu szacunku, poważania czy służbowego posłuchu, jaki niosą z sobą relacje z codziennym otoczeniem. Takie wyjazdy zwykle przynoszą nowe znajomości,
a czasem wręcz przyjaźnie z ludźmi w ten lub inny sposób wyjątkowymi.

Inaczej jest tym razem. Z perspektywy moich ulubionych, po raz kolejny ciepłych
i przyjaznych gór, z perspektywy al dente makaronu z bazylią,
z perspektywy uśmiechniętych i rozgadanych mamma twarzy - widok mord polskich
zabija moją chęć życia.
Zarzyna kradzieżami gotujących się jajek na miękko, „zaginięciem” kurtki
(czy może kamizelki?),
dusi śmierdzącą gumą prażonych w saunie japonek,
dręczy podjazdową walką o lepsze miejsce tu lub tam. 
Amfiladą morderczych (lub tylko ponurych) min z windy
bywam krzyżowany wieczór w wieczór.

- To uprzedzenia starego bezsilnego człowieka – podnoszę z kolan swoje jestestwo
każdego kolejnego poranka.
Ale by budowana na nowo nadzieja wzrosła, trzeba wielu  godzin nowego dnia.
 I to się nie udaje, bo never ending story się powtarza.
Na koniec więc tryumfuje zwykła ludzka małość.
Moja małość, moja beznadziejność, moja nijakość.
Mój brak sprzeciwu, moje pogodzenie i samozadowolenie,
moje  „ja jestem inny!!!”.

Taka oto jest moja codzienna agonia tutaj, gdzie niespodziewanie bycie
lepszym od drugiego Polakiem jest miarą życiowego sukcesu.
Lecz w tył głowy wwierca mi się jeszcze jedna myśl:
pamiętaj, że masz we krwi narodowe umieranie za miliony!
Pamiętam.

Jestem Polakiem, a to bardzo boli.

 

2012-12-21 09:01:34

Czytaj komentarze (2) / Dodaj komentarz

Nie klnij pan, panie H.*

15.12.12

Polowanie w Afryce.
Okres polowania : 2 tygodnie.
Efekty: zdjęcia.
Podział szczegółowy trofeów:
 

1000 x słonie,
800 x hipopotamy,
600 x antylopy z rozdziałem na : spring boki, gnu, dik daki, etc.,
290 x ptaki latające, w tym orzeł rybny i bociany,
240 x lwy,
200 x gepardy,
180 x foki ( w tym 20 x Junior podający łapę),
150 x ludzie,
80 x bawoły,
45 x zachód słońca
30 x strusie,
25 x szakale i hieny (nie rozróżniam),
20 x krokodyle,
8 x jaszczurki,
6 x nosorożec,
Itd. itp., na pewno coś jeszcze przeoczyłem.
Z wielkiej piątki (lew, lampart, bawół, słoń, nosorożec) zabrakło lamparta.

Razem mieści się to na ok. 22 GB kart pamięci.
Dodatkowo posiadam kilkanaście filmików w dobrej rozdzielczości (You Tube?).
O Boże, kto wie co i kiedy z tym zrobić??!!  Samo przejrzenie zdjęć zajmie pewno z dwa weekendy.
Nie klnij pan, panie Hemingway.

 



*Z maila – oczywiście!

2012-12-15 07:34:26

Czytaj komentarze (1) / Dodaj komentarz

Miłosz znikąd donikąd

11.12.12


    Czytam późne (bardzo późne) wiersze Pana Czesława
- z ostatniej dekady minionego wieku. Niepogodzony,
a odczuwający już silnie potęgę odejścia,
szarpie się w nich z bezsilnością przemijania i brakiem tropów sensu w życiu człowieka.
W dwuwierszu „ALBO-ALBO”  - w nim o Bogu i wierze, argumenty za i przeciw, do wyboru - pisze, (choć poddając to w wątpliwość)
że jesteśmy przypadkiem, że nasze dzieje zmierzają donikąd.

Czytam ten wiersz, jak na twierdzenie bez dowodu.
Albo, jeśli już dowiedzione, to z kruchą, lodową  podstawą.
Wiem jednak po nim, że jeśli na początku był Adam,
to na koniec na pewno będzie Ewa.
Ostatnia matka,
ta, która już nie wyda potomstwa.

Ale też czuję, że my, teraźniejsi ludzie, mamy
jak nigdy jeszcze nikt niezwyczajną szansę temu przez pokolenia
zmierzaniu znikąd donikąd
nadać znaczenie. Choć pewnie na zawsze zostaniemy nomadami - czy to przestrzeni,
czy cyberprzestrzeni, czy może innych ledwie widocznych
lub ledwie przeczuwalnych wymiarów –
to mamy okazję nadać sens tej podróży.
Będzie już wkrótce na tyle silni, żeby,
Przynajmniej niektórzy, wziąć w ręce swoje losy
I przeciwstawić je siłom galaktyk.
Tym, jeszcze niedawno niezwyciężonym, bo dowiedzionym matematycznie bogom? 

A potem wątpię. A jeszcze później na powrót wierzę.
Może jeszcze nie ja, może jeszcze nie ty,
może jeszcze nie my,
może nie oni…
Ale…
może nasze dzieci?
 

2012-12-11 09:35:15

Czytaj komentarze (2) / Dodaj komentarz

Na Barbary
(z cyklu: Przysłowia III RP)

 


4.12.12


Jeśli na Barbary
ABW przychodzi po szóstej
Na Mikołaja możesz się spodziewać
skarpety pustej.

( zasłyszane w audycji Polskiego Radia pr. I, 2012-12-04)

PS. Kocham cię, POLSKO,
bo tylko kochać mi cię
zostaje!!!!

 

2012-12-04 14:31:05

Czytaj komentarze (2) / Dodaj komentarz

Goodbye Mr. Hemingway

 16.11.12

 

Po Dekadzie już wszystko biegło letnio
jakby w antycznej prezerwatywie
Myśliwcy Moi z artretyzmem lubo nadciśnieniem tylko
(czy po prostu żywi jeszcze ale
Dalej martwi)
coraz wystawniejszymi słowy
Opiewali śmierci moje
podczas gdy ja
Z Hebanu cytrą w ręku
grzywę zaczesywałem wychodząc na
Lwice przedostatnie
zaś
By Tymczasem nie ryczeć bezsamotnie
lwa z wątpiącej fontanny
Na Brata z nemei przyjąłem
on tamte z rozpaczą
Bez Końca wspomnienia
 
wyZabijać pomógł
Panie H.
 
(macha 2012-11-16
Twyfelfontein, w Namibii)

 

2012-11-16 18:04:58

Czytaj komentarze (2) / Dodaj komentarz

Namibia

13.11.12




Kobiety z plemienia Herrero noszą kapelusze w kształcie rogów krowy,
która jest najpiękniejszym zwierzęciem na świecie.
 

2012-11-14 07:17:48

Czytaj komentarze (1) / Dodaj komentarz

Halloween*, rozwiązanie zupne

31.10.12

Tym razem,
by jakoś sensownie zabrać głos
w corocznej kulturowo – religijnej dyskusji o roli dyni w życiu narodu
proponuję rozwiązanie super alternatywne,
zupne.
Świetne, acz z pewną słabością,
bo potrzebny będzie nam styryjski olej dyniowy o orzechowym smaku i silnym aromacie,
jaki niełatwo kupić w Polsce. Na szczęście - to dla wystraszonych (Achtung! Halloween)
i niepewnych (Note! Ścierają się racje katolickie i New Age)
- wystarczy zaledwie kilka jego kropli.

Składniki:

1/2 kg posiekanej w kostkę dyni
marchewka
kawałek selera
cebula
średni ząbek czosnku
1 ziemniak
kilka gałązek tymianku, natka pietruszki
sól, pieprz, liść laurowy
1 łyżka masła + 1 łyżka zwykłego oleju do smażenia
styryjski olej z pestek dyni
prażone pestki dyni

Warzywa trzeba z lekka (jak to na Halloween)
poddusić na maśle z olejem, potem utopić w bulionie i na koniec nawrzucać doń ugotowanych do
miękkości, porozszarpywanych na kawałki
ziół i przypraw.
Przygotowany wywar przecieramy na krem, doprawiamy i dodajemy
opisaną już wcześniej odrobinę styryjskiego oleju.
Kończąc metaforyczny udział w dyskusji o roli oraz miejscu
zaimplementowanego do polskiej kultury zwyczaju
powierzchnię zupy obowiązkowo posypujemy
ostro prażonymi pestkami
dyni.
I…
Smacznego!

PS. Jeszcze uwaga techniczna: talerze powinny być jednak de New Age.


____________________________________________________________________


*Halloween ( także: Hallowe'en) – kontrowersyjny zwyczaj satanistyczny/religijny
(niepotrzebneskreślić) związany z maskaradą i odnoszący się do święta zmarłych,
obchodzony nocą 31 października z udziałem dyni.

(definicja częściowo zaczerpnięta z Wikipedii)

2012-10-31 12:11:47

Czytaj komentarze (0) / Dodaj komentarz

Erwin Sówka chapeau bas

8.10.12


W miniony piątek pojechałem na wernisaż wystawy Grupy Janowskiej „66 obrazów na 66-lecie” do miejsca mitycznego, Szybu Wilson na katowickim Nikiszowcu. Trzeba pewnie choć raz  w życiu zwiedzić górniczy szyb, bo docenić zderzenie sztuki i kultury górniczej pracy, ale tym razem,
z racji owej wystawy,  może nie było tak trudno, jak zwykle.

Współczesną pozycję Grupy niegdyś ugruntowały okultystyczne poglądy nieżyjącego już
 Teofila Ociepki, który uważał, że twórczość malarska jest Bożym posłannictwem,
stąd powinna przedstawiać problem zasadniczy, walkę Dobra ze Złem.
I właśnie to traktowanie twórczości jako wypełnianie misji przez kolejne dekady
odróżniało członków-założycieli Grupy Janowskiej
od innych twórców amatorów.

Jak pisze się tu i ówdzie, Grupa Janowska ma już swoje najlepsze lata za sobą.
I choć żyje jeszcze sporo związanych z nią niegdyś osób, to spotkać ich razem się nie da. Retrospektywna wystawa w Wilsonie miała jednak tę zaletę, że uczestniczył w niej – ciałem, ale i pędzlem – Erwin Sówka, ostatni żyjący artysta z jej  „pierwszego naboru”.
Przy otwarciu wernisażu kierująca dziś Grupą Sabina Pasoń (na zdjęciu z E. Sówką)
poprosiła Mistrza o wsparcie obecnych malarzy grupy.
Na to rzekł Sówka mniej więcej tak:
- Jo już tyla żyja, że nic mi szkody zrobić ni może.
A potem podreptał swoją drogą – w bejsbolówce, w wiatrówce
na pomarańczowym  tshircie,
w lejących się dresach z lampasem.  Żywe zaprzeczenie celebry,
chodząca Sztuka.

 



 

2012-10-08 11:11:00

Czytaj komentarze (1) / Dodaj komentarz

Nie umiem napisać
...niczego

Późny wrzesień 2012

 

Po śmierci ojca (zmarł 12.08.) wszystko stało się takie jakieś  sprane, wypalone,
nieistotne. I to nie żebym przeżywał samą Jego śmierć, to raczej sumy spraw
stały się miałkie, jak ten piasek na plaży Bornholmu,
dzień po dniu, gdy sms od siostry
już przyszedł.

Dlatego poświęciłem się obowiązkom.
Pracuję, bywam, obcuję.
Nawet napisałem kilka artykułów i jeden poważny komunikat prasowy.
A dziś ktoś mi powiedział, że zrobił się ze mnie laluś. Co znaczyło chyba tyle,
iż pacykuję szczegóły (także ubioru) i śmieję się bez podtekstów;
pogodnie, jak po prozaku.

W (nie)oddali o życie znów walczy ktoś znajomy i bliski,
tym razem to guz nieoperacyjny, co jednak poczuł już
uparty charakter młodego życia,
więc może będzie dobrze.

Nie umiem napisać niczego więcej.
Ale spróbuję, będę pisał.
Tylko chciałem Wam ów niewład
zapowiedzieć.
 

2012-09-30 00:00:00

Czytaj komentarze (0) / Dodaj komentarz

Pocztówki z Mediolanu

12.9.12



Garmin mówi, że pojedziemy jeszcze 6 minut, na miejscu jesteśmy już po pół godzinie.
W pokoju TV wielkości znaczka pocztowego.
Pierwsze 1000 kanałów jest niema w całości po włosku,
tylko jeden po niemiecku, jeden po francusku i 1 po angielsku.
Na 500 włoskich kanałach wróżka
lub tarot.

Już kolejny dzień robię sobie notatki wtrącone...
Po lecie kobiety są przepalone słońcem,
nawet te młode.
Zdziwiło mnie, że widzę w nich starość…

One… pewnie widzą we mnie białasa, który - jak może? - nie widział słońca!
Za to mają swój styl, niewyobrażalnie pewny, włoski.
I patrzę, jak wychodzą na zakupy z mężczyznami, jakby były wyprowadzane,
wiele takich par.

Jedzenie:
kolacje jadamy w lokalnej knajpce, Pomodorino.
Niebo!

Przy stole para, on, ona i dziecko, roczne. Razem mają pewnie ze 45 lat.
On wytatuowany, ona z maleńkim, psującym wygląd nastolatki, brzuszkiem.
Jacyż oni młodzi, jacyż piękni!
Jednak trochę się spieszyli, już wychodzą.
Założyli kaski i odjechali, ech, skuterem…

Via Monte Napoleone jest niewątpliwie najelegantszą ulicą w całym Mediolanie. Spacerowanie po Montenapo – tak jest potocznie nazywana – oznacza zanurzenie się
w klimacie shoppingu wręcz bachanalnego.
Nazwę ulicy nadano w 1804 roku, apogeum epoki napoleońskiej.
Miasto – jak opisał to Stendhal – było wtedy zamożną republiką poświęcającą
swój czas sztuce i przyjemnościom.

W dzielnicy mody jednak trwa remont. Sklep Kenzo oklejony płytami z paździerzu,
na narożnikach naklejone czerwono- białe taśmy. Nawet wciąga, jakby to było celowe.
Dopiero w środku refleksja – nie, tu musi być diabelnie drogo.
I jest.

Rzeźba Św. Bartłomieja ze skórą złupioną w ręku stoi w Katedrze Narodzin św. Marii.
Patrzę, jak mijana jest przez turystów z pełną gamą wyrazów twarzy.
Może najrzadziej zauważyć można przerażenie, ale też zadziwiająca jest ilość
osób, która „nie widzą” postaci.
Mnie to akurat najbardziej szokuje.

Tramwaj linii 12 przejeżdża wzdłuż sklepów w chińskiej dzielnicy.
Oczy mam na wysokości szyldów, których przeczytać nie potrafię.
Nieco niżej, czasem po bokach,
ich odpowiedniki w niepewnym, jednak bez wątpienia europejskim języku.
Na przykład „Wong Li Children clothes”. I tak co najmniej przez kilometr.

 

../uploaded/images/Milano%20VE%20II%20LUIS%20I%20MDONALDS.jpg
 

2012-09-12 07:57:09

Czytaj komentarze (1) / Dodaj komentarz

Autoportret z feluką

13.8.12



Feluka nad Bałtykiem?
Tak, płynęła. Może tylko żagiel za szeroki, może z hanzeatyckim, nie łacińskim sznytem.
Szum pustki, od prawej do lewej i mewy, jeszcze w dziecięcych piórkach.
Krzyż z pnia w oczekiwaniu na bohatera
I procesja rzadkim ciurkaniem sunąca wzdłuż brzegu.
Krzyczę.
Nikt nic nie słyszy.
Dziewczyna z drugiej strony mola unika mojego wzroku.
W negocjacjach pogrzeb ojca ustalono
na pięć dni po śmierci.
Zdążę.

2012-08-13 07:25:56

Czytaj komentarze (0) / Dodaj komentarz

Pocztówka z wakacji

12.8.12



Tymczasem w Teatrze Wybrzeże wystawiono sztukę o wakacjach nad Bałtykiem, pod
zabawnym tytułem "Willkommen w Zoppotach". Ta niemal nieznana komedia Adolfa
Nowaczyńskiego (1876 – 1944) zainspirowana została sytuacją Sopotu,
(kaszb. Sopòt lub też Sopòtë, Copòtë, Copòt, niem. Zoppot),
który 100 lat temu "był gwarny i huczny, ogromnie nasz
(...) po prostu polski", z początku XX wieku,  w którym "tonu i szyku nadawała Warszawa"  jak pisał w późniejszym szkicu, gdzie też jednak przeważającą  grupę narodowościową stanowili (bezlitośnie obśmiewani w sztuce) Niemcy. W "Było to nad Bałtykiem"  (oryginalnie "Było to  w Coppotach") Nowaczyński sportretował wczasowiczów - pochłonięte sobą i najnowszą ówczesną modą środowisko trzech zaborów, zabójczo anty-niemieckiego pruskiego księcia i,  aspirującą do miana artystycznej awangardy, przyjezdną  „światową bohemę”.  Wyśmiał nie tylko mody i postawy wakacyjnych
plażowiczów, ale też ich miałkie narodowe intrygi i „letnie” miłostki.

Adam Orzechowski, reżyser spektaklu, ale i dyrektor Teatru Wybrzeże,  satyryczny wymiar oryginalnego tekstu Nowaczyńskiego  pozostawił raczej na papierze, choć niewątpliwie lokalność, jako miejsce akcji była dla niego istotnym kryterium wyboru.
Tytuł sztuki zmienił na bardziej europejski, jak żywo przypominający slogany 
z turystycznych ulotek, do tego dołożył zaś bączki - gadżet promujący polską prezydencję w Unii Europejskiej,  które radośnie rozdaje zmanierowany młodziutki książę Otto XXIX
(w tej roli debiutujący w Wybrzeżu student krakowskiej PWST Piotr Biedroń).
Reżyser narzucił aktorom manierę farsową, sztuczną i pełną emfazy. Sztuka,  która rozgrywa się na sopockim molo, w oryginale dzieje się  na tarasie „gapiopudła” kawiarni przylegającej do łazienek morskich. Umowne stelaże molo wypełniają większość sceny,
z każdej strony zamkniętej monstrualnymi reprodukcjami przedwojennych
kartek pocztowych z widokami Sopotu, przedstawiających molo, plażowiczów i Bałtyk.
Tuż przed widzami dumnie prezentują się - mocno kiczowaty łabędź oraz, także przesadzone, „pływające” po posadzce „wody”,  papierowe stateczki.

Wakacyjnie jest również w kontekście przekazu.  Reżyser podjął się być może przerastającego go zadania, chcąc na podstawie odrestaurowanego tekstu stworzyć
spektakl mówiący nie tylko o Sopocie sprzed wieku,  ale też o dzisiejszym kurorcie. Zdecydował się na formę lekką, łatwą,  ale raczej nie tyle przyjemną, co raczej banalną. Czy taki teatr, nie kontrujący,  ale wręcz wdzięczący się do widza, ma szansę na dłuższe zaistnienie?  Czy dla Zagłębiaka wyśmiewanie naiwnych galicyjskich
marzeń o jednej polskości jest policzkiem?  Czy – w kontekście sąsiedniej recenzji „Miłości  w Konigshutte” - dla Ślązaka, który tkwi w wirze dyskusji  o autonomii to „letnie” potraktowanie polsko – prusko – niemieckich (czy całkiem tu pominiętych, kaszubskich)
relacji może mieć jakąś wartość? Nawet jeśli uznać, że „"Willkommen w Zoppotach" jest niezbyt udaną  próbą teatralną, to warto zapamiętać, że na Wybrzeżu nikt nie szuka
w spektaklu obecnej u Nowaczyńskiego,  w końcu z urodzenia krakowianina, martyrologii propolskiej. Ani też - tak ostatnio modnych - proniemieckiej,
pro kaszubskiej czy jakiejkolwiek innej. No może tylko żart z bączkiem,
symbolem polskiej prezydencji, jest podśmiewaniem się z proeuropejskich, przesadzonych ciągot Polaków.

"Willkommen w Zoppotach"
Teatr Wybrzeże, Scena Kameralna
Reżyseria: Adam Orzechowski
 


Występują: Piotr Chys, Ewa Jendrzejewska, Katarzyna Kaźmierczak,  Łukasz Konopka, Mirosław Krawczyk, Maria Mielnikow- Krawczyk, Wanda Neumann, Marzena Nieczuja-Urbańska, Robert Ninkiewicz,  Andrzej Nowiński, Małgorzata Oracz, Zbigniew Olszewski, Maciej Szemiel, Jarosław Tyrański, Piotr Biedroń.


 

2012-08-12 07:42:02

Czytaj komentarze (0) / Dodaj komentarz

Wolność i kagańcowi netu

5.8.12



Poczucie bezpieczeństwa i pragnienie wolności to chyba jedne z najstarszych ludzkich
potrzeb. To jednak nierzadko przeciwstawne społecznie namiętności.
„Wolność do wyboru”
jest jedną z fundamentalnych cech systemu demokratycznego. Z kolei, zwłaszcza dla
nas, Polaków, „Wolność od wyboru” cechowała człowieka w systemach totalitarnych.
Niestety „cesja” odpowiedzialności indywidulanej na zbiorową zmusza Państwo do
tworzenia regulacji, ktore wiążą się z ograniczaniem swobody jednostki.

Bezpieczeństwo informacyjne jest dla społeczeństwa informacyjnego jednym z kluczowych problemów. W XXI w. cyberterroryzm zaliczono
do głównych zagrożeń państw
i instytucji, a większość z niepaństwowych aktów przemocy
- jak choćby niedawna masakra
na premierze najnowszego „Batmana” - oparta jest o informacje łatwo lub powszechnie
dostępne. Związane z tymi problemami regulacje z pewnością zwiększają poczucie
bezpieczeństwa. Ale wymuszają też monitoring życia obywatela – czy to wizyjny
(tu zwykle jesteśmy do pewnego momentu anonimowi)
czy informatyczny (właśnie otrzymałem smsa z T-Mobile z darmową ofertą sprawdzenia miejsca pobytu 10 znajomych, mam tylko przekazać ich numery telefonów).

Niestety, przedsięwzięcia tego typu staną się normą społeczną, a ich zasięg będzie
rozszerzany. Coraz częściej poczucie swobody nie będzie odpowiadać rzeczywistej
(do)wolności podejmowania decyzji i już dziś naukowcy badają przypadki osób, które
żyjąc w systemie autorytarnym czy totalitarnym czują się bardziej wolne od obywateli
współczesnych demokracji.

Bliski mi noblista Dario Fo napisal kiedyś, że robotnik zna 300 słów,
a fabrykant 1000 i dlatego jest fabrykantem. A wiele lat później jego rodak,
Umberto Eco niejako rozwinął tę myśl zapowiadając
ukształtowanie się trzyklasowego społeczeństwa informacyjnego:

- klasę „proletariuszy” bez dostępu do sieci informatycznych,
za to całkowicie uzależnionych od telewizji;
- klasę „drobnomieszczaństwa”, które jest w stanie wyłącznie
biernie przyjmować efekty informatyzacji
- klasę „nomenklatury”, która potrafi odróżnić informacje wartościowe od
śmieciowych a przez to umie wykorzystywać dane do procesów analiz.
W tak stworzonym społeczeństwie dwie pierwsze klasy mogą przejawiać
tendencje „ucieczki od wolności”. Zaś „nomenklatura” może tworzyć
teleinformatyczną dyktaturę.

Spyta ktoś dlaczego o tym mówię. Kiedy piszę ten tekst, mam w pamięci słowa
autra „Cyberiady”, który o Internecie mawiał, że stanowi on odpowiedź na pytanie,
które zdane będzie dopiero w przyszłości. I właśnie tego boją się
przeróżni kagańcowi netu.
Ludzie, dla których pozytywna wolność do (wyboru) ma najwyższą
wartość będą prowadzić walkę o
to podstawowe swoje prawo.
 

2012-08-06 07:30:25

Czytaj komentarze (6) / Dodaj komentarz

Oriana i duchy zamordowanych miłości

5.7.12

Oriana Falacci
należy do niewielkiej grupy kilku zaledwie największych
dziennikarzy drugiej połowy XXw.,
jest niewątpliwie creme de la creme tego zawodu. Jej dorobkiem są przede fantastyczne
wywiady z politykami - zogniskowane wokół ówczesnych terytoriów ogarniętych wojną
czy wielkimi pokojowymi przemianami społecznymi, jak na przykład Indie i Polska,
ale i celebrytami (w tamtych latach nie używano jeszcze tego określenia) tak znanymi,
jak Sean Connery, pierwszy niezapomniany Bond czy Sammy Davis Jr.
Na taśmy magnetofonu Falacci nagrali się m.in.: Henry Kissinger,
szach Iranu, ajatollah Chomeini, Willy Brandt, Deng Xiaoping, Ariel Szaron,
pułkownik Muammar al-Kadafi, Federico Fellini, Zulfikar Ali Bhutto, Nguyen Cao Ky,
Jaser Arafat, Indira Gandhi, Alexandros Panagoulis, arcybiskup Makarios II, Golda Meir,
Nguyễn Văn Thiệu, Haile Selassie.

Część tych nazwisk jest dziś już nieczytelna, wymaga sięgnięcia do Wikipedii
lub (lepiej) do podręcznika historii. Oczywiście wywiady dalej warto przeczytać
i dostrzegają to wydawcy, którzy publikują rozmowy.

Prócz motywów, które kierują bohaterami
(a często i szaleńcami) z jej taśm jeszcze jedną
zapadającą w pamięć cechą tych tekstów są historie miłości.
Dla Arafata kochanką jest Palestyna, Golda Meir poświęca swego męża dla polityki
Iecz przyjaźni się z nim do jego śmierci i żyje z poczuciem winy.
Wietnamscy generałowie nie chcą
rozmawiać o życiu prywatnym,
z kolei Kissinger w Związek z kobietą nie wierzy, a płeć przeciwną
zalicza do trofeów niższej rangi.

Norodom Sihanuk, kambodżański książę, który abdykował,
by lud wybrał go na prezydenta, w chwili
wywiadu miał ponad 50 lat i był szczęśliwym mono małżonkiem, wyrosłym
z rodzinnej wielopokoleniowej poligamii.
Dojrzały Sihanuk nie żałuje jednak monogamii z wyboru.
Odpowiadając Falacci dziwi się sześćdziesięciu małżonkom swojego ojca
tym bardziej, że wie, iż ojciec współżył ze wszystkimi żonami.
Trzysta żon dziadka Sihanuk pozycjonuje w kategoriach
nieuzasadnionego zbytku.
Falacci nagrywa te wypowiedzi i nie rozwodzi się nad
nimi - jakby to była zwyczajność końca XX wieku.
Czy dziś ta opowieść wydaje się Wam
prehistoryczna?
 

2012-07-12 07:22:19

Czytaj komentarze (0) / Dodaj komentarz

Parlament Europejski odrzucił ACTA!!!

3.7.12


Ale to jeszcze nie jest koniec walki.
Choć za odrzuceniem było aż 478 europosłów (przeciw 39)
ostatecznie i tak trzeba poczekać na orzeczenie Trybunału Sprawiedliwości
w Luksemburgu, który bada zgodność ACTA
z unijnym prawem.

Długofalowym celem ACTA jest rozszerzenie nadzoru na jednostką,
zbieranie i przetwarzanie informacji na jej temat w sposób niezdefiniowany,
z możliwością wykorzystywania danych
do niejasnych celów.
Więc ad acta!!!!

„W tym sporze nie chodzi o walkę z piractwem w obszarze własności intelektualnej. Chodzi o powstrzymanie nowej fali nadzoru
nad społeczeństwem; o wolny i otwarty internet; o zachowanie
proporcji między ochroną interesów milionów użytkowników
i wartości,  dzięki którym rozwija się sieć,
a zabezpieczaniem komercyjnych interesów jednej branży przemysłu”
- oceniają działacze Panoptykonu, jednej z organizacji,
która od samego początku sporu  - zarówno w Europie,
jak i w Polsce - zaangażowana jest  w walkę
przeciw ACTA.
 

2012-07-05 07:19:54

Czytaj komentarze (1) / Dodaj komentarz

Ja w Sławkowie

Mini-Foto-Reportaż - 29.6.12

 

Krzysztof Macha - Sławkowo Spotkanie poetyckie

Spotkanie poetyckie w Sławkowie - Krzysztof Macha

Spotkanie poetyckie - Sławkowo 2012

Machonmania - Krzysztof Macha - Sławkowo 2012

Machomania w Sławkowie - poeta Krzysztof Macha

2012-07-03 07:38:22

Czytaj komentarze (0) / Dodaj komentarz

Niedowiedzenie

26.6.12


Od lat kłaniam się pewnemu żebrakowi z mojej ulicy.
Obserwuję go i widzę, że może garbi się jak dawniej,
ale zmężniał, lepiej się nosi, kurtki na zimę ma cieplejsze, buty z logo adidasa…
Lecz on nigdy mi się nie odkłonił. Nawet po tym,
jak dałem mu przed świętami wielką paczkę
z rzeczami.
A za drugim razem pękniętą chłodnicę
auta.

Chciałbym zrozumieć czemu.
Może to tylko specyfika
zawodu?

 

2012-06-25 13:36:26

Czytaj komentarze (2) / Dodaj komentarz

Sławkowo i Ja

19.6.12
 

2012-06-19 12:18:59

Czytaj komentarze (0) / Dodaj komentarz

EURO @)!@

12.6.12

śniła mi się cudowna piłka nożna
miała dwie wspaniałe futbolówki na wysokości upadłych oczu
jedną większą acz smukłą na linii gryfu wiolonczeli
i piękne dwie piłeczki oczu okolone szumem długich
powabnych smyczy gwizdków

niestety wywuzela budzika wyrwała mnie z tego pięknego snu
w chwili gdy cienkie linie boiska (z logiem obsessive)
opadły dając dowód wyższości taktyki
nad grą faul

2012-06-12 16:40:54

Czytaj komentarze (0) / Dodaj komentarz

U Borgesa

26.5.12


Pochodzę z pokolenia, dla którego proza iberoamerykańska była odkryciem.
Jej realizm magiczny pozostał w mojej pamięci i także dziś mogę
bez większego trudu opowiadać przeczytane dwadzieścia lat temu historie.
Zwłaszcza opowiadania Borgesa utkwiły mi w pamięci, choć
czasem budzenie się z nimi bywa koszmarem.
Ale kupić 600-stronicowy tom poetycki?
Otóż kupiłem…

„Umocz wargi w kamieniu”
Krystyny Rodowskiej to książką niezwykła.
Ta obszerna antologia wierszy najwybitniejszych poetów Ameryki Łacińskiej
(wśród nich są nobliści Pablo Neruda i Octavio Paz)
wydana jednak została również w sposób
szczególny - nie tyle z potrzeby Czytelników,
co raczej z zamysłu wydawniczego redaktorów
wrocławskiego Biura Literackiego,
którzy znaleźli możnych sponsorów w postaci miasta Wrocław,
Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego i MBP we Wrocławiu.
Pomysł wsparł także Fundusz Promocji Twórczości.

Książka zawiera prezentacje twórczości 15 autorów,
oprócz wspomnianych już noblistów są to:
Gastón Baquero, Jorge Luis Borges, Ernesto Cardenal, Pablo Antonio Cuadra,
Nicolás Guillén, Vicente Huidobro, Roberto Juarroz, José Ángel Leyva,
Eduardo Lizalde, José Emilio Pacheco, Ambar Past, Nicanor Parra i César Vallejo.
To jakby „ojcowie założyciele” najnowszej poezji latynoamerykańskiej.
Parra, 97 –letni antypoeta zainspirował mnie do napisania fraszki,
która, jak wiem, podoba się moim Czytelnikom bloga i może być odpowiedzią
na pytanie o miejsce współczesnej poezji.

W tym wszystkim jednak najbardziej zachwyciłem się Borgesem.
Dobrze pamiętam jego książki, a teraz w wierszach znalazłem marzenia
z których poskładał niektóre z moich ulubionych opowiadań.
W „Lasce z laki” pisze o chińskim filozofie Czuang –tsy (Zhuangzi), który śnił,
że jest motylem, a kiedy się obudził nie wiedział czy jest człowiekiem,
który śnił, że jest motylem czy raczej jest motylem,
który śni, że jest człowiekiem.

Trudno o lepszą definicję poezji.
 

2012-05-26 07:38:46

Czytaj komentarze (0) / Dodaj komentarz

List od Wojtka

23.05.12


„Mam 14lat i piszę książkę. Jest tego dopiero 20-30 stron, ale mam
nadzieję na więcej. Opowiada o młodym elfie-Aionie, który wyjeżdża ze swojego rodzimego lasu do miasta elfów Areonu, tam ma zamiar uczyć się uzdrawiania; chcę zaplątać go jakoś do walki jakieś organizacji (np. Asasynów) gdzie będzie walczył po stronie dobra,
a na koniec znajdzie się w środku bitwy gdzie umrze wielu jego bliskich.Oczywiście chcę to połączyć, dodać zwykłe elementy życia opowiedzieć trochę o przeszłości itd. Chciałbym spytać czy może to wypalić z polskiego nie jestem zły robię mnóstwo błędów ortograficznych i interpunkcji ale opowiadania piszę dobrze.
<oże kiedyś przepiszę panu trochę tego i może kiedyś uda mi się wydać tą książkę? Może ma pan dla mnie jakieś rady?”

(W.)


To fantastycznie otrzymywać takie listy. Zawsze czytam skrupulatnie i odpisuję.
Najczęściej autorami są młode, nastoletnie poetki,
szukające potwierdzenia czy akceptacji swojego,
romantycznego postrzegania świata.
Rzadziej mężczyźni.
Czasem znajomość ciągnie się przez kolejne lata.

Jedną z takich osób jest na przykład Judyta Ciszewska, śliczna dwudziestolatka
z potężną wadą słuchu, która z jednej strony całkowicie zakłóciła jej życie,
ale z drugiej wybudowała piramidę wrażliwości. W poprzednim wydaniu „NZ”
poświęciłem Judycie stronę „Zagłębiarki” .
Myślę, że nie będę tego żałował.

 

2012-05-23 11:11:23

Czytaj komentarze (0) / Dodaj komentarz

Taniec na skraju przepaści

06.05.12

Jak pisze antypoeta Nicanor Parra
Wszystkich poetów winna spotkać karra
Ich wiersze niczym skrzydła Ikarra
Do życia są jak but nie do parra
 
 

2012-05-06 07:31:46

Czytaj komentarze (0) / Dodaj komentarz

Bezobiektywny przegląd prasy

27.4.12

Hardkorowy Koksu pobił przeciwnika o nazwisku na literę N.
Nowa księżna angielska już w ciągu roku nauczyła się bycia Prawdziwą
I bez problemów ładnie dziś wygląda oraz się porusza.
We Francji kandydaci odcięli się od swych de - rankingujących prezydenckich partnerek,
podczas gdy Borat został banitą i wygnańcem z Wandii.

Z kolei w Polsce młodzież zaostrza swe seksualne oczekiwania,
maleje poparcie dla obecnego premiera,
łatwiej jest umrzeć z powodu braku leków na nowotwory,
a były znany prezenter został skazany za kazirodztwo z nieletnim synem,
choć nie stwierdzono przy tym pedofilii i molestowania.

Jeszcze w dnia tego ciągu spytał mnie przyjaciel „co słychać?”.
I czy dalej piszę, że „pociąć się można”.
Z powodu zbliżającego się ciepłego weekendu odpowiedziałem
wymijająco.

 

2012-04-30 09:06:51

Czytaj komentarze (0) / Dodaj komentarz

(Ogłoszenie i reklamacje)

Dlaczego nie ma współczesnych książek poetyckich


12.4.12

Na koniec okazuje się,
że poeci piszą tylko tragiczne wiersze,
bo nawet te najwspanialsze liryki
(te sonety Petrarki czy powiedzmy Grochowiaka)
umierają z zapomnienia albo – też nie daj Bóg – spełnienia,
a PT Czytelnicy uciekają od balastu niezrozumienia
do prostego poszukiwania chlebowszczanego hedonizmu.
I wtedy poeci oraz zwykli ludzie stają po różnych stronach bytu,
pierwsi nieprzygotowani na życie,
drudzy nieprzygotowani na śmierć.
Księgarze niczemu tu nie są winni,
oni jedynie szanują wyniki głosowania nogami.



2012-04-12 14:44:56

Czytaj komentarze (1) / Dodaj komentarz

(Ogłoszenie i reklamacje)

Ogłoszenie Wielkanocne


6.4.12

      
Na wielkanocnym stole powinny znaleźć się następujące
staropolskie ciasta domowego wypieku:


- mazurki , które są typowymi polski przysmakami tych świąt,  muszą być bardzo słodkie i na kruchym cieście, a równocześnie cienkie i (najlepiej) prostokątne. Udany mazurek powinien być oblany  masą - zwykle orzechową lub migdałową
– z kolorowym lukrem. Nie można zapomnieć o udekorowaniu
go bakaliami i konfiturą


- drożdżowe babki - tzw. baby wielkanocne -  mają być wysokie i lukrowane


- makowce  - czyli ciasta drożdżowe z makiem i z bakaliami można piec dość dowolnie, należy jedynie pamiętać, że ich przygotowanie
zajmuje około dwóch godzin ad es


- pierniki – czyli ciasta pieczone z żytniej mąki na miodzie z korzeniami,
bardzo aromatyczne, które - niestety - piecze się, piecze i piecze…
Przepis na piernik „krótki” w pieczeniu  jest np. taki:

35 dag mąki
4 jajka,
2 łyżki miodu
15 dag cukru
15 dag masła
2 łyżeczki sody
15 dag owoców kandyzowanych
3 łyżeczki przyprawy do piernika
2 łyżeczki proszku do pieczenia
1 szklankę mleka 2 %
2 łyżeczki cynamonu
10 dag orzechów  posiekanych
cukier wanilinowy


Najpierw mieszamy składniki suche, a potem wrzucamy owoce,  orzechy i miód. Rozpuszczamy masło
i mieszamy wszystko, jajka ubijamy i dodajemy do nich mleko,
a następnie składniki płynne łączymy z suchymi
 i całość dokładnie mieszamy. Wykładamy na blachę,
wygładzamy i pieczemy 1 godzinę w 180 stopniach
(wcześniej trzeba oczywiście nagrzać piekarnik!!),
a na koniec studzimy i dekorujemy


serniki. Tradycyjny sernik wielkanocny  to sernik z aromatem, rodzynkami
i polewą czekoladową, który przyrządzamy bez fajerwerków i aplauzu,
acz z zainteresowaniem tzw. „tłumu”. Przepis można znaleźć wszędzie,
czyli w Internecie. Robi się go łatwo, piecze bez problemów, nie trzeba studzić
w piekarniku. Musi jednak okazać się zwarty, lekko sprężynujący i – co jest lekko passe -  po prostu smaczny. Polewa czekoladowa i rodzynki są koniecznością,
bez nich wypiek traci połowę wartości.


Wszystkim PT moim Czytelniczkom (w szczególności zaś Czytelnikom)
polecam wpisywanie w komentarzach deklaracji zgodności z wyżej opisanymi



2012-04-06 23:00:52

Czytaj komentarze (3) / Dodaj komentarz

Diabeł jest trendy na wiosnę

 (rozważania pod prysznicem)


25.3.12


Diabeł jest bodaj najmodniejszą ze wszystkich istot. Dlaczego?
Bo jego istota polega na założeniu ,
że zawsze idzie on z duchem czasu, gdyż to właśnie on sam definiuje,
czym jest tenże duch.  Jeśli zatem chcemy zrozumieć stan rzeczy,
musimy diabła odszukać
do czego wiosna wydaje się być najodpowiedniejsza.


Z tym jednak, że jest to zadanie poniekąd ryzykowne.
Ponieważ wszelakie dzisiejsze nauki z gruntu opierają się na kierowaniu
przedstawicieli szatana w niebyt, już samo wspominanie
o nim z pewnością  wydać się może nienaukowe. Z kolei poszukiwanie owo
wydawać się też może  passe literacko,  co przy klasycystycznym ujęciu tematu
wydaje się oczywiste na tyle,
że aż zasnąć można.


Natomiast przed takim zarzutem można się obronić prowadząc bloga,
choćby takiego, jak mój.
A wręcz nawet skorzystać z (nie)istnienia diabła poszukując go wszędzie tam,
gdzie on być (nie)może. Te jednak poszukiwania rodzą
niebezpieczeństwo kolejne, metafizyczne.
Otóż szukając diabelskich znamion, chcąc nie chcąc, za diabłem podążamy.
I szybko dochodzimy do sytuacji w  której nie sposób już powiedzieć
czy to my tropimy diabła, czy też diabeł w swoje diabelstwo nas wciąga.
Przestajemy wiedzieć, czy podążamy za nim, bo go śledzimy czy też śledzimy go, bo to on chce, abyśmy  za nim bieżeli(za  „bieżeli” poniekąd przepraszam, jest ono niestety reminiscencją moich późnozimowych reminiscencji bożonarodzeniowych).


Powszechnie wiadomo, że nikt nie jest w stanie rozstrzygnąć owych wątpliwości, gdyż – jak wynika z tysięcy zapisków –
diabeł jest w oszustwie przebiegły, a  przy tym zawsze nad wyraz współcześnie wyedukowany oraz, a jakże, zwykle nad nas  inteligentny.
Tu powołać się chciałbym na jedno
ze świadectw najstarszych, bo aż z XIII wieku.
O ile ktoś rozważania te jeszcze pamięta,
Św. Tomasz z Akwinu bez wątpliwości udowodnił naturę bezcielesną Złego,
a przy tym władzę jego nad materią niemalże sięgającą absolutu.
Świadectwem poważnym jest też dyskurs pomiędzy Mefistofelesem,
a Czarownicą, zanotowany przez niejakiego  Johanna Wolfganga Goethe
wybrzmiały mniej więcej w ten sposób:


Czarownica:  Z radości prawiem obłąkana, że widzę znów mości szatana!
Mefistofeles:   Zabraniam, aby mnie tak zwano!
Czarownica:  Cóż zawiniło wam to miano?
Mefistofeles:   Od dawna w bajki je wpisano,
lecz ludzie mają  stąd korzyści mało.


I tak oto dochodzimy do prawdziwego wątku tej dysputy, roli płci w świecie ludzi.
A, jak powszechnie na portalach wiadomo,  od płci do mody już tylko pół kroku.

Otóż diabeł wiosną, w zależności od płci poszukiwacza, jest płci tej przeciwieństwem,
co prawdą jest absolutną, jeśli zapomnimy na chwilę o problemach definicyjnych dotykających homo sapiens w związku z tzw. mniejszościami seksualnymi
(w tychże jednak przypadkach diabeł ma również swoje stosowne personifikacje). Niemały wpływ na taki stan rzeczy mają – bliskie okrutnie diabelstwu – kostuchy mody, zwane częściej modelkami, a czasem nawet celebrytkami.
W imieniu diabła nieraz też występuje stwór określany jako „kobita diabeł” oraz wiadomo, że „gdzie diabeł nie może, tam babę pośle”, więc zdziwienia żadnego diabelstwo owo budzić już nie może, przy czym z wiosną siła jego rośnie i na ulice się przekłada,
na oczy rzuca…

Nijak wtedy założyć się nie da, że kobieta to samo dobro,
co niestety widomym jest znakiem, że Zły (duch) w nas rośnie,
a nie że opuszcza.  W ostatecznym rachunku przychodzi więc przyznać,
że  dziś, w marcu 2012 oku, diabeł jest obecny wszędzie i wszyscy my (faceci)
z nim walczymy. Warto tę prawdę potraktować poważnie tym bardziej,
że potwierdza ją zarówno nowoczesna teoria systemów
społecznych Niklasa Luhmanna,
jak i  literatura piękna w wydaniu choćby Karen Christentze von Blixen-Finecke.


A do tego przecież, zgodnie ze starą teologiczną maksymą o demonach należy myśleć,  acz niby jedynie z umiarem. Skoro zaś kobiety są tychże demonów ucieleśnieniem, aby myślenie o nich samo nie stało się formą opętania musimy je racjonować, czytaj: zajmować się podobnymi radościami, choćby jeżdżeniem na motocyklach czy lotami na paralotni (uf, znów jakaś para się mi tu pojawia!),
lub, za czym akurat nie przepadam, uczestniczyć w innych formach eliminacji do nagrody Darwina
(można poczytać:
http://pl.wikipedia.org/wiki/Nagrody_Darwina) .


Jesteśmy więc obecnie, co udowodniono, przez diabła owładnięci.
Dlatego też moje rozważania polecam uzupełnić udanymi egzorcyzmami, czego Wam i sobie w związku z właśnie rozpoczętą PT Wiosną życzę. Polecam zaś zwłaszcza te, które kojarzą się
z fetyszyzmem wedle teorii psychoanalizy
pana Z.F.

2012-03-27 13:19:16

Czytaj komentarze (3) / Dodaj komentarz

Ostatki

13.03.12


anioły potraciły siły


jeszcze walczy
do tlenu podłączony rurką przez szesnaście godzin
z ręką skłutą od insuliny
z pampersem najczęściej


kiedy dzwonię
kiedy Dzwonię w jego dobry dzień
mówi
                przyjedź trzeba porozmawiać
                co oni tam no wiesz z tą Polską
                nie po to Walczyliśmy przecież


lubię przyjeżdżać
Nie lubię przyjeżdżać
rozmowa jest płytka
jak telewizyjne wiadomości


coraz rzadziej powie coś więcej
Wspomnienia się wygładzają
pozostają te płaskie pięknie-dobre
z młodości


tak trudno mu znieść że Już nie jest mężczyzną
czy aby ( on nie wierzy w Boga)
Pan Bóg nie zapomniał
ale nie Może nie
przecież Jeszcze walczy

2012-03-13 07:46:32

Czytaj komentarze (1) / Dodaj komentarz

Marcowe koty

5.3.12


Kawa i rozmowa.
Marzę o tym.
Przecież marzenia się spełniają, prawda?

2012-03-05 10:36:48

Czytaj komentarze (1) / Dodaj komentarz

Stolica Naj

20.2.12

Pisane z Monachium.
W butach pełno piasku, jeszcze za uchem, jeszcze przylepiony do nosa,
jeszcze drobinki w telefonie.
Powrót ze Stolicy Naj jest niepotrzebnie długi, ktoś czegoś nie posprawdzał,
ktoś się zgodził, a ja… czekam.
Wspomnienia burzy piaskowej i napis „Formula 1” na ogonie Airbusa są wciąż
filmem dla moich oczu
i obudowują się innymi naj Abu Dhabi:
najwyższy budynek świata,
inny bardziej krzywy niż wieża w Pizie,
jeszcze inny pierwszy na świecie, który będzie wytwarzał więcej energii,
i niż jej zużywał.
Najszybszy rolercoaster, najdroższe samochody na ulicach,
Ferrari Word,
bankomaty sprzedające złoto, feria butików wśród których Prada jest tylko
nie dość znana ksieżną.
Najcośtam,
najileśtam,
naj, naj, naj…

Wszędzie dźwigi, wszędzie budowa, wszędzie wre.
Jeśli wieżowiec ma dziesięć pięter
raczej go wyburzą i postawią w tym miejscu nowy,
trzy razy wyższy.

Tak powstaje utopia, której świat nie widział.
Najbogatsze miasto/państwo oparte o nowoczesny islam
i kapitał z ropy.
Chcesz tam zamieszkać?


DSC_0014.JPG

2012-02-20 07:23:09

Czytaj komentarze (1) / Dodaj komentarz

Wisława Szymborska: Pochwała snów*


We śnie
maluję jak Vermeer van Delft.

Rozmawiam biegle po grecku
i nie tylko z żywymi.

Prowadzę samochód,
który jest mi posłuszny.

Jestem zdolna,
piszę wielkie poematy.

Słyszę głosy
nie gorzej niż poważni święci.

Bylibyście zdumieni
świetnością mojej gry na fortepianie.

Fruwam, jak się powinno,
czyli sama z siebie.

Spadając z dachu
umiem spaść miękko w zielone.

Nie jest mi trudno
oddychać pod wodą.

Nie narzekam:
udało mi się odkryć Atlantydę.

Cieszy mnie, że przed śmiercią
zawsze potrafię się zbudzić.

Natychmiast po wybuchu wojny
odwracam się na lepszy bok.

Jestem, ale nie muszę
być dzieckiem epoki.

Kilka lat temu
widziałam dwa słońca.

A przedwczoraj pingwina.
Najzupełniej wyraźnie.



Z tomu  Nic Dwa Razy: Wybór wierszy / Kraków: Wydawnictwo Literackie, 1997

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------

*  Wisława Szymborska zmarła we  śnie wieczorem 1 lutego 2012 roku.
Dziś pogrzeb.


2012-02-09 14:34:15

Czytaj komentarze (1) / Dodaj komentarz

Opowieści syberyjskie: Wykup

02.02.12


Oni pili i grali w karty już od trzech dni, jak tylko rozpoczęła się purga. Na wszystko -  pieniądze, wódkę, narzędzia, ubrania…  Ale co oni tam mieli do przegrania!
Od pół dnia szło im nierówno, zgrywał się Asza, pół-Rosjanin, pół- Buriat, co mu ojciec dał imię po mieście, przez które prowadzi Kolej Transsyberyjska.
I teraz nagle Asza potoczył dzikim spojrzeniem wokoło izby, zamachnął i na deski posypały się chleb, kawałki wędzonego omula, czajnik z czagą,
pusta butelka i stakany.
-  O życie za – graj – my! - wybełkotał. – O psie życie! 
Pozostali przyklepali zakład. I karty znów poszły w tas. Ale Asza i tym razem przegrywał. A kiedy w końcu rzucił na stół ostatnie karty, jego los był w rękach pozostałych pijaków.
- Pójdę się powiesić – rzucił nagle całkiem przytomnie. – W sąsieku.
Zapadła cisza.
- Asza, nie! – złapał go za rękę Andriej, jego dawny brygadzista.- Się wykup!
- Ale jak? Niczego już nie mam!!
- Polaka powieś! – Gombo, trzeci z kompanów podrzucił pomysł
na zmianę zakładu.
Cała trójka od razu wiedziała o kogo chodzi. Polak miał na imię Franek i był wdowcem, dwójkę dzieci sam chował. Ale że dobry dla ludzi był, wieś go lubiła
i jeszcze mu nawet pomagała. Tylko tych trzech od dawna zawziętych mu było,
bo jednej zimy roześmiał się z babki Aszy, co odkąd mąż jej w białej gorączce
w tajgę na zawsze pognał, szamanką została.
 -Franka! Franka! Franka! – podnieśli się zgodnie, otwarli drzwi chaty
i ruszyli w stronę  domu Polaka.

 
Walili pięściami w drzwi chałupy tak długo, aż się w końcu otwarły. Franek był niski i drobny, nawet Gombo, choć najmniejszy, by na niego wystarczył. Asza  jednym ruchem ręki wziął go w pół i ruszył w kierunku stodoły po drodze kopiąc jeszcze  psa, co wyskoczył za właścicielem. Tam rzucił Polaka brzuchem na klepisko
i przysiadł mu na plecach.
 - Sznur zamarznięty! – Andriej stęknął próbując zgiąć powróz.
- Chyba by zarżnąć trzeba!
 - Zarżnąć!– powtórzył za brygadzistą Asza.
- Zarżnąć! – potwierdził Gombo. 
- Co wy! Oszaleli? – Franek trzepotał rękami i nogami.
-  Kosą! – Andriej pokazał zardzewiałą klingę.
Rozłożyli Franka na sianie, Gombo podniósł mu w górę kolana, a Asza przystawił piętkę ostrza od środka do lewego uda.
- Na śmierć idziesz! – mruknął Andriej. - Pacierz zmów, cudowszcziku,
bo Asza w karty twoje życie przegrał.
-An…! – głos Franka rozdarł się cienko, bo Gombo trzymał mu na ustach ciężką rękę drwala. Asza docisnął kosę do ciała i z wprawą pociągnął po skosie w górę. Spomiędzy rozciętych brzegów płótna trysnął strumień krwi.
- Uuuuaaa!!!! – Franek próbował się wyrwać, ale że obsiadali go mocno,
więc na nic się to mu zdało.
- Drugą! – sapnął Asza, ale Andriej pokazał, że nie, że wystarczy, że tylko trzymać muszą do końca. Polak szarpał się kilka minut, aż w końcu na chwilę ustał.
Potem znowu szarpnął się parę razy. Za każdym krew tryskała mocniej, aż za ostatnim uszło jej mniej. Wtedy osłabili uścisk i puścili mu nogi. Franek trzepał teraz nimi po sianie, aż w końcu ruchy stóp się uspokoiły, a ciało zwiotczało.
- Ty się wykupił Asza! – kiwnął głową Gombo.
Rzucili ciało, zamknęli stodołę i wrócili do chaty pić dalej.


Gombo zapił się zanim jeszcze rozpoczęło się  śledztwo, w początku marca.
Też w marcu Andriej – brygadzista – na widok milicyjnego łazika uciekł w tajgę
i nigdy go nie odnaleziono. Dziesięć miesięcy później za współudział w zabójstwie sąd skazał Aszę na rok więzienia.

2012-02-02 13:39:14

Czytaj komentarze (2) / Dodaj komentarz

Trwa III etap Konkursu.

BLOG_duzy2011.jpg

Mój blog bierze udział w konkursie Blog Roku 2011.

Dzięki Waszym sms-om przeszedł do III etapu,
w którym zostanie poddany ocenom Jury.

* * *

Nominacja do etapu III pozwala mojemu blogowi na udział w konkursie Blog Roku 2011 w nominowaniu do wyboru

Bloga Blogerów


Jeśli chcesz oddać głos na mój blog,
wyślij SMS o treści G00167
( Gzerozerojedensześćsiedem )

na numer 7122



Koszt SMS, to  1,23 zł brutto


Uwaga!
W treści SMSa należy umieścić jedynie numer bloga, nie należy umieszczać w niej żadnych dodatkowych znaków ani spacji.


Dochód z wysłanych smsów zostanie przekazany na turnusy
rehabilitacyjne dla osób niepełnosprawych.


Z jednego numeru telefonu można oddać tylko jeden głos na dany blog
w każdym etapie.



* * *

DZIĘKUJĘ WSZYSTKIM, KTÓRZY WSPARLI MNIE
w II etapie konkursu!


* * *

Zasady konkursu dostępne są na tej stronie.



2012-01-20 10:25:23

Czytaj komentarze (1) / Dodaj komentarz

Zielona mila*


„Byłam wczoraj u mojej staruszki babci. Widać wyraźnie, ze odchodzi - żegna się ze wszystkimi nie mogąc mówić, używając gestów. Chce każdego dotknąć
i przytulić, ajej szorstkość, dotąd wręcz odpychająca, zupełnie zniknęła.
Jej oczy są już na tamtymświecie.
Taki obraz napełnia mnie czułością nie tyle do niej samej, ile czułością z jaką od czasudo czasu spoglądam na tamten, inny zupełnie od naszego świat.
Mam przekonanie, że nienależy się bać, choć lęk przed przejściem jest naturalny,
to dla nas wielka niewiadoma.
Jej wymiar jest nieznany zwłaszcza dla człowieka, który
z duchowością niewiele miał w ciągu życia wspólnego.”


W porze karnawału i głosowania na Bloga Roku pisanie o umieraniu jest pewnie
kompletnie nietaktowne, a do tego ja, autor wpisu, powinienem pamiętać, że śmierć jesttrendy głównie w thrillerach. Ale…

Od kilku lat składam co roku plik listów (wycinków?) z prowadzonej korespondencji,
lub które do mnie w ten czy inny sposób w danym roku trafiają.
A potem – muszę tonapisać, to ważne – po trudnej autocenzurze składam go
w inny plik, już tylko do edycji.
I publikuję go na Machomanii w ramach
„Listów intymnych” oraz/lub używam przy okazjispotkań autorskich.

Trafiają do mnie różne listy – najczęściej maile oczywiście, ale np. odzyskałem
ostatnio kilka moich własnych listów sprzed trzydziestu (!!!) lat,
które niegdyś wysłałem do mojego, dziś już nieżyjącego, przyjaciela.
Ale nigdy nie są to teksty przeznaczone
wprost do publikacji. Sito autocenzury
(które tak naprawdę głównie jest utkane z szacunku)
zwykle spłaszcza puenty i tłumi emocje.
A często – po prostu korespondencje nie są tak
hedonistycznie hedonistyczne, jak chciałoby się czytać.

Mimo to cieszę się zawsze tymi listami i uparcie składam je w roczniki. Ze spotkań
autorskich już wiem, że warto. Dziś, po kolejnym roku, donoszę, iż nowa paczka jest już gotowa. I bardzo Wam za nią dziękuję.

Lecz są w niej niestety i takie, jak ten u góry, teksty.




*Na koniec słowo do tych, którzy szukają wyjaśnienia tytułu.
Zaczerpnąłem gooczywiście z filmu „Green Mile” opartego o książkę
Stephena Kinga pod tym samym tytułem.
W finałowej scenie niesłusznie skazany na krzesło elektryczne
John Coffey na chwilę przed egzekucją pociesza wykonawców wyroku:
- Będzie dobrze, chłopcy. Teraz będzie najtrudniej, a potem będzie już dobrze.

2012-01-14 21:40:03

Czytaj komentarze (4) / Dodaj komentarz

II etap KONKURSU – Wasze Głosowanie SMS


Mój BLOG bierze udział w
VII Edycji Konkursu Dla wszystkich polskojęzycznych blogów w kategorii BLOGI LITERACKIE


Trwa II etap KONKURSU – Wasze Głosowanie SMS


W jego efekcie do kolejnego etapu Konkursu – oceny przez Kapitułę Konkursu oraz głosowania – wyboru Bloga Blogerów – przejdą blogi, które otrzymają największą liczbę głosów


Jeśli chcesz oddać głos na mój blog,
wyślij SMS o treści G00167
( Gzerozerojedensześćsiedem )

na numer 7122


Koszt SMS, to  1,23 zł brutto

Uwaga! W treści SMSa należy umieścić jedynie numer bloga, nie należy umieszczać w niej żadnych dodatkowych znaków ani spacji.

DZIĘKUJĘ WSZYSTKIM, KTÓRZY  WSPARLI MNIE W UBIEGŁYM ROKU
Mam nadzieję, że mogę na Was liczyć i w tej edycji Konkursu?

BLOG_duzy2011.jpg

2012-01-12 12:23:47

Czytaj komentarze (2) / Dodaj komentarz

Karnawał grażdanina Bachtina

Karnawalizacja to termin literaturoznawczy wprowadzony do nauki
w 1929 roku przez Rosjanina Michaiła Bachtina w książce
„Problemy poetyki Dostojewskiego”,
a odwołujący się on do ludycznej kultury śmiechu i tradycji karnawału,
tu oznaczającej zawieszenie lub zakwestionowanie
normalnie rządzących światem praw
i oficjalnych hierarchii w ramach utworu literackiego.


Według Bachtina karnawalizacja to stworzenie świata na opak, akcentowanie względności
porządku codziennego świata, elementy bluźnierstwa,
ekscentryzmu, profanacji i błazenady.
To także skandalizujący język, epatowanie obrazami niestosownymi, mieszanie wysokiego z niskim oraz
wytwarzanie cykli w obrębie karnawału
(np. koronacja i detronizacja króla karnawału).
Właściwy przełom nastąpił według Bachtina w XVII wieku.
Tworzący wówczas pisarze
(np.Rabelais i Cervantes) zaczerpnęli z doświadczenia
odbywających się w ich czasie karnawałów.


Karnawalizację w powieści autor zwykle realizuje
przez wielogłosowość i różnorodność stylów,
równouprawnienie języków różnych grup społecznych,
swobodę kształtowania fikcji
czy brak dystansu pomiędzy narratorem a światem przedstawionym.
Jej cechą charakterystyczna jest
też wymieszanie pierwiastków komicznych i poważnych,
obecność stylu wulgarnego oraz wzniosłego,
a także relatywizm moralny.


Pojęcie karnawalizacji niemal nie przeszło z literatury do życia.
Nie upowszechniło się szerzej zarówno w XX,
jak i na początku XXI wieku.
W życiu istnieje natomiast jego solidny zamiennik
- czy może wręcz konkurencja? -
stale obecny na tym blogu hedonizm*.
Współczesny hedonizm to jednak głównie hedonizm materialistyczny, który dopatruje się
najwyższych wartości w gromadzeniu i zużywaniu dóbr materialnych.
W tym sensie termin Bachtina ma być może
ciekawszą perspektywę.


Interesującym zderzeniem pojęcia karnawalizacji z życiem jest anegdota
(czy prawdziwa?) z życia Bachtina, sfabularyzowana
w filmie
„The Smoke” (1995) do którego scenariusz na podstawie
własnej powieści napisał Amerykanin Paul Auster.
Paul Benjamin, jeden z bohaterów filmu
, także pisarz,
opowiada w „Dymie” historię Michaiła Bachtina,
który podczas wojny mieszkał
w pozbawionym aprowizacji oblężonym przez Niemców Leningradzie.
Bachtin miał ponoć wówczas przy sobie rękopis wielkiej
i niezwykłej powieści, który w obliczu szerzącej
się głodowej śmierci potargał kartka po kartce
skręcając zeń papierosy (i zużył w końcu cały).
Sprawiając sobie w ten sposób codzienną ostatnią
z możliwych przyjemności
pisarz zapłacił najwyższą z możliwych cenę za swój
indywidualny teraźniejszy egoizm.
_____________________________________________________________

*Hedonizm jest pojęciem Arystypa z Cyreny, ucznia Sokratesa.
W hedonizmie cyrenejskim liczy się przede wszystkim egoizm indywidualny.


Szczęście jest aktywne, to stan umysłu (duszy). Ważne są doznania teraźniejsze,
a to co było i to co będzie nie ma znaczenia.
Rozkosz powinna współgrać z rozumem i ma się poddać
jego właścicielowi, człowiekowi.
Długotrwałe szczęście ma miejsce wtedy,
gdy rozkosz przeważa nad cierpieniem.
A przyjemność jest doskonała wtedy, kiedy można ją
odrzucić bez żalu i bólu.
Niestety, dość szybko po śmierci Arystypa w doktrynie zauważono
niemożliwe do pokonania sprzeczności,
a w III w. p.n.e., zaledwie po stu latach, szkoła przestała istnieć.
Odrodzenie nastąpiło wiele wieków później, za sprawą
Benthhama i Milla, Diderota, Nietschego i Freuda.
Co ciekawe, współcześni badacze z łezką w oku wspominają
epikurejskie zasady doktryny
.

 

2012-01-07 07:32:29

Czytaj komentarze (0) / Dodaj komentarz