Witam w machomanii

[...] 

           Jakieś sześć lat temu odkryłem, że jestem Macho.
Taki prawdziwy, najprawdziwszy; tylko, że mam „o” z laską. Lubię bawić się tą myślą, od czasu do czasu zarażam nią kogoś i czekam na dowcipny return.
Ale machos to dziś raczej przeżytek, więc zwykle dostaje mi się po nosie. Nie jestem macho, mimo, że czasem tak właśnie piszę! Powiedzcie sami - kto widział macho, co nosi okulary? Wyobrażacie sobie Henka Chinaskiego w brylach?

Na koniec tego myślenia podzieliłem swój czas na nowo. Na trzy części, w tym jedna jest tylko dla mnie. W ten sposób zostawiłem sobie dość miejsca na pisanie.
I dlatego dziś jest ta strona.
Oraz te wszystkie teksty, do których zapraszam.
  

witajcie w machomanii

Napisz...zapytaj

Imię i nazwisko:

*

Email:

*

Telefon:

Treść:

*

Opowieść o niezamierzonym fałszerstwie*

30.08.11
 
 
W 1864 roku,
w wyniku upadku Powstania Styczniowego deportowano
w głąb Rosji co najmniej
trzydzieści osiem tysięcy Polaków, z czego dwadzieścia
tysięcy zesłańców
znalazło się na Syberii.
Dwa lata później, w połowie 1866 r. wśród siedmiuset dwudziestu jeden polskich katorżników pracujących przy budowie drogi na południowych
wybrzeżach jeziora Bajkał zrodził się pomysł zbrojnego buntu.
Zawiązano organizację  pod nazwą Syberyjski Legion Wolnych Polaków.
W nocy z 24 na 25 czerwca 1866 r.
Legion przystąpił do walki.

Niestety, powstańcom nie sprzyjały okoliczności.  Polscy zesłańcy byli nad Bajkałem rozmieszczeni w 9 miejscach, z których najdalsze były od siebie oddalone o 200 kilometrów.
Nie wszędzie dotarła też wieść o rozpoczęciu powstania,
a tam gdzie trafiła
spotkała się z chłodnym przyjęciem, bo zaledwie dwa miesiące wcześniej
rząd rosyjski ogłosił amnestię na mocy której znacznie złagodzono
zapadłe po powstaniu styczniowym wyroki.
Ostatecznie do boju stanęło tylko 250 powstańców.
Legion składał się z 80-osobowego oddziału kawalerii oraz 70 strzelców
i 100 kosynierów,
a jego przywódcami zostali weterani insurekcji 1863 roku.

Naprzeciw tym siłom władze wyprawiły około tysiąca Kozaków
wzmocnionych trzema setkami piechurów.  Regularną armię wsparło pospolite ruszenie rosyjskich i chińskich osadników
oraz plemion buriackich,
wśród których rozpuszczono fałszywe informacje,
iż zesłańcy planują rzeź miejscowej ludności.

Zaledwie cztery dni od rozpoczęcia buntu - 28 czerwca 1866  roku - Legion został rozbity i rozproszony w bitwie pod Miszychą. Po przegranej powstańcy podzielili się na mniejsze grupy
i podjęli próbę ucieczki do Chin. W ciągu kilku tygodni
większość z nich została wyłapana,
lub sama się poddała, trzydziestu ośmiu poległo,
dwunastu zmarło z głodu lub chorób,
 a dwóch zaginęło na zawsze w tajdze.
Ostatni akt nieudanego powstania miała miejsce
przed sądem polowym w Irkucku,
gdzie  osądzono zarówno legionistów,
jak i tych zesłańców, którzy nie walczyli,
ale wcześniej zadeklarowali udział w walce.
27 listopada 1866 r. rozstrzelano czterech najważniejszych przywódców powstania : Narcyza Celińskiego, Gustawa Szaramowicza,
Władysława Kotkowskiego i Jakuba Reinera.
 Spośród sześciuset sześćdziesięciu ośmiu oskarżonych czterystu czterech skazano na różne kary - od dożywotniej katorgi przez zakucie w kajdany i chłostę do (zaledwie) dozoru policyjnego. Skazani umierali
z godnością. Szaramowicz zdążył przed salwą plutonu egzekucyjnego krzyknąć: - Jeszcze Polska nie zginęła... !

Po Syberyjskim Legionie Wolnych Polaków pozostała legenda. Oprócz Wielkiej Wojny Ojczyźnianej (II wojny światowej) było to bodaj najważniejsze wydarzenie zbrojne w historii Syberii. Wśród zesłańców innych narodowości – a zsyłano na Syberię narody całej wielkiej Rosji - żywe były opowieści o buntownikach, którym zamarzyła się wolność
i pokonanie imperialnej władzy.
To o nich m.in. jest słynna pieśń katorżników, „Bradiaga”:

„Przez pustkę za groźnym Bajkałem, Szedł człowiek, ostatkiem swych sił.
W katordze rozkruszał on skałę... Zapomniał , kim jest i kim był.
W katordze rozkruszał on skałę... Zapomniał , kim jest i kim był.
Ucieka, a za nim trwa pościg, Z dniem każdym przybliża się doń.
(w tłumaczeniu Jonasza Kofty)


_____________________________________________


* Tę historię  opowiedziała mi Aleksisa Iwanowna, rosyjska studentka z Irkucka, która
w wakacje dorabia pilotując grupy turystyczne po Zabajkalu. Z Polakami Aleksisa rozmawia najczęściej w dwu językach równocześnie – z tymi starszymi po rosyjsku, a z młodszymi po angielsku. Aleksisa ma piękny, ciepły głos i dobrze się jej słucha. Ale w wersji angielskiej na jej opowieść nakładają się błędy językowe. Wszystko było dla mnie jasne dopóki polscy zesłańcy byli „katorżnikami”. Lecz kiedy nagle stali się „refugees”  świat stanął na głowie.
Niestety, Aleksisa dość często prowadzi także grupy z Korei, Japonii i USA…

30-08-2011 12:44:31

Komentarze (0)

Brak wystawionych opinii...

Wystaw komentarz

Nick:

Email:

Trerść:

« powrót