Witam w machomanii

[...] 

           Jakieś sześć lat temu odkryłem, że jestem Macho.
Taki prawdziwy, najprawdziwszy; tylko, że mam „o” z laską. Lubię bawić się tą myślą, od czasu do czasu zarażam nią kogoś i czekam na dowcipny return.
Ale machos to dziś raczej przeżytek, więc zwykle dostaje mi się po nosie. Nie jestem macho, mimo, że czasem tak właśnie piszę! Powiedzcie sami - kto widział macho, co nosi okulary? Wyobrażacie sobie Henka Chinaskiego w brylach?

Na koniec tego myślenia podzieliłem swój czas na nowo. Na trzy części, w tym jedna jest tylko dla mnie. W ten sposób zostawiłem sobie dość miejsca na pisanie.
I dlatego dziś jest ta strona.
Oraz te wszystkie teksty, do których zapraszam.
  

witajcie w machomanii

Napisz...zapytaj

Imię i nazwisko:

*

Email:

*

Telefon:

Treść:

*

Staráte se jen o sebe a své pohodli

   11.07.11


(Chyba) „Gottlandem” Mariusz Szczygieł w nowy sposób zwrócił nam Polakom uwagę na Czechów. Może, jak na to o czym chcę dziś pisać, było jeszcze w tej książce za dużo rozliczeń z ich PRL – em,  może nie pada tam jeszcze owo wszystko tłumaczące* słowo „pohodli”,
ale z pewnością jest w „Gottlandzie” kwintesencja czeskości - tego charakterystycznego spokoju ducha, który tłumaczę sobie omnes transire, programowym ateizmem, wizją weekendu na daczy,
niezawodnością bardzo dobrego i taniego samochodu skoda oraz …
Właśnie! Co powinno być po tym „oraz”? 


W sobotę odwiedziłem Nachod, miasteczko niedalekie od Kudowy, oddzielone historycznie
i administracyjnie granicą państw. Miałem tam spotkanie z Polakiem, który po życiowych perturbacjach zamienił swój polski los na czeski.
Dziś na co dzień zajmuje się on consultingiem, porusza się tylko pieszo lub miejską komunikacją, mieszka krok, dwa - trzy od nachodzkiego rynku,a z proboszczem lokalnej katolickiej parafii jest tyleż na ty, co na pan, co by można wytłumaczyć stwierdzeniem, że i na obczyźnie Polak Polakowi bywa nie tylko rodakiem.
Na tarasie secesyjnego „Hotelu u Beranka” przesiedzieliśmy trzy bite godziny w czasie których zdarzyło nam się obejrzeć rzadkość sporą jak na Czechy, katolicki  ślub udzielony przez wspomnianego już proboszcza. A przy tym napić się i zjeść, a w trakcie zawodowej dyskusji porozmawiać o różnicach we współczesnej polskości i czeskości.
W pewnej chwili spytałem mojego gospodarza o hobby.
- Jak wszyscy tutaj, czytam książki - usłyszałem.
- ??
- Tu ludzie chcą to robić. Czesi czytają najwięcej w Europie, statystycznie siedemnaście książek  w roku.
- O ile dobrze pamiętam, w Polsce średnio czytamy jedną…
- Oni mówią: staráte se jen o sebe a své pohodli.
Czyli dbaj jedynie o siebie i swój komfort.


To brzmi znajomo, ale znaczy: raczej nie rób sobie kłopotu,
miej dla siebie czas.
- I to działa? Także w stosunku do innych?
-Właśnie w stosunku do innych przede wszystkim.
Dzięki temu państwo jest bardziej przyjazne dla ludzi.
- Pan się tu odnalazł…
- Mieszkałem w Krakowie,  ale dopiero w Nachodzie życie się poukładało.
Jakbym wreszcie był u siebie.
- A Polska?
- Przyjazdy do Polski coraz częściej denerwują.
Nie wiem czy wrócę.


---------------------------------------------------------------     

 
*(chciałem napisać razem te słowa, puścić oko do reklamowej aranżacji „Mumio”;
ale komputer nie przepuścił, rozdzielił)

11-07-2011 07:30:47

Komentarze (0)

Brak wystawionych opinii...

Wystaw komentarz

Nick:

Email:

Trerść:

« powrót