Witam w machomanii

[...] 

           Jakieś sześć lat temu odkryłem, że jestem Macho.
Taki prawdziwy, najprawdziwszy; tylko, że mam „o” z laską. Lubię bawić się tą myślą, od czasu do czasu zarażam nią kogoś i czekam na dowcipny return.
Ale machos to dziś raczej przeżytek, więc zwykle dostaje mi się po nosie. Nie jestem macho, mimo, że czasem tak właśnie piszę! Powiedzcie sami - kto widział macho, co nosi okulary? Wyobrażacie sobie Henka Chinaskiego w brylach?

Na koniec tego myślenia podzieliłem swój czas na nowo. Na trzy części, w tym jedna jest tylko dla mnie. W ten sposób zostawiłem sobie dość miejsca na pisanie.
I dlatego dziś jest ta strona.
Oraz te wszystkie teksty, do których zapraszam.
  

witajcie w machomanii

Napisz...zapytaj

Imię i nazwisko:

*

Email:

*

Telefon:

Treść:

*

Most na Jordanie

24.07.11


Brynica, na której jednym z jej brodów powstała Czeladź,
była dawniej nazywana także Brzennyczą, Braną, Brzeźnicą czy Brenicą. Rzeka stanowi prawy główny dopływ Czarnej Przemszy i ma niecałe 55 kilometrów długości.
Płynie m.in. przez
Piekary Śląskie, Czeladź (w której mieszkam),  Siemianowice Śląskie, Katowice i Sosnowiec. Średniowieczne zapiski informują o siedliskach bobrów, które uniemożliwiały żeglugę.
Obecnie niemal dwóch wieków rzeka jest mocno zurbanizowana.
W dokumentach z początku XX wieku można znaleźć informacje
o parowcu, który po niej pływał.
Zachowały się też zdjęcia kajaków i kąpiących się letników datowane na okres międzywojnia. Na rzece znajduje się historyczna granica Śląska
i Zagłębia Dąbrowskiego,
które historycznie i geograficznie jest częścią Małopolski.


Na owym iluzorycznym pograniczu trwa obecnie coś
w rodzaju małej wojny. Chodzi o to czym różni się Górny Śląsk
od Zagłębia Dąbrowskiego, ale przede wszystkim jak
i czym się różnią się mieszkający na Śląsku i w Zagłębiu ludzie.
Na forach internetowych cytuje się i bez pobłażania krytykuje fragmenty śląskich wspomnień Kazimierza Kutza, jak choćby ten: "Mój świat lepiony był na model niemiecki, rządziła nim familijność i pracowitość. Po tamtej stronie królowało cwaniactwo, przekupstwo i donosicielstwo. I ten świat, w mundurach UB i garniturach partyjnych aparatczyków,
wkroczył po wojnie na Śląsk i wdeptał go w ziemię".
Wspomina się i wypomina np. śląskich „tłumaczy gestapo”
z okresu II wojny światowej.
Jeśli zdarzają się  głosy stonowane, to niejednokrotnie nawołują one po prostu do zamknięcia się po swoich stronach Brynicy,
w swoich lokalnych społecznościach.
O co chodzi?
Ślązacy mają dziś problem czy i jakimi są Polakami.
70 proc. spośród nich deklaruje „jestem Ślązakiem,
ale jestem też Polakiem”.
Duża część Ślązaków deklaruje jedynie swoją śląskość,
z jednoczesnym zastrzeżeniem,
że nie są ani Polakami, ani Niemcami. A mniejsza,  jak choćby przewodniczący Ruchu Autonomii Śląska (i już wicemarszałek województwa) Jerzy Gorzelik, stwierdza swoje przywiązanie do śląskiej tożsamości i równocześnie nie czuje się lojalna wobec
Rzeczpospolitej Polskiej.
 I wreszcie ostatnią opcją, również skromną liczbowo jest stanowisko: „jestem Ślązakiem i jestem też Niemcem. Choć moją ojczyzną są Niemcy, jestem lojalnym obywatelem Rzeczpospolitej”.

Z kolei Zagłębiacy mają się bodaj najgorzej od lat. Przepadły splendory
z okresu gierkowskiego, z perspektywy województwa lewicowe władze zagłębiowskich miast już drugą kadencję są ledwie tolerowane.
Nie układa się współpraca organizacjom pozarządowym,
 a  jedyne zagłębiowskie czasopismo społeczno
- kulturalne, „Nowe Zagłębie”
 z trudnych do zaakceptowania powodów
(oceniono je podobnie, jak miesięcznik „Śląsk”)
nie otrzymało dofinansowania na kolejny okres,
co grozi upadkiem periodyku.


Zagłębiacy podkreślają,
 że zbyt często używa się wyrazu "śląski” przy określaniu nazewnictwa różnych nowych instytucji w regionie i województwie.
Trudno im pogodzić się z propozycjami nazwania przyszłej Metropolii „Silesia” inaczej niż śląsko-dąbrowską lub śląsko-zagłębiowską.
A samo pojęcie „Zagłębiak” – nie dość, że wordowski podpowiadacz nie zna takiego słowa – rozgrywane jest co i rusz w walce o głosy wyborcze.
-
I wszyscy tu pamiętają wypowiedź Kazimierza Kutza,
że to Jordan; rzeka, która dzieli.
Wjeżdżając na most na Brynicy z jednej strony wjeżdża się na rowerze,
 a z drugiej strony zjeżdża na „kole”.
Jak by na to nie patrzeć, to rzeczywiście może więc  być Jordan.
Tylko po co to i komu?

Najstarszym mostem na Brynicy był - opisany już w 1228 roku
- „ ćwierćmilowy” most Gawła  (Pons Gauli) przebiegający nad rozlewiskiem pomiędzy dzisiejszą Czeladzią, a Siemianowicami Śląskimi. Nazwa mostu nie jest jasna i istnieją co najmniej
trzy różne wersje jej powstania.
 Jednak w każdej z tych wersji celem budowy mostu jest ułatwienie
kontaktów mieszkańcom ziem śląskiej i małopolskiej.


24-07-2011 11:11:30

Komentarze (0)

Brak wystawionych opinii...

Wystaw komentarz

Nick:

Email:

Trerść:

« powrót