Witam w machomanii

[...] 

           Jakieś sześć lat temu odkryłem, że jestem Macho.
Taki prawdziwy, najprawdziwszy; tylko, że mam „o” z laską. Lubię bawić się tą myślą, od czasu do czasu zarażam nią kogoś i czekam na dowcipny return.
Ale machos to dziś raczej przeżytek, więc zwykle dostaje mi się po nosie. Nie jestem macho, mimo, że czasem tak właśnie piszę! Powiedzcie sami - kto widział macho, co nosi okulary? Wyobrażacie sobie Henka Chinaskiego w brylach?

Na koniec tego myślenia podzieliłem swój czas na nowo. Na trzy części, w tym jedna jest tylko dla mnie. W ten sposób zostawiłem sobie dość miejsca na pisanie.
I dlatego dziś jest ta strona.
Oraz te wszystkie teksty, do których zapraszam.
  

witajcie w machomanii

Napisz...zapytaj

Imię i nazwisko:

*

Email:

*

Telefon:

Treść:

*

Powszechny obowiązek szczęścia

29.06.11
 



Przed paroma jeszcze wiekami radość była zakazywana,
teraz znaleźliśmy się na przeciwnym biegunie – stała się obowiązkiem.
W sondażu pewnej francuskiej gazety 90 proc. pytanych przyznało,
że uważa się za szczęśliwych.
Czy to przypadkiem nie znaczy, że już wkrótce nikt nie  odważy się przyznać,
że czasem czuje się źle?


Jakąkolwiek  drogę dziś nie  wybierzemy – psychologiczną, fizykalną,
chemiczną czy wirtulaną (w rozumieniu: komputerową) –
wszędzie natrafimy na to samo, podstawowe założenie:
szczęśliwość jest w zasięgu ręki,
a my powinniśmy jedynie  wykorzystać
to „pozytywne uwarunkowanie”.
(tak choćby mówi lubiany wśród intelektualistów Dalajlama).


Uwierzyliśmy,
 że możemy siłą woli lub niewoli zapanować nad stanami umysłu,
regulować nastroje, uczynić zadowolenie skutkiem
własnego wyboru.
Doszliśmy do miejsca, w którym uważamy,
że  musimy być szczęśliwi,
samoszantażujemy się groźbą utraty
pozycji społecznej.


Pisałem już o tym, to prawda. Acz nic się nie zmieniło i wciąż dostaję
„niepoprawne” emocjonalnie maile.
W nich na przykład takie zdania:


Zielono w głowie mam niestety z dawna.
 Dziś substancje psychoaktywne pozwalają mi niektóre sprawy widzieć ostrzej,
a o niektórych na chwilę
nawet
zapomnieć…


2011-06-29 08:48:07

Czytaj komentarze (1) / Dodaj komentarz

Bierwiaczonek i telefon komórkowy

22.06.11


Na majowe zakończenie sezonu w Art Cafe zaprosiłem
Bogusława Bierwiaczonka.
Artystycznego przyjaciela, profesora lingwistę, który ma to do siebie,
że zawsze mówi, co myśli,
a myśli,
że i tak umrze, więc warto mówić, jak jest.


Koncert wypadł na koniec dość długiego wieczoru,
a wtedy zawsze się boję,
że moi goście nie wytrzymają, że wyjdą.
W jakimś sensie tak było i tym razem,
była faza zachwytu, była nasycenia
i była pora, kiedy odjeżdżają prawie ostatnie autobusy.
Ale Bobi miał dobry dzień i śpiewał dalej. I kiedy doszedł do „Szmaciarza”
 (to już przebój, słyszałem w „Trójce”) znajoma malarka spytała,
czemu nie było go w dniu jej prezentacji,
w poprzednim miesiącu.


Na koniec PP Bogusław (Profesor Poeta) wyciągnął świeżo wydane:
płytę i tomik.
W obu, po raz chyba pierwszy, prezentuje swoje rysunki.
Ze wstydem muszę się przyznać,
 że dopiero dziś, już wiele dni później,
wreszcie je obejrzałem.


Nie chcę recenzować, zresztą pewnie nie umiałbym.
Ale za wierszem „Wszystko jest radiem”
(wszystko i każdy jest radiem
Wszystko i każdy ma antenę
Wszystko i każdy odbiera
To co wszystko i każdy nadaje (…))
musiałem na chwilę się zatrzymać.


„Przedstawiciel telefonii komórkowej tłumaczy rybom
i innym zwierzętom morskim,
jak używać telefon komórkowy”
Wow…
Kto się pokusi, by lepiej  skomentować
otaczającą nas
rzeczywistość?

2011-06-22 20:52:38

Czytaj komentarze (0) / Dodaj komentarz