Witam w machomanii

[...] 

           Jakieś sześć lat temu odkryłem, że jestem Macho.
Taki prawdziwy, najprawdziwszy; tylko, że mam „o” z laską. Lubię bawić się tą myślą, od czasu do czasu zarażam nią kogoś i czekam na dowcipny return.
Ale machos to dziś raczej przeżytek, więc zwykle dostaje mi się po nosie. Nie jestem macho, mimo, że czasem tak właśnie piszę! Powiedzcie sami - kto widział macho, co nosi okulary? Wyobrażacie sobie Henka Chinaskiego w brylach?

Na koniec tego myślenia podzieliłem swój czas na nowo. Na trzy części, w tym jedna jest tylko dla mnie. W ten sposób zostawiłem sobie dość miejsca na pisanie.
I dlatego dziś jest ta strona.
Oraz te wszystkie teksty, do których zapraszam.
  

witajcie w machomanii

Napisz...zapytaj

Imię i nazwisko:

*

Email:

*

Telefon:

Treść:

*

Projekt „Urodziny komornika Dwacha”

05.05.11

Czy zawsze sam tylko muszę pisać?
Czasem rodzi się takie pytanie nawet u kogoś, kto, jak ja, lubi tworzyć.
Przedstawiam dziś projekt „Urodziny komornika Dwacha” – opowiadanie,
które chciałbym napisać wraz z Czytelnikami tego bloga.
Zapraszam do współpracy.


Komornik Dwach jest postacią zupełnie fikcyjną, acz wierzę,
że typową dla naszej rzeczywistości.
W opowiadaniu, najlepiej jak się da, chciałbym pokazać absurdalną polską rzeczywistość
„tego kraju”,
 gdzie rozbudowuje się w nieskończoność nieprodukcyjny aparat urzędniczy,
by z czasem  przekształcać go w jeszcze gorszy,
windykacyjny.
Czy będziemy państwem banków i komorników?  - przeczytałem
niedawno postawione na jakimś forum pytanie.
Chciałbym to wyśmiać - wyeksponować naszą przaśną,
(para – katolicką,
para – nowoczesną
para – historyczną
para – antyhomofobiczną
para – feministyczną
para – itd. itp.…)
 sarmacką para- europejskość.



Od pewnego czasu współpracuję
z dwumiesięcznikiem społeczno kulturalnym
„Nowe Zagłębie” (
www.nowezaglebie.pl).
Jestem przekonany, że napisane wspólnymi siłami opowiadanie
uda się zamieścić na łamach tego czasopisma.
Chciałbym też je dołączyć do zbioru opowiadań „Rolls Royce
z kalafiorami”



Zapraszam do pisania ciągu dalszego „Komornika Dwacha”.
Dopisane i zaakceptowane fragmenty będziemy ( „my”, bo przy współpracy Doris, mojej administratorki strony)
zamieszczać w specjalnie utworzonej na ten cel zakładce.
A jeśli rzeczywistość przerośnie wyobraźnię,
to …
nie wiem, co się stanie.


Teksty proszę przesyłać na mój adres e-mailowy machomania@machomania.pl


* * *


Urodziny komornika Dwacha

      
       Oj działo, się działo w naszym powiecie przez dwie ostatnie niedziele. I nie żeby o Wielkanoc to chodziło, ani ją poprzedzającą Palmową, choć Panu Bogu i najświętszej Panience miejsce godne oddać należy, należy przecież. Działo się owo ważne z racji zupełnie innej, ważniejszej o wiele, bo przecież Pana Boga Dwacha Grzegorza ( Miłościwie Nam Panującego Komornika)  za stóp łapiących było przez te dwa tydnie więcej, niźli nieraz na Święcenie do kościoła proboszcza Zajdy zajrzy.
       -Piękny dzień Panie Komorniku  - zaczęło się wszystko słowem skromnym i z szacunkiem w Wigilię Palmową. To stara Łazuniowa ukłoniła się Panu Komornikowi grzecznie i jeszcze na wszelki wypadek przychyliła głowę wnuczki, co mogłaby hardo spojrzeć w oczy władzy, bo nieuczone jeszcze toto, ledwie skończyło zerówkę, a i to przecież w przedszkolu.
Komornik Dwach Grzegorz nawet jednak nie spojrzał na dziewczynkę, tylko delikatnie operując teczką z cielęcej skóry minął kobietę, myśląc przy tym, że skoro wpłaca połowę swojej niziutkiej renciny, to ją dalej, aż do śmierci wpłacać będzie. A potem przeszedł szybko aż do szklanych drzwi, gdzie już odźwierny komorniczy, Lasoń( recydywista i alimenciarz dożywotni, ale poza tym uczciwy - taki, co przypowie to oraz owo w konfidencji, albo nawet bażanta z wydłubanym śrutem przyniesie w porze Bożego Narodzenia).
       - Boże szczęść, Panie Komorniku – wykrztusił wyuczoną formułkę Lasoń, która, jak się poniewczasie okazało, wyjątkowo trafną tego dnia była.
       - Witajcie Lasoń – Dwach Grzegorz w swojej łaskawości podał mu rękę do pocałowania. – Dużo tam tej hałastry?
Pytanie było poważne, bo był to akurat czwartek, dzień dla dłużników naznaczony, którego komornik prawdę mówiąc nie lubił, bo różne zdarzały się weń przeróżne historie, a już na pewno płacz, spazmy, próby przekupstwa oraz szantażu, a nawet i szalbierstwa.
       - Oj dużo dziś narodu – zgodnie z prawdą odpowiedział Lasoń. – W szczególności całe zakłady metalowe stoją, bo oni już szósty miesiąc bez pracy, to i w się im gotówka pokończyli.
       Jednakże Dwach Grzegorz nowych dłużników lubił. Zawsze to spraw przybywało, nieraz i rąk do pracy w majątku, a od czasu do czasu dało się też wypatrzeć twarzyczkę, co choć wystraszona, to jednak spoglądała na majestat komorniczy z właściwym zainteresowaniem.
       - Dzień dobry Panie Komorniku – aplikantka Wartecka odebrała teczkę z rąk Komornika, a na stole dymiła już kawa jacobs ulubiona.

09-05-2011 14:36:02

Komentarze (0)

Brak wystawionych opinii...

Wystaw komentarz

Nick:

Email:

Trerść:

« powrót