Witam w machomanii

[...] 

           Jakieś sześć lat temu odkryłem, że jestem Macho.
Taki prawdziwy, najprawdziwszy; tylko, że mam „o” z laską. Lubię bawić się tą myślą, od czasu do czasu zarażam nią kogoś i czekam na dowcipny return.
Ale machos to dziś raczej przeżytek, więc zwykle dostaje mi się po nosie. Nie jestem macho, mimo, że czasem tak właśnie piszę! Powiedzcie sami - kto widział macho, co nosi okulary? Wyobrażacie sobie Henka Chinaskiego w brylach?

Na koniec tego myślenia podzieliłem swój czas na nowo. Na trzy części, w tym jedna jest tylko dla mnie. W ten sposób zostawiłem sobie dość miejsca na pisanie.
I dlatego dziś jest ta strona.
Oraz te wszystkie teksty, do których zapraszam.
  

witajcie w machomanii

Napisz...zapytaj

Imię i nazwisko:

*

Email:

*

Telefon:

Treść:

*

Poranek z lekka zezowany


28.10.11


Będzie dziś piękny jesienny dzień.
Wczoraj niby też taki się zapowiadał, ale ten dzisiaj… nie, ten dziś będzie o wiele piękniejszy.
Bardziej wieje i liście platanów kręcą piruety tak wytworne,
że nie powstydziłaby się ich nawet Dancing Queen.
Jest za trzy dziewiąta i właśnie dochodzę do rynku.
Fontanny szaleją i rynek wygląda, jakby właśnie się wystroił na imieniny
burmistrza Guliani.


- Dzień dobry!
- Dzień dobry!- odkłaniam się sklepikarzowi
o wielkiej dyniastej głowie a la Abraham Lincoln.
I jeszcze kątem oka widzę, że Delfina mocuje się
z drzwiami La Maison Nucingen.
Ale nie, one są otwarte, po prostu zamiast je przyciągnąć wpychała je do środka budynku.


- Czy pan słyszał o …? – pyta Julian Assange,
ale ja już go właściwie minąłem,
już jestem na wprost ruchomych drzwi Antoine’a,
który pozdrawia mnie znad głowy pierwszego dziś Thomasa Cromwella.
Przed boczną bramą kościoła św. Tomasza powoli przesuwa się
bmw doktora Hause’a,
z zaułka wyłania się Benedykt XVI;
wikary, co podobno był kiedyś proboszczem,
ale przegrał w karty dusze swych pobratymców Ślązaków.
I jeszcze słyszę, jak szczęka klucz w drzwiach fotografa,
Carjat Etienne’a.


Słychać „Barkę”, zaczynają grać kuranty.


- Skacze pan czy idzie? - gdzieś z dołu świata pojawia się głos
Alicji z Krainy Czarów.
- A ty idziesz do szkoły czy może cię świnka osikała? – odpowiadam pytaniem na pytanie.
I od razu odnoszę sukces, bo dziewczynkę jakby zamurowało.
- Skąd pan wie, że mam Świnkę Za - morską? – pada w końcu ze słodkich usteczek. – Została
dziś w domu, bo nie mam podwójnego siodła dla mojego Konia.
- Zaraz, zaraz… który to Koń? Czy to czasem nie ten Koń od Pipi Langstrump?
- Mhm…
- To musi być niezwykła historia – przykucam i nasze nosy są teraz tete a tete. – Zupełnie jak
ta, gdy spotkałem małego Luke’a Skywalkera, a on poprosił,
żebym mu narysował świnkę Peppę…
I potem, kiedy ona zeszła z obrazka…
- …tere fere! – Alcia wyciąga w moim kierunku drobną dłoń
zaciśniętą w piąstkę. – Tere fere!
Wakacje się dawno skończyły i dorośli mają zakaz okłamywania dzieci!
- I have a bad feeling about this,
Alice.

28-10-2011 07:48:52

Komentarze (0)

Brak wystawionych opinii...

Wystaw komentarz

Nick:

Email:

Trerść:

« powrót