Witam w machomanii

[...] 

           Jakieś sześć lat temu odkryłem, że jestem Macho.
Taki prawdziwy, najprawdziwszy; tylko, że mam „o” z laską. Lubię bawić się tą myślą, od czasu do czasu zarażam nią kogoś i czekam na dowcipny return.
Ale machos to dziś raczej przeżytek, więc zwykle dostaje mi się po nosie. Nie jestem macho, mimo, że czasem tak właśnie piszę! Powiedzcie sami - kto widział macho, co nosi okulary? Wyobrażacie sobie Henka Chinaskiego w brylach?

Na koniec tego myślenia podzieliłem swój czas na nowo. Na trzy części, w tym jedna jest tylko dla mnie. W ten sposób zostawiłem sobie dość miejsca na pisanie.
I dlatego dziś jest ta strona.
Oraz te wszystkie teksty, do których zapraszam.
  

witajcie w machomanii

Napisz...zapytaj

Imię i nazwisko:

*

Email:

*

Telefon:

Treść:

*

1. Rysy (II)*

2010-07-17

Tak, Maria czasem coś sobie zapisywała. Nie, żeby regularnie pisała, raczej zapisywała sobie niektóre myśli. Robiła to na pojedynczych żółtych karteczkach, odrywanych z nieskończonej grubości bloczka, a potem odkładała je w koperty numerowane cyframi razem przeżytych lat i tuż przed kolejnymi świętami Bożego Narodzenia „na zawsze” zaklejała. „Kiedyś” – tak to zostało uzgodnione przy pierwszej rozmowie – koperty zostaną otworzone, a oni, „oczywiście, ze razem, głuptasie” będą je czytać przez grube szkła okularów wygrzebanych z przepastnych bujanych foteli.

Nie, nigdy nikomu nie czytała nawet pojedynczych zdań. Któregoś razu zdarzyło się jednak, że długopis ledwie pisał i na spodniej, czystej kartce odcisnęły się nie tylko litery, ale i całe zdania.

Przezroczyste słowa brzmiały tak:

„Niekiedy gdzieś w moim domu przycupnie kawałek dobrej chwili,
głaszczę ją wtedy po włosach, proszę by została jak najdłużej.
Na nic!
A przecież wiem, że potrafię jej stworzyć odpowiednie warunki.
Dlaczego więc w innych domach zostaje na dłużej?”

Było już wtedy późno między nami, już wyczuwałem,
że nie mieszczę się w jej rozumieniu świata.
Ale nie było jeszcze najgorzej, nadal myśleliśmy o drugim dziecku.
(…)

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -


*Rysy(II) to jeden z rozdziałów „Dnia lunatyka”, powieści, którą napisałem w latach 2006- 2008 i wreszcie ją wydaję. Właśnie pracuję nad jej redakcją. Powinna się ukazać jesienią, pewnie pierwszy wieczór promocyjny odbędzie się w „Bazyliszku”, w gronie bliskich mi osób.

Kilka tygodni temu, już po pierwszych dyskusjach nad tekstem z redaktorem Grzegorzem Krzymianowskim (zachęcam do spojrzenia w Google, to zdolny młody pisarz) rozesłałem do kilku osób powieść z prośbą o uwagi, zwłaszcza o wskazanie rażących błędów czy sprzeczności. Muszę przyznać, że mimo fali upałów odpowiedzi nadeszły raczej sprawnie za co serdecznie dziś w tym miejscu dziękuję.

Już niemal na koniec tej pracy zdarzyło się, że sięgnąłem do „Złotego notesu” Doris Lessing, a w nim natknąłem się na pełne romantycznego uniesienia rozważania nad rolą krytyki
w literaturze. Pomijając fakt, że właśnie w domu przeżywam okres podobnego buntu u syna,
te uwagi jeszcze raz przekonały mnie do opinii, że pisze się dla czytelnika, a nie dla recenzentów bez względu na to czy myśli się czy nie o sukcesie komercyjnym utworu.

Z tym przesłaniem anonsuję więc dziś „Dzień lunatyka”.
To książka dla czytelników - jak widzę po zamówionych recenzjach – dwudziestolatków, trzydziestolatków, czterdziesto…

Jak to już dawno usłyszałem – jak się sam człowieku nie pochwalisz, nikt cię nie pochwali!

PS.

Wreszcie po wielkim deszczu, pierwsza od tygodni chwila, kiedy w pełnym dniu mogę pisać
w ogrodzie. Ale dom tak gorący, że każde zamknięcie drzwi to jakby początek seansu znanej skądinąd sauny.

17-07-2010 11:14:37

Komentarze (0)

Brak wystawionych opinii...

Wystaw komentarz

Nick:

Email:

Trerść:

« powrót