Witam w machomanii

[...] 

           Jakieś sześć lat temu odkryłem, że jestem Macho.
Taki prawdziwy, najprawdziwszy; tylko, że mam „o” z laską. Lubię bawić się tą myślą, od czasu do czasu zarażam nią kogoś i czekam na dowcipny return.
Ale machos to dziś raczej przeżytek, więc zwykle dostaje mi się po nosie. Nie jestem macho, mimo, że czasem tak właśnie piszę! Powiedzcie sami - kto widział macho, co nosi okulary? Wyobrażacie sobie Henka Chinaskiego w brylach?

Na koniec tego myślenia podzieliłem swój czas na nowo. Na trzy części, w tym jedna jest tylko dla mnie. W ten sposób zostawiłem sobie dość miejsca na pisanie.
I dlatego dziś jest ta strona.
Oraz te wszystkie teksty, do których zapraszam.
  

witajcie w machomanii

Napisz...zapytaj

Imię i nazwisko:

*

Email:

*

Telefon:

Treść:

*

wrzące_bułeczki.pl

08.06.10


tych, którzy nie zdziwili się tytułem dzisiejszego odcinka
uprzedzam lojalnie, że w sytuacji upałów dostaję głupawki,
która na szczęście ma pewną urodę
o czym można się przekonać poniżej


Dostałem ostatnio trochę listów z machomanii , a jeden  (jedna?)
z gości poszedł wręcz na całość i poprosił mnie o ocenę swych wierszy nazywając mnie przy tym prawdziwym poetą z czego wymigać się jest niezwykle trudno, zważywszy na znaną moją łasość na komplementy.
Na szczęście w innym zupełnie miejscu Internetu tego właśnie dnia rozstrzygnął się konkurs poetycki, w którym nieopatrznie wziąłem
udział z  „Szalonym Krzysztofem”, więc przepadłszy z kretesem poza annały, z łatwością, lekkością, a nawet pewną kokieterią odpisałem osobie pytającej (skądinąd miłej, pełnej czaru i talentu, którego mnie raczej poskąpił P.T. Los), że nie podejmuję się takiej oceny, gdyż stosownych uczelni nie skończyłem, a to tylko upoważniałoby mnie do podejmowania się tak poważnych wyzwań.

Otrzymałem także parę zdjęć. Jak to bywa w dzisiejszych czasach, zrodziły się one za pomocą kilkumilionopikselowego telefonu i z takąż gracją celebrowały swój krótki międzykomputerowy byt w moim świecie. Muszę przyznać, że mimo to wydały mi się pełnymi uroku i bawiłem się nimi, pieściłem, deliberowałem nad, aż w końcu przyszła niestety pora,
by je pożegnać.  Choć ni ze mnie Shrek, ni rencista i ni tryumfator za te wszystkie dowody sympatii – a także za spodziewane następne - Apollo, mój ty grecki bogu poezji (obecnie zdaje się jednak w kryzysie) serdeczne proszę cię zapłać.

Najważniejszą jednak informacją minionego międzyczasu jest to,
że rozpocząłem nową rzecz, nową książkę! Wydarzyło się to nagle,
a stało z takim napięciem, że kiedy skończyłem pierwszy rozdział
i uznałem go za dobry, cieszyłem się niemal jak dziecko. Niewyspany (budziłem się kilka razy po nocy, by dopisać lub poprawić kolejne słowa) wstałem dnia następnego ze śpiewem na ustach… i to właśnie spowodowało oskarżenie mnie o coroczny wysyp głupawki. Po katastrofie w Smoleńsku, po powodzi pierwszej i drugiej fali, po ciosach poniżej pasa w kampanii prezydenckiej,  po 0:6 w jednostronnie nieznanej naszej drużynie grze z angielska zwanej futbolem lub soccerem, wreszcie po zapowiedzianym już początku największego w tym wieku ataku komarów - zarzut ten wywołał we mnie politowanie, został zlekceważony oraz uznany wprost za pomówienie.

Ale potem, pierwszego dnia, gdy temperatura przekroczyła trzydzieści trzy stopnie, poczułem, że Oni (któż to są Oni? znacie ich czy też ukrywają się za pelerynami Waszej autocenzury?) mogli mieć rację.
Bo przecież Oni wszystko wiedzą… I - ucieszyłem się!! Wszak moja głupawka – pomyślałem -  udokumentowana jest w co najmniej kilku miejscach na tej stronie, bo okresy tworzenia kolejnych tomików poetyckich zawsze przechodzą przez jej apogeum, letnią kanikułę. Jestem też – przypominam to sobie teraz jasno i dokładnie - autorem utworu pod znamiennym tytułem „Latem piszę wiersze”. A kiedy ostatnio, zupełnie przypadkiem, zanurzyłem się w jakieś czasopismo psychologiczne, gdzie było mi dane zapoznać się z eksperymentem,
w którym udowodniono, że gołębie mogą w wyniku doświadczenia nabawić się przesądów – śmiałem się do rozpuku z tych biednych… ludzi, przecież nie ptaków! Toteż teraz, w wyniku ciągnionej analizy beznadziejnego przypadku, jakim jestem, jako podmiot furor poeticus zastanawiam się, czy moja głupawka jest samoistna czy raczej przesądowa. Chodziłoby mi o wyjaśnienie czy występuje ona z chwilą pojawienia się upałów czy też właśnie jej występowanie
sprowadza okrutne fale gorąca…



10-06-2010 10:41:03

Komentarze (0)

Brak wystawionych opinii...

Wystaw komentarz

Nick:

Email:

Trerść:

« powrót