Witam w machomanii

[...] 

           Jakieś sześć lat temu odkryłem, że jestem Macho.
Taki prawdziwy, najprawdziwszy; tylko, że mam „o” z laską. Lubię bawić się tą myślą, od czasu do czasu zarażam nią kogoś i czekam na dowcipny return.
Ale machos to dziś raczej przeżytek, więc zwykle dostaje mi się po nosie. Nie jestem macho, mimo, że czasem tak właśnie piszę! Powiedzcie sami - kto widział macho, co nosi okulary? Wyobrażacie sobie Henka Chinaskiego w brylach?

Na koniec tego myślenia podzieliłem swój czas na nowo. Na trzy części, w tym jedna jest tylko dla mnie. W ten sposób zostawiłem sobie dość miejsca na pisanie.
I dlatego dziś jest ta strona.
Oraz te wszystkie teksty, do których zapraszam.
  

witajcie w machomanii

Napisz...zapytaj

Imię i nazwisko:

*

Email:

*

Telefon:

Treść:

*

Prasówka z seksu Wenusjanów i Marsjanek

15.05.10


W związku z proseksownym charakterem bieżącego wiosennego
okresu moje ulubione periodyki prześcigały się w ostatnim tygodniu
w omawianiu problematyki kto, z kim, ile razy i w jaki sposób.
Choćbym chciał, nie potrafiłbym się oprzeć owej fali, stąd więc w ogóle nie chciałem i dzięki temu m.in. zapoznałem się z doniesieniami o 12 775 kochankach Warrena Beaty, pięcioma tysiącami idącego
„na mistrza” ledwie 44-letniego Charlie Sheena,
dwu i pół tysiącu słynnego rumuńskiego eks - tenisisty
  Ilie Nastase, dwoma tysiącami zdobytych kobiet Jacka Nicholsona, tysiącami Keitha Richardsa z Rolling Stones oraz Earvina "Magic" Johnsona i już tylko zaledwie 148 uwiedzionymi damami kawalera de Seingalt, znanego szerzej jako Giacomo Girolamo Casanova.


Zapewne z powodu konieczności utrzymania pewnej sexual correctness redaktorzy rzucili też przed moje oczy szczegóły właśnie prowadzonego
w Las Vegas australijskiego (!)  reality show, w którym trzy jeszcze-dziewice za 20 tysięcy dolarów plus 90 procent z utargowanej sumy wystawiły swoje wianki na aukcję oraz plany organizatorów warszawskich targów erotycznych, podczas których redaktorka
znanego ponoć porno - czasopisma, niejaka Marlena zamierza pobić ogólnoświatowy rekord zakończonych ejakulacją „wsadów” – wynoszący obecnie zaledwie 919 skończonych orgazmów! - ustanowiony na tychże targach kilka lat temu przez niemniej słynną Amerykankę Lisę Sparxxx.


Do pełnej palety przeglądu prasy (który, zauważam, zaowocował stwierdzeniem osoby bliskiej „przestań się bałwanić i zajmij czymś normalnym”) miałem w planie dołączyć jeszcze pełen swoistej urody artykuł polityki.pl na temat życia seksualnego Polski Ludowej z cytatami m.in. z Osieckiej, Bakuły, Piwowskiego i Głowackiego i byłby to już koniec opisu tego wiosenno – radosnego deszczowego post - żałobnego okresu, gdyby nie audiobook „Z głowy” ostatniego z właśnie  wymienionych,
a w nim anegdota o śp. Janie Himilsbachu, który zaplątany w trójkącie bermudzkim Hybrydy – Bar Przechodni – Przychodnia skórno
– weneryczna w kolejce do lekarza wyjaśnił kiedyś Głowackiemu,
że panienka uczciwie go ostrzegała przed zbliżeniem,
ale on odpowiedział jej honorowo „nic nie szkodzi,
jestem mężczyzną” i syfa,
tak jak wszyscy pozostali w kolejce, złapał.


W kontekście opisanych tu wcześniej epokowych sukcesów współczesnych mi seksualnych kosmitów  (zwłaszcza zwracam uwagę
na wciąż młodego pana Sheena oraz równie ambitną panią Sparxxx) anegdota ta wydała mi się niezwykle czarująca i ogromnie humanistyczna o czym niniejszym donoszę oczekując komentarzy.


Z poważaniem
wasz macha

16-05-2010 21:19:12

Komentarze (0)

Brak wystawionych opinii...

Wystaw komentarz

Nick:

Email:

Trerść:

« powrót