Witam w machomanii

[...] 

           Jakieś sześć lat temu odkryłem, że jestem Macho.
Taki prawdziwy, najprawdziwszy; tylko, że mam „o” z laską. Lubię bawić się tą myślą, od czasu do czasu zarażam nią kogoś i czekam na dowcipny return.
Ale machos to dziś raczej przeżytek, więc zwykle dostaje mi się po nosie. Nie jestem macho, mimo, że czasem tak właśnie piszę! Powiedzcie sami - kto widział macho, co nosi okulary? Wyobrażacie sobie Henka Chinaskiego w brylach?

Na koniec tego myślenia podzieliłem swój czas na nowo. Na trzy części, w tym jedna jest tylko dla mnie. W ten sposób zostawiłem sobie dość miejsca na pisanie.
I dlatego dziś jest ta strona.
Oraz te wszystkie teksty, do których zapraszam.
  

witajcie w machomanii

Napisz...zapytaj

Imię i nazwisko:

*

Email:

*

Telefon:

Treść:

*

Koniec „Para_Europejskiej”?

13.03.10

      
Dwa lata temu regularnie zacząłem bywać w lokalnym aquaparku.
Po kilku tygodniach zauważyłem barwną menażerię jego saun
i postanowiłem ją sportretować mając w pamięci „Cafe Panika” Topora.
Z czasem urodziło się z tego pomysłu kilkanaście scen, które albo można przeczytać na machomanii, albo – tu muszę się przyznać do grzechu zaniechania – wciąż straszą wordowskimi ikonami na pulpicie mojego dell’a.  We wrześniu 2009 roku przy okazji spotkania w bielskim pubie literackim „Bazyliszek” zaprezentowałem nawet dwa z końcowych tekstów, „Wiosenny harlequin” i „Butlonosy kontra terroryści” i muszę się pochwalić, iż przeczytane wobec wymęczonej już nieco P.T. Publiczności teksty pobudziły ją do ostatnich tego wieczorku uśmiechów, co pozwoliło w przyjemnej atmosferze zakończyć tamten sympatyczny  wtorek.

Tak się jednak jakoś złożyło, że pisząc ostatnie linijki „Butlonosego” miałem dziwne wrażenie ukończenia książki, co kłóciło się z moim wcześniejszym planem w tej sprawie. Z tego też powodu długo
i wytrwale okłamywałem samego siebie (ale także i pytających)
i prezentowałem stanowczy pogląd dalszej kontynuacji
„Sauny Para_Europejskiej”.

Dziś donoszę, że poza zamknięciem kilku już rozpoczętych rozdzialików dalszej części NIE BĘDZIE, bowiem „SP_E” przestała istnieć.
Pewnie nieświadomi niczego administratorzy aquaparku
nawet tego nie zauważyli ciesząc się rosnącą frekwencją i cenami biletów, ale ja, aby skończyć tę nieskończoną historię, donoszę,
że wyimaginowana maglownica spraw parowych odeszła w zapomnienie. Od wielu miesięcy nie widziałem już Dachówy, Ujemna Waga zmężniał
i ma trzech aż zmienników, z Gangu Architektów czasem tylko potykam się o długie nogi Alexa, a tłum świeżaków – naprawdę nie wiem,
skąd co trzy dni tylu ich się nagle bierze? przecież to racjonalnie niewytłumaczalne! – opanował wszystkie możliwe miejsca i sprostytuował rytuały, których uczyłem się z szacunkiem i radością. Już nie rozmawia się w „dziewięćpiątce”. Już wszyscy wszystkim nie przybijają piątki. Zwyczaj wachlowania i przygotowywania zapachów uprzemysłowiła obsługa, a o dostęp do ciepłego łóżka w tepidarium należy przebiegle walczyć. Niestety, uszła para z „Para_Europejskiej”…

Mnie (Nam?) została ta cieniutka książeczka.
Której pewnie znów nikt nie będzie chciał wydać!
I, chociaż nie lubię używać tego zwrotu, powinienem teraz napisać,
że „kiedyś to było lepiej!”. Ale nie napiszę. Będę się dalej mamił
tą niecielesną mgiełką, którą zauważyłem i po części opisałem,
zanim przestała istnieć. Będę jej szukał za każdym pobytem.

Świeżakom zaś - na wieki precz!!!!



13-03-2010 18:47:29

Komentarze (0)

Brak wystawionych opinii...

Wystaw komentarz

Nick:

Email:

Trerść:

« powrót