Witam w machomanii

[...] 

           Jakieś sześć lat temu odkryłem, że jestem Macho.
Taki prawdziwy, najprawdziwszy; tylko, że mam „o” z laską. Lubię bawić się tą myślą, od czasu do czasu zarażam nią kogoś i czekam na dowcipny return.
Ale machos to dziś raczej przeżytek, więc zwykle dostaje mi się po nosie. Nie jestem macho, mimo, że czasem tak właśnie piszę! Powiedzcie sami - kto widział macho, co nosi okulary? Wyobrażacie sobie Henka Chinaskiego w brylach?

Na koniec tego myślenia podzieliłem swój czas na nowo. Na trzy części, w tym jedna jest tylko dla mnie. W ten sposób zostawiłem sobie dość miejsca na pisanie.
I dlatego dziś jest ta strona.
Oraz te wszystkie teksty, do których zapraszam.
  

witajcie w machomanii

Napisz...zapytaj

Imię i nazwisko:

*

Email:

*

Telefon:

Treść:

*

Duchy PRL-u zawsze straszą?

24.03.10


Niektórzy pewnie nie wiedzą, że moim matecznikiem jest bielski "Bazyliszek".
To znaczy nie wiedzieli. Lubię ten pub za wszystko i lubię tym bardziej,
że czuję się w nim kimś więcej, niż off-owym autorem.
Wczoraj, w jeden tylko wieczór spotkałem tu Bolka i Lolka,
obie twarze kabaretu „Długi” (czy ktoś oprócz mnie jeszcze wie,
że Jacek był nabywcą mojego pierwszego „prawdziwego”,
nie-prl-owskiego samochodu?), trzech członków kabaretu DNO,
Bogusia Bierwiaczonka, Darka Paczkowskiego, Romka Karwika,
Jerzego Janeczka, Waldemara Ochnię i … Stop!
Bo właśnie o tych dwu ostatnich chcę opowiedzieć krótką anegdotę.

Ochnia, wciąż znany i ceniony parodysta, o repertuarze ponad stu głosów polskiej sztuki i polityki, ma w swoim dorobku m.in. głosy Władysława Hańczy i Wacława Kowalskiego, filmowych Kargula i Pawlaka z giganta PRL-u, filmu Sylwestra Chęcińskiego „Sami swoi”. Wczorajszego wieczoru na scenie Teatru Polskiego
artysta po raz kolejny przypomniał sprzeczki obu bohaterów filmu,
a uczynił to z werwą za którą doświadczony przecież na scenie Jacek Łapot
nie potrafił nadążyć w zadaniu wymiany  kapeluszy na głowie parodysty.

Jakiś czasem potem, właśnie w czasie tradycyjnej kolacji w „Bazylu” wśród gości pojawił się zaś drugi z bohaterów opowieści - Jerzy Janeczek, filmowy Witia Pawlak, co to „nie może być” Na kocie?” z targu na oklep przyjechał.
Piotr Skucha, który zapoznał obu panów (cóż za spotkanie?!! Legenda przeplotła się
z rzeczywistością i kolejną legendą!) poprosił, by Ochnia Pawlakowym, Kazimierzowym głosem powitał „syna”. Przez  krótki czas trwało napięcie,
przez moment Ochnia się spiął, przez sekundę Janeczek  zastygł…
A potem, ku zaskoczeniu wszystkich, obu panów zeżarła trema!!

Końców koniec więc (pamiętacie jeszcze ten zwrot? Tak, to L…!)  Waldemar Ochnia wydukał coś w stylu „ta joj, wyrósł ty strasznie przez te lata!”,
a Jerzy Janeczek serdecznie go uścisnął. Po chwili nad niezręcznością i spotkaniem zatryumfowały tradycyjne pierogi…

Przyglądałem im się jednak jeszcze przez chwilę, spoglądałem w wyrzeźbione życiem twarze. Zgadywałem, jak to możliwe, by dwu aktorom, komediowym
w końcu, zabrakło rezonu w tak pięknej chwili?
Czyżby Waldemar Ochnia poczuł się, jakby zobaczył ducha?
A może Jerzy Janeczek zmroził atmosferę swym
zbyt dosłownym, PRL-owskim jestestwem?

Wieczór trwał, głosy w „Bazylu” szemrały. Nie znalazłem odpowiedzi…

24-03-2010 18:56:40

Komentarze (0)

Brak wystawionych opinii...

Wystaw komentarz

Nick:

Email:

Trerść:

« powrót