Witam w machomanii

[...] 

           Jakieś sześć lat temu odkryłem, że jestem Macho.
Taki prawdziwy, najprawdziwszy; tylko, że mam „o” z laską. Lubię bawić się tą myślą, od czasu do czasu zarażam nią kogoś i czekam na dowcipny return.
Ale machos to dziś raczej przeżytek, więc zwykle dostaje mi się po nosie. Nie jestem macho, mimo, że czasem tak właśnie piszę! Powiedzcie sami - kto widział macho, co nosi okulary? Wyobrażacie sobie Henka Chinaskiego w brylach?

Na koniec tego myślenia podzieliłem swój czas na nowo. Na trzy części, w tym jedna jest tylko dla mnie. W ten sposób zostawiłem sobie dość miejsca na pisanie.
I dlatego dziś jest ta strona.
Oraz te wszystkie teksty, do których zapraszam.
  

witajcie w machomanii

Napisz...zapytaj

Imię i nazwisko:

*

Email:

*

Telefon:

Treść:

*

Zapraszam do "BAZYLISZKA"


Już po raz drugi mam zaszczyt zaprosić
Wszystkich Państwa
do "BAZYLISZKA"...



Bazyliszek Bielsko-Biała

bazyliszek.jpg

2010-03-28 14:32:28

Czytaj komentarze (0) / Dodaj komentarz

Duchy PRL-u zawsze straszą?

24.03.10


Niektórzy pewnie nie wiedzą, że moim matecznikiem jest bielski "Bazyliszek".
To znaczy nie wiedzieli. Lubię ten pub za wszystko i lubię tym bardziej,
że czuję się w nim kimś więcej, niż off-owym autorem.
Wczoraj, w jeden tylko wieczór spotkałem tu Bolka i Lolka,
obie twarze kabaretu „Długi” (czy ktoś oprócz mnie jeszcze wie,
że Jacek był nabywcą mojego pierwszego „prawdziwego”,
nie-prl-owskiego samochodu?), trzech członków kabaretu DNO,
Bogusia Bierwiaczonka, Darka Paczkowskiego, Romka Karwika,
Jerzego Janeczka, Waldemara Ochnię i … Stop!
Bo właśnie o tych dwu ostatnich chcę opowiedzieć krótką anegdotę.

Ochnia, wciąż znany i ceniony parodysta, o repertuarze ponad stu głosów polskiej sztuki i polityki, ma w swoim dorobku m.in. głosy Władysława Hańczy i Wacława Kowalskiego, filmowych Kargula i Pawlaka z giganta PRL-u, filmu Sylwestra Chęcińskiego „Sami swoi”. Wczorajszego wieczoru na scenie Teatru Polskiego
artysta po raz kolejny przypomniał sprzeczki obu bohaterów filmu,
a uczynił to z werwą za którą doświadczony przecież na scenie Jacek Łapot
nie potrafił nadążyć w zadaniu wymiany  kapeluszy na głowie parodysty.

Jakiś czasem potem, właśnie w czasie tradycyjnej kolacji w „Bazylu” wśród gości pojawił się zaś drugi z bohaterów opowieści - Jerzy Janeczek, filmowy Witia Pawlak, co to „nie może być” Na kocie?” z targu na oklep przyjechał.
Piotr Skucha, który zapoznał obu panów (cóż za spotkanie?!! Legenda przeplotła się
z rzeczywistością i kolejną legendą!) poprosił, by Ochnia Pawlakowym, Kazimierzowym głosem powitał „syna”. Przez  krótki czas trwało napięcie,
przez moment Ochnia się spiął, przez sekundę Janeczek  zastygł…
A potem, ku zaskoczeniu wszystkich, obu panów zeżarła trema!!

Końców koniec więc (pamiętacie jeszcze ten zwrot? Tak, to L…!)  Waldemar Ochnia wydukał coś w stylu „ta joj, wyrósł ty strasznie przez te lata!”,
a Jerzy Janeczek serdecznie go uścisnął. Po chwili nad niezręcznością i spotkaniem zatryumfowały tradycyjne pierogi…

Przyglądałem im się jednak jeszcze przez chwilę, spoglądałem w wyrzeźbione życiem twarze. Zgadywałem, jak to możliwe, by dwu aktorom, komediowym
w końcu, zabrakło rezonu w tak pięknej chwili?
Czyżby Waldemar Ochnia poczuł się, jakby zobaczył ducha?
A może Jerzy Janeczek zmroził atmosferę swym
zbyt dosłownym, PRL-owskim jestestwem?

Wieczór trwał, głosy w „Bazylu” szemrały. Nie znalazłem odpowiedzi…

2010-03-24 18:56:40

Czytaj komentarze (0) / Dodaj komentarz

Koniec „Para_Europejskiej”?

13.03.10

      
Dwa lata temu regularnie zacząłem bywać w lokalnym aquaparku.
Po kilku tygodniach zauważyłem barwną menażerię jego saun
i postanowiłem ją sportretować mając w pamięci „Cafe Panika” Topora.
Z czasem urodziło się z tego pomysłu kilkanaście scen, które albo można przeczytać na machomanii, albo – tu muszę się przyznać do grzechu zaniechania – wciąż straszą wordowskimi ikonami na pulpicie mojego dell’a.  We wrześniu 2009 roku przy okazji spotkania w bielskim pubie literackim „Bazyliszek” zaprezentowałem nawet dwa z końcowych tekstów, „Wiosenny harlequin” i „Butlonosy kontra terroryści” i muszę się pochwalić, iż przeczytane wobec wymęczonej już nieco P.T. Publiczności teksty pobudziły ją do ostatnich tego wieczorku uśmiechów, co pozwoliło w przyjemnej atmosferze zakończyć tamten sympatyczny  wtorek.

Tak się jednak jakoś złożyło, że pisząc ostatnie linijki „Butlonosego” miałem dziwne wrażenie ukończenia książki, co kłóciło się z moim wcześniejszym planem w tej sprawie. Z tego też powodu długo
i wytrwale okłamywałem samego siebie (ale także i pytających)
i prezentowałem stanowczy pogląd dalszej kontynuacji
„Sauny Para_Europejskiej”.

Dziś donoszę, że poza zamknięciem kilku już rozpoczętych rozdzialików dalszej części NIE BĘDZIE, bowiem „SP_E” przestała istnieć.
Pewnie nieświadomi niczego administratorzy aquaparku
nawet tego nie zauważyli ciesząc się rosnącą frekwencją i cenami biletów, ale ja, aby skończyć tę nieskończoną historię, donoszę,
że wyimaginowana maglownica spraw parowych odeszła w zapomnienie. Od wielu miesięcy nie widziałem już Dachówy, Ujemna Waga zmężniał
i ma trzech aż zmienników, z Gangu Architektów czasem tylko potykam się o długie nogi Alexa, a tłum świeżaków – naprawdę nie wiem,
skąd co trzy dni tylu ich się nagle bierze? przecież to racjonalnie niewytłumaczalne! – opanował wszystkie możliwe miejsca i sprostytuował rytuały, których uczyłem się z szacunkiem i radością. Już nie rozmawia się w „dziewięćpiątce”. Już wszyscy wszystkim nie przybijają piątki. Zwyczaj wachlowania i przygotowywania zapachów uprzemysłowiła obsługa, a o dostęp do ciepłego łóżka w tepidarium należy przebiegle walczyć. Niestety, uszła para z „Para_Europejskiej”…

Mnie (Nam?) została ta cieniutka książeczka.
Której pewnie znów nikt nie będzie chciał wydać!
I, chociaż nie lubię używać tego zwrotu, powinienem teraz napisać,
że „kiedyś to było lepiej!”. Ale nie napiszę. Będę się dalej mamił
tą niecielesną mgiełką, którą zauważyłem i po części opisałem,
zanim przestała istnieć. Będę jej szukał za każdym pobytem.

Świeżakom zaś - na wieki precz!!!!



2010-03-13 18:47:29

Czytaj komentarze (0) / Dodaj komentarz

seanse w kinie światowid

07.03.10

w maleńkiej salce kina światowid
od lat oglądam najpiękniejsze filmy świata
takie których nie puszczają w żądnych
cinema city czy heliosach

chodzą tu niezwyczajni ludzie
cuddzieci
licealiści
studenci
i dorośli (zebrani w pary i małżeństwa)
oraz
      kobiety w wieku porębnym

te ostatnie budzą we mnie prawdziwy strach
gdy dwójkami trójkami czwórkami
a czasem nie daj bóg pojedynczo
zasiadają króciutkie rzędy
i z rękami pod boki wyoglądują mi
najpiękniejsze sceny

gdzie się podziali ich mężczyźni
zawsze wtedy zgaduję
ci łysi i ci brodaci
ci z posturami trzciny
i ci opaśli  jak woły
(jak te
które dziadek i ojciec
szlachtowali schludnie rok w rok
na miesiąc przed wigilią)

czy oni jeszcze żyją?
a jak żyją, to czemu już umarli?
i gdzie poszli?
i co robią teraz?
te pytania zabijają we mnie sens
w porze seansów

na szczęście
tuż po filmie
kobiety w wieku porębnym
znikają żwawo wśród eklektycznych
kamienic
a w świetle tramwajów budzi się
moja wiara w życie poskładane z  happy endów

podglądam wtedy przez okna wagonów
zawieszone na męskich wyprężonych  przedramionach
młódki krasnolice co dumnym wzrokiem
z jasnego w mrok patrzą i nie chcą widzieć
rozszeleszczonych cieni
w płaszczach  z miejskiej nocy


2010-03-07 16:16:04

Czytaj komentarze (0) / Dodaj komentarz