Witam w machomanii

[...] 

           Jakieś sześć lat temu odkryłem, że jestem Macho.
Taki prawdziwy, najprawdziwszy; tylko, że mam „o” z laską. Lubię bawić się tą myślą, od czasu do czasu zarażam nią kogoś i czekam na dowcipny return.
Ale machos to dziś raczej przeżytek, więc zwykle dostaje mi się po nosie. Nie jestem macho, mimo, że czasem tak właśnie piszę! Powiedzcie sami - kto widział macho, co nosi okulary? Wyobrażacie sobie Henka Chinaskiego w brylach?

Na koniec tego myślenia podzieliłem swój czas na nowo. Na trzy części, w tym jedna jest tylko dla mnie. W ten sposób zostawiłem sobie dość miejsca na pisanie.
I dlatego dziś jest ta strona.
Oraz te wszystkie teksty, do których zapraszam.
  

witajcie w machomanii

Napisz...zapytaj

Imię i nazwisko:

*

Email:

*

Telefon:

Treść:

*

5 słów ombudsmana

24.02.10


„ To Polska, nie rozumie Pan?” odpowiedział wczoraj Janusz Kochanowski, Rzecznik Praw Obywatelskich RP na pytanie dlaczego umierają kolejne moje idee. Potem podał mi dłoń miękką, uprzejmą, nie spoconą.
Za plecami, na białym nakryciu, królowały kanapki.


2010-02-24 13:12:45

Czytaj komentarze (1) / Dodaj komentarz

Być jak Barbie

22.02.10


Barbie to amerykańska lalka produkowana przez Mattel,
jedna z najlepiej sprzedających się zabawek i jednocześnie najbardziej znanych ikon kultury masowej. Jak informuje Wikipedia, została stworzona przez Ruth Handler w 1958 na podstawie przeznaczonej dla dorosłych niemieckiej lalki Lilly. Lalka zadebiutowała 9 marca 1959 na nowojorskich targach zabawek. Nazwa Barbie jest zdrobnieniem
od imienia córki Ruth Handler, Barbary, dla której Ruth kupiła egzemplarz Lilly podczas pobytu w Szwajcarii. Pełne nazwisko lalki to Barbara Millicent Roberts. Stanowi ono tylko część wymyślonej biografii postaci, w której występują także Ken - chłopak Barbie i jej przyjaciółka – Teresa. Dziś, pół wieku później i z pięćdziesiątką na karku Barbie trzyma się nadal świetnie. W samym tylko USA w ciągu każdej sekundy sprzedaje się trzy Barbie, a ilość lalek jest większa
od ilości mieszkańców kraju (ok.308 mln).

Wzorem lalki co roku aż 50 tysięcy Amerykanek oddaje się w ręce chirurga, by móc paradować w spodniach biodrówkach i krótkim T-shircie a la Barbie. W ojczyźnie lalki furorę robi talia osy i płaski brzuszek.
Z kolei w Europie, by być jak Barbie, kobiety powiększają usta.
Moda na pełne i słodkie usteczka trwa od początku lat dziewięćdziesiątych, a gustują w niej głównie Angielki i Niemki.
W Chinach ideałem piękna są to nogi a la Barbie. Dziewczynkom już nie krępuje się stópek, za to łamie się kości udowe. Zanim się zrosną,
można je wydłużyć nawet o 10 centymetrów. Argentyńscy chirurdzy
nie narzekają na brak pracy (czy pieniędzy) z innego powodu – mają moc pracy podczas powiększania i podciągania biustów. Brazylijki zaokrąglają pośladki. Z innych regionów świata - Iranki zmniejszają nosy, Hinduski rozjaśniają skórę, a Koreanki powiększają oczy. W każdym z tych przypadków celem jest dążenie do znanego ideału.

Czy może znacie Fullę? Nie? A znają ją chyba wszystkie dziewczynki
w krajach arabskich! Choć podobna do Barbie, Fulla hołduje jednak tradycyjnym muzułmańskim wartościom, jej światem jest głównie dom
i rodzina (bywa również kobietą nowoczesną – np. lekarką czy nauczycielką). Fulla ma nie mniejszą od Barbie liczbę akcesoriów
i strojów. Mimo, że są one bardzo różnorodne i kolorowe, to jednak ramiona lalki nie są nigdy odkryte, a spódniczka zawsze sięga kolan.
Jak przystoi lalce z muzułmańskim rodowodem, Fulla dysponuje także tradycyjnymi strojami. Takim na przykład jest klasyczna arabska abaya, czy zestaw do porannej modlitwy.

Pani Bettina Dorfmann z Dusseldorfu zgromadziła już przeszło 6 tysięcy postaci Barbie i zbiera nadal. Jej dom to wręcz muzeum poświęcone najsłynniejszej lalce świata.

Natomiast w spektaklu polskiej performerki Alicji Żebrowskiej
bohaterka rodzi Barbie, co jest przesłaniem mówiącym
o oczekiwanej przez społeczeństwo roli kobiety.

Obie panie – choć oczywiście z różnych zupełnie perspektyw
– przyczyniają się do tworzenia kultu plastikowej gwiazdy.

Od pół wieku dla dziewczynek z całego świata lalka Barbie to ideał kobiecego piękna. Przed wielu laty tak na przykład pomyślała Sarah Burge, Brytyjka zwana dziś „Żywą Barbie”. Sara zapragnęła wyglądać równie pięknie, jak Barbie i w tym celu przeszła ponad sto operacji plastycznych (niektóre źródła wyliczają tę liczbę nawet na 147), których celem było maksymalne zbliżenie się do ideału.
Operacje te kosztowały ją ponad pół miliona funtów!

Dziś Sarah ma 50 lat, mieszka w Wielkiej Brytanii i ma troje dzieci.
W międzyczasie próbowała swoich sił w aktorstwie, brała udział
w konkursach piękności, była modelką Playboya. Z czasem stała się medialną ekspertką od operacji plastycznych i dbania o ciało - kosmetyki, makijażu, gimnastyki i odżywiania. - To, co wydarzyło się w moim życiu, pozwoliło mi na to, żebym stała się tym, kim jestem teraz – mówi.

Zdaniem Sarah, wszystko to bardzo się opłaciło się:

- Jak patrzę na siebie teraz, widzę osobę zadowoloną z życia, szczęśliwą, dumną z rodziny i męża. Nie żałuję niczego, korzystam
z każdej chwili i wykorzystuję każdy dzień, bo jutro może mnie nie być.

Sarah wciąż jeszcze nie zamierza się zestarzeć. I choć jej najstarsza córka ma już 26 lat, na myśl o wnukach się krzywi. - Nie lubię słowa babcia, muszę wymyślić jakąś inną nazwę – mówi.

Wpisując nazwisko Sarah Burge w Google można bez większego wysiłku prześledzić na zdjęciach drogę, jaką przeszła „Żywa Barbie” by zbliżyć się do swego popkulturowego ideału. Ale ostatnie fotografie nie są zbyt optymistyczne, widać na nich bezwzględny upływ czasu, siły z którą Sarah wygrać nie potrafi. Rzucony przez internautów żart o stu czterdziestu siedmiu stygmatach konsumpcjonizmu brzmi w tym kontekście już nie obrazoburczo, a po prostu groteskowo.

2010-02-22 14:25:53

Czytaj komentarze (0) / Dodaj komentarz

Sałata lodowa z avocado

04.02.10

Sałatę lodową porwać palcami na kawałki (nie kroić nożem!).

Avocado i dużego pomidora pokroić na duże cząstki,
dodać ok. 15 oliwek czarnych.

Dodać kilka listków pokrojonej bazylii (świeżej!).


         Przyrządzić sos:

         1 łyżka soku z cytryny plus 3 łyżki oliwy, 1 ząbek czosnku
         przeciśnięty przez praskę.

         Sos wymieszać.

         Polać sałatę, delikatnie całość wymieszać.

         Ułożyć na talerzu wykorzystując naturalną grę kolorów użytych
         składników.

 
PS.

Najlepiej byłoby oczywiście zaprosić mnie na tak przyrządzoną sałatkę. Przepis jest oryginalny i, w przeciwieństwie do wielu, które można znaleźć w literaturze, choćby u Vonneguta, sprawdzony. Zapewniam,
że potrafię docenić walory  smakowe i estetyczne przyrządzonego posiłku oraz że z radością wdam się  w solidną dyskusję
z zapraszającym. Jest tylko jedno „ale”. Nie jest wskazane,
aby rozmowa dotyczyła przyrządzania serwowanych dań.
Piszę te słowa we Włoszech, ojczyźnie tak wielu  ulubionych moich potraw, że na koniec muszę wspomnieć chociaż dwie najważniejsze
z nich, te ze zdwojoną spółgłoską: pizza oraz penne.
Warto jednak zauważyć, że dania te właściwie smakują dopiero
w połączeniu z magicznym dla Włocha słowem mamma.
To ono jest bowiem ostatecznym synonimem najlepszej kuchni.

2010-02-04 08:24:01

Czytaj komentarze (0) / Dodaj komentarz