Witam w machomanii

[...] 

           Jakieś sześć lat temu odkryłem, że jestem Macho.
Taki prawdziwy, najprawdziwszy; tylko, że mam „o” z laską. Lubię bawić się tą myślą, od czasu do czasu zarażam nią kogoś i czekam na dowcipny return.
Ale machos to dziś raczej przeżytek, więc zwykle dostaje mi się po nosie. Nie jestem macho, mimo, że czasem tak właśnie piszę! Powiedzcie sami - kto widział macho, co nosi okulary? Wyobrażacie sobie Henka Chinaskiego w brylach?

Na koniec tego myślenia podzieliłem swój czas na nowo. Na trzy części, w tym jedna jest tylko dla mnie. W ten sposób zostawiłem sobie dość miejsca na pisanie.
I dlatego dziś jest ta strona.
Oraz te wszystkie teksty, do których zapraszam.
  

witajcie w machomanii

Napisz...zapytaj

Imię i nazwisko:

*

Email:

*

Telefon:

Treść:

*

Jaśmin

28.10.10


Yasmin Levy siewa w języku ladino,
którym posługuje się  nie więcej, niż  200 tysięcy ludzi na świecie.
 Ci Żydzi sefardyjscy po wygnaniu z półwyspu Iberyjskiego osiedlili się  głównie w Imperium Ottomańskim i w tej izolacji pielęgnując swój język
rodzinny stworzyli jego zhebraizowaną odmianę.
Życie na pograniczu kultur: arabskiej i hiszpańskiej, a w nim nostalgia za czymś odległym i nieosiągalnym - miłością, szczęściem, dostatnim życiem
 – odcisnęły się mocno w tekstach ich pieśni.
Na koncertach Yasmin Levy  najpierw opowiada tamte historie,
 ale potem, kiedy je śpiewa, emocje i tak wstrząsają nią,
jak  trzęsienie ziemi ukochanym domem.
Słuchałem jej wczoraj, wyczuwałem to drżenie.
Ale czemu każdy jej uśmiech - nie daj Boże żart - budzą we mnie tak wielki niepokój oszustwa? – zaskoczony zapytałem siebie.
I wtedy pomyślałem o dzieciństwie.
 Tym jakże radosnym i tym cichszym, mrocznym. W psychice maleńkiego dziecka wyrasta praufność, łatwe do wydedukowania przekonanie,
że matka, ojciec
czy ukochany opiekun uchroni je przed każdym zagrożeniem.
Ale może się też w niej urodzić pralęk,
przekonanie, że zawsze coś pójdzie nie tak,
że za każdym razem pisana jest nam porażka.
 Yasmin Levy  obudziła ten mój stary, przymalowany maską dorosłości, strach.
Ale czy obudziła?
Ludzie opowiadają o swoich uczuciach obrazem, śpiewem i słowem.
Ale ja tylko słowu dziś wierzę.
Czy to właśnie dlatego, że dziecięce pralęki  już dawno - bardzo wcześnie, wiele lat temu -  pokonały wyniesioną z łona ufność?
Czy czujecie ten zapach?
To jaśmin!
Też nie wierzycie?


2010-10-28 08:11:07

Czytaj komentarze (0) / Dodaj komentarz

Wiem, że Cię nie ma, ale gdybyś był tak

czyli Nohavica, Bóg i Czesi*

15.10.10

Uwierzyć w rewolucję w moim wieku już nie mogę
I z trudem pod kapturem skrywam swoją wielką głowę
I nie smakuje mi podgotowany ryż z torebek
W kieszeni aspiryna, gdybym kiedyś był w potrzebie
A przez igielne ucho, po mojemu, przejść nie zdołam,
Przez las gnam chyłkiem, by mnie nie dopadła wilcza sfora
A co z aniołem ? –gdyby ktoś wiedzieć chciał -
Mam ledwie bliznę, bo przy mnie stał…
(fragment piosenki „Mam ledwie bliznę”)


- Dużo o miłości, dużo o życiu i dużo o Bogu... którego nie ma
 – to cały Jaromir Nohavica? 
- Ale mnie pan streścił...
Uogólniając, można tak powiedzieć, ale ja myślę, że piszę
i śpiewam o wszystkim, co mnie otacza.
Kiedy niedawno podsumowywałem swoją dotychczasową twórczość
zauważyłem, że wątkiem który coraz częściej wraca jak refren jest śmierć.
Człowiek jest istotą śmiertelną i nie ma od tego odwrotu.
Przyzwyczaiłem się do „tu i teraz”, ale dużo rozmyślam o tym,
co jest - czy raczej może być - poza życiem.
(…)


- W jednym ze swoich najsłynniejszych utworów śpiewa pan wprost:
„Wiem, że Cię nie ma, Boże, ale w końcu gdybyś był tak...” –
 jak to więc jest z tym Bogiem, którego nie ma?
– Mogę swoimi piosenkami tylko próbować skracać dystans
pomiędzy trudnym pytaniem i odpowiedzią na nie.
Wiem, że do pełnej, satysfakcjonującej odpowiedzi nie dojdę nigdy. 
(...)Nie ma jednej odpowiedzi na pytania o Bogu
- wszak jest jeden Bóg,
jest ich więcej, jest mnóstwo...
(...)


- Jest pan dla mnie podręcznikowym przykładem Czecha.
Czy pan też tak czuje?
Identyfikuje się pan w pełni ze swoim narodem? 
- Znalazłem kiedyś w jakimś polskim podręczniku językowym
określenie „pełną gębą” – bardzo mi się spodobało
i odtąd mówię o sobie „Czech pełną gębą”.
To jest dla mnie bardzo ważne.
Uważam, że w świecie pełnym ludzi,
przy powszechnej dążności do unifikacji
czyli chęci stworzenia na ziemi „wielkiego Mc Donalds’a”,
w którym wszyscy posługujemy się językiem „basic english”,
być kimś to podstawowa wartość.
Ja jestem Czechem tak, jak pan jest Polakiem
- to jest dla nas podłożem wszystkiego w życiu.
(…)
(z wywiadu Krzysztofa Knasa)

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

*"Czesi zawsze czcili: kobiety, jedzenie oraz Boga, w tej właśnie kolejności. W miarę upływu czasu, gdy przeciętny Czech starzeje się i mądrzeje, częściowo zmienia swe priorytety na: jedzenie, kobiety, Bóg. Ponadto każdy czeski obywatel wie, iż powyższe dotyczy tylko tych 10% Czechów, którzy wierzą w Boga.
U pozostałych 90% słowo Bóg powinno zostać zastąpione hokejem, piłką nożną, pieniędzmi, domkiem letniskowym, piwem czy też zbieraniem grzybów."  
Benjamin Kuras angielsko-czeski pisarz, dziennikarz, felietonista.

2010-10-16 11:48:53

Czytaj komentarze (0) / Dodaj komentarz

jesienne przeziębienie

07.10


liście się już żółcą
jeszcze nie lecą
a w radio raz dwa trzy
kobieta z przeszłością i mężczyzna po przejściach
(dopiero w tym wykonaniu polubiłem tę piosenkę)


pijam teraz herbatę z cytryną miodem sokiem malinowym i imbirem
noszę szlafmycę i szlafrok do ziemi
chrząkam śląkam i się jąkam
na nogach noszę
krokodyle kalosze


tymczasem oni tam
czy te oczy mogą kłamać

2010-10-07 21:52:32

Czytaj komentarze (1) / Dodaj komentarz