Witam w machomanii

[...] 

           Jakieś sześć lat temu odkryłem, że jestem Macho.
Taki prawdziwy, najprawdziwszy; tylko, że mam „o” z laską. Lubię bawić się tą myślą, od czasu do czasu zarażam nią kogoś i czekam na dowcipny return.
Ale machos to dziś raczej przeżytek, więc zwykle dostaje mi się po nosie. Nie jestem macho, mimo, że czasem tak właśnie piszę! Powiedzcie sami - kto widział macho, co nosi okulary? Wyobrażacie sobie Henka Chinaskiego w brylach?

Na koniec tego myślenia podzieliłem swój czas na nowo. Na trzy części, w tym jedna jest tylko dla mnie. W ten sposób zostawiłem sobie dość miejsca na pisanie.
I dlatego dziś jest ta strona.
Oraz te wszystkie teksty, do których zapraszam.
  

witajcie w machomanii

Napisz...zapytaj

Imię i nazwisko:

*

Email:

*

Telefon:

Treść:

*

Powitanie Nowego Roku w Bruneck

       05.01.10

 
Fajerwerki strzelające pod gwiazdy, petardy wybuchające
u stóp karabinierów. HURRRAAA!!!!! Nieznana z nazwy wrzaskliwa kapela
i wielotysięczny tłum młodych twarzy – z oczyma przymglonymi,
z oczyma wytrzeszczonymi, z przekrwionymi, z przemęczonymi… Zawsze z radosnymi! Z papierosem w ustach, z za głośnym krzykiem śmiechu, utopione w wybuchach rac, oplecione rękoma jej/jego,
a czasem tylko własnymi.

Powitanie roku 2010 w tyrolskim Bruneck było pewnie zwyczajne.
Zza szkieł okularów oglądałem wybuchy nasto – i - dziestoletnich radości i zachwycałem się entuzjazmem, z jakim ci młodzi witali nadzieję
na piękniejsze światy.
 
Ale w końcu oczy wygarnęły z półmroku twarze,
jak moja, już naznaczone dłutem dziesięcioleci. Wpiłem się w nie
i zobaczyłem, jak bardzo są ciche. Nie krzyczały „jeszcze”,
szeptem co najwyżej dziękowały
za skończony rok. Niejedno niepewne spojrzenie
sprzedałoby duszę za parę cichych lat więcej.


05-01-2010 20:24:40

Komentarze (1)

bb

Piszę jeden na oba te wpisy. W drugim temat rzeczywiście ładny: naturalny, nikepremedytowany noworoczny entuzjazm młodości w zetknięciu z czym? Sceptycyzmem? Realizmem? Żalem? Nostalgią? Bólem? Pogodnym pogodzeniem? Nie wiem, chyba każdy trochę inaczej.
A co do pierwszego - nie przekonuje mnie ani jeden argument, choć chyba jestem tu w cienko-piszczącej mniejszości.
1. Wydaje mi się, że oddzielenie slowa od jego twórcy stworzyło warunki, gdzie można gadać brednie, bez odpowidzialności za te twory, które żyją potem niezależnym życiem i mącą umysły
Lubię, kiedy twórca "jest ze swoim słowem" i jakoś za nie ręczy. Dlatego śpiewam lub czasem czytam moje wiersze.
2. Rousseau przeczytałem dawno trochę i wydał mi się kompletnie infantylny. Nietsche jest ciekawszy, ale jego koncepcja nadczłowieka tez jest infantylna. Krótko mówiąc, nie trawię utopii. Jedną z jej odmian są zresztą ideologie, które nas cholernie duzo kosztowały, a które gdzieś u podstaw były ucieczką przed prawdą.
3. Nie zgadzam się też,że w morzu bzdur, trzeba koniecznie mówić mądrości. Zgadzam się - trzeba, ale nie chodzi o to, żeby je mówić, bo własnie te oderwane od ludzi słowa strasznie się zdewaluowały, lecz żeby je mówić przekonywująco, a może nawet nie tyle mówić, ile komunikować i świadczyć o nich samym sobą. Jak to bardzo mądrze powiedział papież JP2: w tej chwili nie potrzeba już proroków (bo wszystko istotne zostało juz powiedziane), tylko świadków. Jednym słowem, być jest ważniejsze niż wiedzić.
I tyle tego, Drogi Gadaczu-Słuchaczu. Koniec i bomba ...
Pozdrawiam serdecznie,
b

18-01-2010

Wystaw komentarz

Nick:

Email:

Trerść:

« powrót