Witam w machomanii

[...] 

           Jakieś sześć lat temu odkryłem, że jestem Macho.
Taki prawdziwy, najprawdziwszy; tylko, że mam „o” z laską. Lubię bawić się tą myślą, od czasu do czasu zarażam nią kogoś i czekam na dowcipny return.
Ale machos to dziś raczej przeżytek, więc zwykle dostaje mi się po nosie. Nie jestem macho, mimo, że czasem tak właśnie piszę! Powiedzcie sami - kto widział macho, co nosi okulary? Wyobrażacie sobie Henka Chinaskiego w brylach?

Na koniec tego myślenia podzieliłem swój czas na nowo. Na trzy części, w tym jedna jest tylko dla mnie. W ten sposób zostawiłem sobie dość miejsca na pisanie.
I dlatego dziś jest ta strona.
Oraz te wszystkie teksty, do których zapraszam.
  

witajcie w machomanii

Napisz...zapytaj

Imię i nazwisko:

*

Email:

*

Telefon:

Treść:

*

Jeszcze o bezdomności intelektualnej


       03.08.09

 
Słuchałem wczoraj w I Programie Polskiego Radia reportażu mojego dawnego kolegi Jurka Zawardki, w którym bronił on godności żyjących jeszcze, a także i tych rozstrzelanych Powstańców Warszawskich. Akurat jest początek sierpnia,
a rocznica też dość jest okrągła, bo sześćdziesiąta piąta. Nie umiem pisać
o przeraźliwej głupocie, roztkliwiać się literacką formą nad szaletami łajna, co tylko z racji swej mnogości są w stanie zatopić największy okręt, więc wspomnę tylko,
iż rzecz była o ledwie żyjącym powstańcu (obecnie średnia wieku w gronie tych kombatantów to ponad 85 lat) , któremu współczesna policja zabrała magazyn powstańczej broni, mimo, że trzydzieści lat wcześniej nie miała do niej pretensji osławiona SB, bo uznała ją za zbiór bez wartości użytkowej  oraz o wypychaniu poza granicę działki symbolicznego krzyża pomordowanych przez Niemców w lesie sękocińskim, byle tylko terenowi przywrócić użytkową, czytaj handlową, wartość.
 
Jerzy pytał czy z dostatecznym szacunkiem czcimy naszych bohaterów.
W domyśle chodziło o naszą historię, tradycję i -  polskość. Nie dodzwoniłem się do niego niestety. Tak nerwowo zapisywałem telefon na klawiaturze, że pomyliłem cyfry. A nim znalazłem numer w Internecie audycja się skończyła. Jakie były odpowiedzi, pewnie nietrudno się domyślić. Dodam tylko tytułem zasiania ziarna optymizmu, że w studio był też trzynastoletni harcerz zauroczony historią,
i że z nadzieją w głosie broniła swoich obecnych i byłych uczniów dwójka pedagogów – historyków.

Ja także oczywiście chciałem ponarzekać, wściekły jak rzadko  byłbym pewnie wykrzyczał to, co teraz napiszę – że mój post o bezdomności intelektualnej wzbudził zaskakujące zainteresowanie, że niestety każda z osób, które  się wypowiadała uczyniła to anonimowo, że musiałem na poprośbę autora usunąć jedyny odważny wpis (dotyczył bezdomności korporacyjnej), że każdy z moich rozmówców do bólu czuł się bezdomny i bezpolski intelektualnie,
a jeśli już z jakimś miejscem deklarował związek, to był to właśnie Kraków.
I że siedemnastolatek odpowiedział, iż czuje się przede wszystkim europejczykiem, a jego dom, to te cztery ściany, bez ludzi… Oraz, że na koniec, na moje zabicie, damskie wykwintnie malowane usta spytały: ciebie to naprawdę obchodzi?
 
Powstanie Warszawskie stawia mnie na baczność z bezmiaru szacunku.
Na jego zrębach można zbudować każdą jedną polskość i każde człowieczeństwo.
Ktoś, kto się z nim identyfikuje, nie ma problemów z bezdomnością. Kilka dni temu czytałem o pięknej epidemii miłości, która łączyła w małżeństwa setki walczących (niektóre z tych małżeństw zrządzeniem losu przeżyły). I choć to może głupie
ta epidemia przypomniała mi inną, dżumy. Jak bowiem można przeczytać
w historycznych zapiskach, wtedy też na godziny przed śmiercią  ludzie sprawiali sobie wzajemnie największe z możliwych uprzejmości. Rozdawali pieniądze i dobra, sycili się, byli szczerzy, uczynni i otwarci. W obliczu pewnej, a niezawinionej śmierci radowali się…

To cud, krzyczę, że żyją jeszcze tamci ludzie(powstańcy) i to cud, płaczę, że nie umiemy im oddać właściwego szacunku. Tyle, że ten pierwszy cud jest prawdziwy, a ten drugi taki nasz, polski (boję się w tej chwili napisać, że coś jest polskie, ale piszę, bo wciąż jeszcze jestem z nadzieją). Ten drugi cud nazywa się CUDEM ZWYKŁYM GŁUPOTY, w skrócie CWG. On jest taki powszechny.
On tłumaczy wszystko, Jurku…

03-08-2009 07:38:43

Komentarze (1)

jakistam

ja nie umiem
ty nie umiesz
on, ona , ono, nie umie
my nie umiemy
wy nie umiecie
oni nie umieją

25-08-2009

Wystaw komentarz

Nick:

Email:

Trerść:

« powrót