Witam w machomanii

[...] 

           Jakieś sześć lat temu odkryłem, że jestem Macho.
Taki prawdziwy, najprawdziwszy; tylko, że mam „o” z laską. Lubię bawić się tą myślą, od czasu do czasu zarażam nią kogoś i czekam na dowcipny return.
Ale machos to dziś raczej przeżytek, więc zwykle dostaje mi się po nosie. Nie jestem macho, mimo, że czasem tak właśnie piszę! Powiedzcie sami - kto widział macho, co nosi okulary? Wyobrażacie sobie Henka Chinaskiego w brylach?

Na koniec tego myślenia podzieliłem swój czas na nowo. Na trzy części, w tym jedna jest tylko dla mnie. W ten sposób zostawiłem sobie dość miejsca na pisanie.
I dlatego dziś jest ta strona.
Oraz te wszystkie teksty, do których zapraszam.
  

witajcie w machomanii

Napisz...zapytaj

Imię i nazwisko:

*

Email:

*

Telefon:

Treść:

*

Dlaczego nie chcą rozmawiać

10.08.09


 Wspominam Chorwację jeszcze sprzed ośmiu lat, już bezpieczną, ale jednak wciąż jeszcze poszarpaną wojną. Napisałem z wtedy wiersz „Jadranska 2001 ”
w którym milczę gdy syn patrzy na zabite i zeszkielecone domy (co ciekawe, to bodaj jeden z ostatnich moich wierszy z interpunkcją, dziś już nie piszę w ten sposób). Pamiętam, że przez długi czas borykałem się z myślą by dopisać w nim jeszcze jeden wers, nawiązujący do utworu Goran Bregovica  „Kałasznikow”,
gdyż jego słowa  –

Boom boom boom boom boom
Chyba porwę cię
Dziewczyno
Boom boom boom boom boom
Chyba będziesz moja
Dziewczyno
………………………
Dziewczyno..............
Dziewczyno………..
Dziewczyno………..

Nikt jeszcze nie zdołał cię mieć


A ja cię porwę bo mam....
Kałasznikow (ruski rewolwer) kałasznikow kałasznikow
......................
Kałasznikow


Boom boom boom boom boom
Jesteś wojskową damą
Dziewczyno
Boom boom boom boom boom
Tylko ja cię zdobędę
Dziewczyno
………………………..
Dziewczyno!...............
Dziewczyno!...............
Dziewczyno………….

Tylko ja mogę cie mieć


Tylko ja mam
Kałasznikow kałasznikow kałasznikow *
........................


- dudniły mi wojenną kanonadą przy każdorazowym czytaniu.

 Od trzech dni jestem wreszcie na wymarzonym letnim urlopie. Znów w Chorwacji. Półwysep Plejesac to oaza dla kite’owców i windsurferów, stąd latem Polaków tu zatrzęsienie. To świetni ludzie, zorientowani na korzystanie z życia, a przy tym kontakt z drugim człowiekiem. Pierwszego dnia masz już garść znajomych, przez następne rozrasta się ona do pokaźnej grupy, aż w końcu znasz już niemal wszystkich i dopiero zmiana turnusów trzebi towarzystwo dając za to w zamian kolejne, na chwilę jeszcze nieznajome, twarze.
 Wczoraj w tutejszej szkółce surferskiej Mirka Małka – to nasz olimpijczyk
z Atlanty, piękny wydaje się człowiek – poznałem w ten sposób kilkanaście osób. Jedną z nich był całkiem sympatyczny brunet z zupełnie nieodległego mi na polski codzień miasta. Opowiadał o swoich wrażeniach z pobytu, niemal wszystko mu się podobało. I tylko jedna rzecz go zdziwiła. Chorwaci przestawali go rozumieć, kiedy pytał o wojnę.
-Nie chcą o tym rozmawiać! – gestykulował, gdy to mówił.
- A przecież jeszcze widać ślady!.
 Moje doświadczenia sprzed ośmiu lat są zupełnie podobne. W swej idiotycznej telewizyjnej osobowości spytałem sympatycznego chorwackiego gospodarza w taki sam sposób. Lecz on również nie odpowiedział, „nie zrozumiał”.
Na szczęście, nie powtórzyłem jeszcze raz pytania.
A on, wieczorem,  mimo to, miał dla nas kolejną butelkę pysznego białego wina.


*tłumaczenie za tekstowo.pl

09-08-2009 00:00:00

Komentarze (0)

Brak wystawionych opinii...

Wystaw komentarz

Nick:

Email:

Trerść:

« powrót