Witam w machomanii

[...] 

           Jakieś sześć lat temu odkryłem, że jestem Macho.
Taki prawdziwy, najprawdziwszy; tylko, że mam „o” z laską. Lubię bawić się tą myślą, od czasu do czasu zarażam nią kogoś i czekam na dowcipny return.
Ale machos to dziś raczej przeżytek, więc zwykle dostaje mi się po nosie. Nie jestem macho, mimo, że czasem tak właśnie piszę! Powiedzcie sami - kto widział macho, co nosi okulary? Wyobrażacie sobie Henka Chinaskiego w brylach?

Na koniec tego myślenia podzieliłem swój czas na nowo. Na trzy części, w tym jedna jest tylko dla mnie. W ten sposób zostawiłem sobie dość miejsca na pisanie.
I dlatego dziś jest ta strona.
Oraz te wszystkie teksty, do których zapraszam.
  

witajcie w machomanii

Napisz...zapytaj

Imię i nazwisko:

*

Email:

*

Telefon:

Treść:

*

(upo)Korzenie jednego słowa

 18.07.09

 

Wracałem wczoraj z Bielska Białej i słuchałem radiowej Trójki.
Przebojem godziny było ogłoszenie, w którym jakiś (zdesperowany najprawdopodobniej) krakowianin chciał zatrudnić „brygadę budowlańców – górali, niepijących”. Reporterowi, który wysmażył tego wakacyjnego ogórka przyszło jeszcze dodatkowo w upale zbierać opinie na ten temat i pewnie sprawa umarłaby po trzech minutach, gdyby nie ruch obrażonych zakopiańczyków, którzy w swej masie stwierdzili, że ogłoszenie to czysta potwarz ponieważ:
a/fachowcy rodem spod Tatr wcale tak ostro nie przelewają napojów z procentem, jak się powszechnie sądzi
 b/ picie fachowca jest czymś jak  najbardziej uzasadnionym i czym lepszy fachura, tym sprawa jest oczywistsza, więc o co chodzi.
W niewielkiej grupie respondentów, którzy mieli inne zdanie, przeważył natomiast pogląd, że dobrego budowlańca to ze świecą.
I już bym pewnie przełączył stację, bo zbliżał się pędem czas reklamowy, gdy usłyszałem, że to „to nie żadni budowlańcy, to wódowlańcy!”. Zachwyciłem się tak niespodzianie, że aż  po powrocie do domu zajrzałem do Wikipedii. A tu znów przeżyłem zaskoczenie. Jeśli bowiem trzymać się jej definicji, gdzie „budowla” to „każdy obiekt budowlany NIEBĘDĄCY budynkiem lub obiektem małej architektury, to dochodzimy do zadziwiającego wniosku, że budowlańcy, to z pewnością fachowcy, ale tacy, co to domu nikomu nie zbudują, bo nie od tego są. Jest to zadziwiająca zbieżność nazwy profesji z efektami jej działalności, co na przykład w przypadku wielu dziedzin rzemiosła od lat nie funkcjonuje.  Nie pokuszę się już co prawda o odpowiedź, co w takim razie powinni budowlańcy robić, ale wyłącznie
i tylko z tego powodu, że już bardzo chciałbym – a przy okazji zapraszam i innych - nacieszyć się nowosłowem „wódowlańcy”. Urzeka mnie bowiem piękno
w odnalezionej (wreszcie? po latach?) treści, że oto i takie polskie(wóda) i takie słowiańskie (wlańcy) zarazem. I że tak niepostmodernistycznie brzmiące,
a przy tym nowo, mimo trzeciego tysiąclecia.
Oczywiście, iż gdzieś w tle dałoby się odnaleźć słabą kolokację z angielskim „building”, ale to już naprawdę odległe rejestry i nimi bym się nie kierował. Podoba mi się „wódowlańcy” i basta! Stąd od dziś jestem za upowszechnianiem tego słowa. Np. propagujmy hasło „Wódowlaniec na prezydenta!”  Albo „Z wodowlańcem nie tańce!” czy też powiedzenie „Krzyż z wódowlańcem, jak z czaszek różańce”.
Od niedawna istnieje możliwość dodawania (ale i usuwania, ostrzegam!!!) komentarzy na tym blogu, więc można sobie przy ogórkowej porze pofolgować,
do czego zachęcam i o co proszę.
Już całkiem na koniec i na marginesie - nigdy nie miałem zaufania do pijących fachowców. Chyba, żeby byli to pisarze czy poeci, jak ulubiony przeze mnie
Charles Bukowski.
 
PS. Już lato. Moje wróble najmłodsze giną co i rusz przy próbach pierwszego lotu,
a wieczorami, gdy już upał zelżeje, niemoje koty ucztują na ich młodziutkich ciałkach, by w końcu resztę pozostawić mrówkom. Zmarł Leszek Kołakowski, wielki filozof marksistowski, który się zaparł. Jak to możliwe, że jest się przez lata za czymś, by potem być zażartym tego wrogiem? Jak sobie poradzić z uczuciem tak wielkiego oszustwa? Latem piszę wiersze, latem życie bywa weselsze. Powtarzam to po raz kolejny, bo wierzę mimo wszystko…

20-07-2009 10:29:21

Komentarze (1)

j

nareszcie
musze podziękowac w koncu wiem gdzie popełniony zostal błąd - zle dobrany wlaniec - efekt - ściana zaraz runie w mojej łazience; pewnie; idąc za wikipedią - są stworzeni do większych rzeczy?ps. jest się za czymś a potem to cos - co bylo dniem powszednim i pierwszą rzeczywistościa, która budziła się po mnie i po moim Młodym - jest jedyną rzeczą którą się nienawidzi; czasami kwestia zmiany to jedynie kilka minut rozmowy; to dobrze, że jest lato

20-07-2009

Wystaw komentarz

Nick:

Email:

Trerść:

« powrót