Witam w machomanii

[...] 

           Jakieś sześć lat temu odkryłem, że jestem Macho.
Taki prawdziwy, najprawdziwszy; tylko, że mam „o” z laską. Lubię bawić się tą myślą, od czasu do czasu zarażam nią kogoś i czekam na dowcipny return.
Ale machos to dziś raczej przeżytek, więc zwykle dostaje mi się po nosie. Nie jestem macho, mimo, że czasem tak właśnie piszę! Powiedzcie sami - kto widział macho, co nosi okulary? Wyobrażacie sobie Henka Chinaskiego w brylach?

Na koniec tego myślenia podzieliłem swój czas na nowo. Na trzy części, w tym jedna jest tylko dla mnie. W ten sposób zostawiłem sobie dość miejsca na pisanie.
I dlatego dziś jest ta strona.
Oraz te wszystkie teksty, do których zapraszam.
  

witajcie w machomanii

Napisz...zapytaj

Imię i nazwisko:

*

Email:

*

Telefon:

Treść:

*

Milongi

02.04.2009

       Znowu Borghes! Kilikasz w Wikipedię i niespodziewanie jest. Tym razem jako autor milongi o nożowniku, co zabijał na zlecenie polityka. A ty przecież szukasz zupełnie czegoś innego, masz jeszcze w pamięci ten wysłuchany w samochodzie reportaż i nieznaną kobietę, która mówi „oni tu przychodzą z różnych powodów.
Ale na koniec zawsze zostaje tylko ten jeden: zabijanie samotności, łamanie dystansu do drugiego człowieka”.
     
      Tango od milongi różni się zaledwie akcentem, dla ucha jak moje, ta różnica nie ma znaczenia. Wykwintne stroje - kiedyś mówiło się „toalety” – pot ocierany
z dyskrecją i zmęczenie przykryte światłem oczu. Urywek zapamiętany
z reportażu brzmi mniej więcej tak: „ … powstają nowe pary, rozpadają się stare. Nie wiadomo czy to dobrze. Zdarza się, że partner z tańca  zupełnie
nie sprawdza się w życiu.
A wtedy znów coś się kończy i znowu zaczyna”.
     
      Więc jest życie i jest śmierć (choćby nawet ta balladowa), jest zapamiętanie, jest gorąca Argentyna i wielki pisarz. Gdzieś w kącie siedzi także mumia macho.
I  śmieje się z tego, co widzi. Z mężczyzn, że się tak dali sponiewierać. Z kobiet, że zyskały wolność za cenę, której nie umieją unieść. Ze wszystkich – że nie potrafią tańczyć jak kiedyś. Bo gdy mistrzowie z Buenos Aires próbowali owładnąć swe polskie partnerki, nagle poczuli zdecydowany opór: „Nie! Tak blisko nie!
I w ten sposób też nie! Ja tańczę z tobą, ale ty tańcz ze mną! Poczuj mnie
i zatańcz tak, jak ja pragnę!”. 

 
Tan-go-mi-lon-ga, tan-go-mych ma-rzeń-i-snów! Niech-mo-je-ser-ce …
 


Właśnie! Więcej serca! Tu sami chorzy na samotność…

2009-06-04 14:33:25

Czytaj komentarze (0) / Dodaj komentarz