Witam w machomanii

[...] 

           Jakieś sześć lat temu odkryłem, że jestem Macho.
Taki prawdziwy, najprawdziwszy; tylko, że mam „o” z laską. Lubię bawić się tą myślą, od czasu do czasu zarażam nią kogoś i czekam na dowcipny return.
Ale machos to dziś raczej przeżytek, więc zwykle dostaje mi się po nosie. Nie jestem macho, mimo, że czasem tak właśnie piszę! Powiedzcie sami - kto widział macho, co nosi okulary? Wyobrażacie sobie Henka Chinaskiego w brylach?

Na koniec tego myślenia podzieliłem swój czas na nowo. Na trzy części, w tym jedna jest tylko dla mnie. W ten sposób zostawiłem sobie dość miejsca na pisanie.
I dlatego dziś jest ta strona.
Oraz te wszystkie teksty, do których zapraszam.
  

witajcie w machomanii

Napisz...zapytaj

Imię i nazwisko:

*

Email:

*

Telefon:

Treść:

*

Pożegnanie Cezara

04.05.09


”Zamyslilem sie bez miary. Czytam Pani e -mails.
Cytuje pewne zdanie z Talmud.
Nie stworzyl nas Hashem ku czynieniu dobra. Dal nam milosc do czynienia dobra.
Jak blask slonca i jego w ksiezycu odbicie.
Jak rose i blask oczu. Ja sobie mysle, zhe moglo byc inaczej.
Ale Przedwieczny postanowil. Tak jest bo mialo byc. Nie mozna dyskutowac z rzeczywistosc.
Trzeba ja brac w dlonie i niesc dalej.
To prawo i obowiązek.”
(Jakub, Internet 2009)

   

     Moja wieloletnia znajoma ( widziałem ją raz w życiu, za to
wymieniamy czasem po dziesięć maili dziennie) od kilku tygodni
pisze mi raporty o stanie zdrowia jej [nie]znajomego, Cezara
( nie widzieli się nigdy, on jest zaimportowanym do Izraela Polakiem
z Kresów, ona mieszka na Śląsku Opolskim). Wiadomości są coraz gorsze
i wydaje się, że dni „Żyda” - jak go nazywaliśmy dopóki był zwykłym,
zdrowym miłośnikiem Internetu gdzieś spod Jerozolimy, obecnie
już nawet nie jest Czarkiem –  mogą być kompletnie policzone.
    
      Cezary stał jej się bliski w głębokiej fazie kryzysu związku,
w którym Dana wychowała już na ludzi trójkę młodzieży obu płci
- miał doświadczenia z rozpadu swoich dwu  małżeństw. Z kolei dla mnie
jego istnienie stało się ważne z zupełnie innego powodu - kiedy
poszukiwałem WSZYSTKICH piosenek Stanisława Staszewskiego,
ojca Kazika i – chyba – ojca całego Kultu. Przyjaźnię się z Daną,
a przez jakby zaprzyjaźniłem się z Cezarym.
     
 Kazika Staszewskiego nie znam, jego ojca tym bardziej nie
poznałem, za to obu szanuję. Danę uwielbiam, choć jest dla mnie
cielesnością opartą o niejasne wspomnienie pewnego spaceru
zakończonego niesmacznym jedzeniem pod Annabergiem
( po polsku Góra Św. Anny, ale czy można
tu jeszcze myśleć po polsku?).

 Natomiast jeśli idzie o Cezarego, nie widziałem nigdy
zdjęcia nawet. A jednak żegnam go właśnie w tej chwili, żegnam,
bo wiem, że to już tylko jego brat pisze maile do Dany
(te maile, oczywiście niektóre i w skróconej wersji,
ona przesyła mi potem na prywatną skrzynkę).
Mam świadomość, że cały ten obieg informacji jest wirtualny
i Cezary mógłby nawet nie istnieć, a ja i tak martwiłbym się o niego,
dziękował mu za te kilka chwil, w czasie których za pomocą klawiatury
i połączenia internetowego zrobił coś dla mnie ważnego,
czyli wysłał kilkanaście pirackich plików muzycznych.
      
 Ale Cezary jest, choć właśnie umiera w dalekim
ode mnie Izraelu. I nikt nie jest mu w stanie pomóc.
Bo mimo, iż cały ten świat wirtualny jest  trochę tylko prawdziwy,
to każdy z nas ma w nim tylko jedno jedyne prawdziwe życie.
A ono toczy się, jak w liście przytoczonym na początku.

08-05-2009 20:34:18

Komentarze (0)

Brak wystawionych opinii...

Wystaw komentarz

Nick:

Email:

Trerść:

« powrót