Witam w machomanii

[...] 

           Jakieś sześć lat temu odkryłem, że jestem Macho.
Taki prawdziwy, najprawdziwszy; tylko, że mam „o” z laską. Lubię bawić się tą myślą, od czasu do czasu zarażam nią kogoś i czekam na dowcipny return.
Ale machos to dziś raczej przeżytek, więc zwykle dostaje mi się po nosie. Nie jestem macho, mimo, że czasem tak właśnie piszę! Powiedzcie sami - kto widział macho, co nosi okulary? Wyobrażacie sobie Henka Chinaskiego w brylach?

Na koniec tego myślenia podzieliłem swój czas na nowo. Na trzy części, w tym jedna jest tylko dla mnie. W ten sposób zostawiłem sobie dość miejsca na pisanie.
I dlatego dziś jest ta strona.
Oraz te wszystkie teksty, do których zapraszam.
  

witajcie w machomanii

Napisz...zapytaj

Imię i nazwisko:

*

Email:

*

Telefon:

Treść:

*

W piaskownicy Szarlatana*

07.12.09

(…)
Dzień...8

grzbiet.jpg

Ból głowy całkowicie minął. Spróbuję dziś opisać ogół spostrzeżeń zgodnie z „prośbą” Demeter.
 Dionizos tak się urżnął, że Hera musiała go odprowadzić do łóżka. Nie ma ich już z godzinę, a właśnie wrócił Zeus i… znów przyszła Demeter, tym razem odwołała swój poprzedni nakaz opisywania wszystkiego, co widzę.
Dzień…9Wszyscy zakąszają i piją.
Dzień...10Na całym Olimpie czuć cebulą. Przybył nam nowy bóg – Jahwe, teraz porcja trzech chochelek ambrozji kosztuje drachmę.
(…)

Dzień…14
Porcja ambrozji nadal kosztuje dwie drachmy, ale jakby jest nieco mniejsza, choć Jahwe twierdzi, że od zawsze nakładał po dwie chochelki.
Dzień…15Jahwe wytłumaczył wszystkim zjawisko inflacji. Teraz ambrozja kosztuje trzy drachmy.
Dzień…16Okazało się, że chochelki były dziurawe. Teraz porcja ambrozji to jedna chochelka, ale za to pełna, bez strat, jakie wyrządzała dziura. Jahwe otworzył kantor , pożycza pieniądze wszystkim tym, których nie stać na ambrozję. Odkąd tu jestem nie najadłem się tak jak dziś, wydałem wszystkie pożyczone pieniądze.
Dzień…17Jahwe przyszedł rozmawiać o zwrocie długu, wraz z procentami. Dziś znowu się najadłem. Za ten posiłek i stare d ługi oddałem pióro i księgę, ale wciąż mogę pisać, bo mi  ją wydzierżawił.
(…)



okladka_m.jpg*Najpierw był mail. Odpowiedziałem „tak, chętnie przeczytam” i listonosz przyniósł książkę Stanisława Karolewskiego, antykwariusza i pisarza z Wrocławia. Teraz piszę  o „W piaskownicy  światów”. Fragment, który cytuję, jest dobrą wizytówką tego  snu - opowieści. Dobrą, lecz całkowicie niepełną.  „Piaskownica” jest bowiem nasycona fajerwerkami życia, które - choć równie, jak ten barwne – są przy tym zdecydowanie WSPÓŁCZESNE, zarówno w swej dekoracji wrocławskiej, jak i muzyce, a nawet literaturze. Dla mnie ta (o)powieść toczy się niestety za wolno i lojalnie o tym uprzedzam potencjalnych PT Czytelników. Oraz za mało w niej o historii miłości do Juliette z Pragi, specjalistki nie tylko od rynków finansowych Europy.
Za to w niejednym akapicie drzemie przypowieść, perełka zakończona celną puentą. Jest też tu pomysł, które mnie całkiem rozłożył na machobosssskie łopatki. To idea  zamieszkania w Tesco (w prywatnej korespondencji wyjaśniliśmy sobie ze S.K. problemy, które nieco mnie uprzedzały). Takie życie rozwiązuje stan nieposiadania pieniędzy! Oraz stwarza możliwość ich NIEUŻYWANIA! Ponieważ w innym miejscu swojego literackiego bytu jestem gdzieś w okolicach Foresta Gumpa (i jego wielkiego antybohaterstwa) nie uważam, żeby to rozwiązanie było zbyt karkołomne…
           Ktoś chce przeczytać?
           Cholera, nie wiem czy to można gdzieś kupić… Zapytajcie autora,
w końcu on od Szarlatana. Najlepiej zguglować i już!
„ W piaskownicy Światów”, Stanisław Karolewski, Szarlatan, Wrocław 2009.


PS. Link do mądrzejszej recenzji :
http://www.forumksiazki.pl/topics7/w-piaskownicy-swiatow-stanislaw-karolewski-vt12362.htm

10-12-2009 20:14:46

Komentarze (0)

Brak wystawionych opinii...

Wystaw komentarz

Nick:

Email:

Trerść:

« powrót