Witam w machomanii

[...] 

           Jakieś sześć lat temu odkryłem, że jestem Macho.
Taki prawdziwy, najprawdziwszy; tylko, że mam „o” z laską. Lubię bawić się tą myślą, od czasu do czasu zarażam nią kogoś i czekam na dowcipny return.
Ale machos to dziś raczej przeżytek, więc zwykle dostaje mi się po nosie. Nie jestem macho, mimo, że czasem tak właśnie piszę! Powiedzcie sami - kto widział macho, co nosi okulary? Wyobrażacie sobie Henka Chinaskiego w brylach?

Na koniec tego myślenia podzieliłem swój czas na nowo. Na trzy części, w tym jedna jest tylko dla mnie. W ten sposób zostawiłem sobie dość miejsca na pisanie.
I dlatego dziś jest ta strona.
Oraz te wszystkie teksty, do których zapraszam.
  

witajcie w machomanii

Napisz...zapytaj

Imię i nazwisko:

*

Email:

*

Telefon:

Treść:

*

...

            
     Wszystkiego…!!!

                         Życzy w Nowym Roku 2010 
                                                           Wasz Macho


mach1.jpg

 

2009-12-24 13:44:58

Czytaj komentarze (1) / Dodaj komentarz

Wiara, nadzieja i miłość

21.12.09


Nie wiadomo, jak dokładnie narodził się kult Santa Muerte (Świętej Śmierci) w Meksyku, istnieje kilka teorii jego powstania. Niektórzy mówią, że narodził w 1965 roku  w stanie Hidalgo. Znane są także opinie, że jest on znacznie starszy i wywodzi się z czasów prekolumbijskich. Aztekowie wierzyli bowiem, że ci, którzy umarli śmiercią naturalną, udają się do krainy zmarłych, władanej przez boga i boginię śmierci. Aby dostać się do owej krainy, konieczne jest pokonanie wielu niebezpieczeństw, a po dotarciu do wrót świata umarłych należy złożyć dary panu i pani śmierci.

Jedna z najbardziej rozpowszechnionych wersji głosi, iż wiara w postać Świętej Śmierci, spełniającej życzenia i prośby, powstała w mieście Catemaco w stanie Veracruz w 1965 roku. Catemaco słynie z corocznych spotkań meksykańskich szamanów. Mówi się, że właśnie tam pewnemu chłopu na deskach płotu ukazała się figura Świętej Śmierci. Kiedy chłop pobiegł do pobliskiego kościoła i poprosił proboszcza, aby ten kanonizował Santa Muerte, ksiądz oczywiście odmówił. Od tamtej jednak pory mieszkańcy Catemaco zaczęli tłumnie odwiedzać tajemniczą postać (sami okrzyknęli ją świętą), żarliwie się do niej modlić, a przy tym prosić o łaski. Najczęściej - o uzdrowienie lub o rozwiązanie niemożliwych
do załatwienia spraw.

Santa Muerte zwykle przedstawiana jest jako ludzki szkielet odziany
w tunikę lub habit z kapturem. Jej atrybuty to kosa
(symbolizuje równość wszystkich ludzi wobec śmierci), klepsydra 
(przedstawia upływające życie) i kula ziemska (obrazująca takie samo działanie śmierci na całym świecie). Bardzo ważny jest kolor szaty.
Wierzący modlą się najczęściej o uzdrowienie bliskiego z nieuleczalnej choroby, ocalenie życia porwanych dla okupu lub o inne – mniejsze, acz niełatwe – sprawy. Takie, jak choćby sprowadzenie niewiernego męża do domu, opiekę nad synem, który zszedł na złą drogę, znalezienie pracy albo kochanka czy zdobycie pieniędzy w ważnej potrzebie. Niejednokrotnie za opiekunkę Świętą Śmierć obierają sobie osoby wykonujące niebezpieczne zawody, np. kierowcy,
policjanci czy uliczni handlarze.

Władze kraju nazwały Santa Muerte "narkoświętą", stwierdzając,
że jej wyznawcy rekrutują się głównie spośród marginesu społecznego. Wszyscy przeciwnicy "Świętej" konsekwentnie podkreślają, że jest to zjawisko o niewielkim zasięgu i znaczeniu, rozpowszechnione wyłącznie wśród biednych i przestępców, którzy nie są ani ludźmi wierzącymi, ani też ateistami, a jedynie wyznawcami kultu skrojonego na miarę ich przyziemnych wyobrażeń i potrzeb.

Jest jednak faktem, że z roku na rok przybywa wyznawców Świętej Śmierci. I to nie tylko wśród ubogich, ale także w kręgach klasy średniej. Jej wyznawcami stają się zarówno handlarze narkotyków, jak i ludzie
z VIP –owskim statusem, gospodynie domowe i rzemieślnicy, transseksualiści i bogobojni machos. Pozycja społeczna, wiek oraz preferencje seksualne nie mają dla wyznawców Santa Muerte żadnego znaczenia, bo „śmierć przyjmie każdego z nas”. Cechą wspólną jest natomiast pragnienie natychmiastowego cudu - poprawy losu teraz,
w tym życiu, a nie, jak to obiecuje tradycyjny kościół katolicki,
po śmierci.

Antropolog J. Katia Perdigon Castaneda, autorka książki „La Santa Muerte: Obrończyni Ludzkości” twierdzi, że zjawisko jest odzwierciedleniem współczesnego Meksyku:
- To popkulturowa mieszanka, w którym znajdujemy obok siebie elementy New Age, heavy metalu i kultu Matki Bożej z Gwadelupy.

Wydaje się, że fenomen Santa Muerte oddaje ciężką teraźniejszość kraju, w którym najbiedniejsi ludzie zdali sobie sprawę, że nikt nie jest
w stanie ich obronić. Uzmysławia też, jak ogromne może być rozczarowanie brakiem sprawiedliwości. I jak różne może być rozumienie słów Św. Pawła z pierwszego listu do Koryntian: „Tak więc trwają: nadzieja, wiara i miłość – te trzy, z nich zaś najważniejsza jest miłość”.

2009-12-21 14:38:29

Czytaj komentarze (0) / Dodaj komentarz

Wspomnienia… …

     2009-12-18

1989

Tamten mur od dwudziestu lat już w kawałkach
- mówi przyjaciel z Niemiec.
Tyle, że teraz kęski tortu opakowywane czasem
w kłamstwo.

Z kalendarza dat osobistych
rozstanie z pierwszą pracą,
„ na każdą bowiem sprawę
i na każdy czyn
jest czas wyznaczony
”*.

I jeszcze szalik  (to od matki)
na drutach zrobiony
z za krótką na współczesną modę
nogą.

Do dziś o nim idę przez to lepsze życie.
Po neoficku pogodny
trudne wspomnienia
utykam po kątach
jak sczerniałe chochoły.


*cytat z Księgi Koheleta


2009-12-18 14:22:45

Czytaj komentarze (0) / Dodaj komentarz

W piaskownicy Szarlatana*

07.12.09

(…)
Dzień...8

grzbiet.jpg

Ból głowy całkowicie minął. Spróbuję dziś opisać ogół spostrzeżeń zgodnie z „prośbą” Demeter.
 Dionizos tak się urżnął, że Hera musiała go odprowadzić do łóżka. Nie ma ich już z godzinę, a właśnie wrócił Zeus i… znów przyszła Demeter, tym razem odwołała swój poprzedni nakaz opisywania wszystkiego, co widzę.
Dzień…9Wszyscy zakąszają i piją.
Dzień...10Na całym Olimpie czuć cebulą. Przybył nam nowy bóg – Jahwe, teraz porcja trzech chochelek ambrozji kosztuje drachmę.
(…)

Dzień…14
Porcja ambrozji nadal kosztuje dwie drachmy, ale jakby jest nieco mniejsza, choć Jahwe twierdzi, że od zawsze nakładał po dwie chochelki.
Dzień…15Jahwe wytłumaczył wszystkim zjawisko inflacji. Teraz ambrozja kosztuje trzy drachmy.
Dzień…16Okazało się, że chochelki były dziurawe. Teraz porcja ambrozji to jedna chochelka, ale za to pełna, bez strat, jakie wyrządzała dziura. Jahwe otworzył kantor , pożycza pieniądze wszystkim tym, których nie stać na ambrozję. Odkąd tu jestem nie najadłem się tak jak dziś, wydałem wszystkie pożyczone pieniądze.
Dzień…17Jahwe przyszedł rozmawiać o zwrocie długu, wraz z procentami. Dziś znowu się najadłem. Za ten posiłek i stare d ługi oddałem pióro i księgę, ale wciąż mogę pisać, bo mi  ją wydzierżawił.
(…)



okladka_m.jpg*Najpierw był mail. Odpowiedziałem „tak, chętnie przeczytam” i listonosz przyniósł książkę Stanisława Karolewskiego, antykwariusza i pisarza z Wrocławia. Teraz piszę  o „W piaskownicy  światów”. Fragment, który cytuję, jest dobrą wizytówką tego  snu - opowieści. Dobrą, lecz całkowicie niepełną.  „Piaskownica” jest bowiem nasycona fajerwerkami życia, które - choć równie, jak ten barwne – są przy tym zdecydowanie WSPÓŁCZESNE, zarówno w swej dekoracji wrocławskiej, jak i muzyce, a nawet literaturze. Dla mnie ta (o)powieść toczy się niestety za wolno i lojalnie o tym uprzedzam potencjalnych PT Czytelników. Oraz za mało w niej o historii miłości do Juliette z Pragi, specjalistki nie tylko od rynków finansowych Europy.
Za to w niejednym akapicie drzemie przypowieść, perełka zakończona celną puentą. Jest też tu pomysł, które mnie całkiem rozłożył na machobosssskie łopatki. To idea  zamieszkania w Tesco (w prywatnej korespondencji wyjaśniliśmy sobie ze S.K. problemy, które nieco mnie uprzedzały). Takie życie rozwiązuje stan nieposiadania pieniędzy! Oraz stwarza możliwość ich NIEUŻYWANIA! Ponieważ w innym miejscu swojego literackiego bytu jestem gdzieś w okolicach Foresta Gumpa (i jego wielkiego antybohaterstwa) nie uważam, żeby to rozwiązanie było zbyt karkołomne…
           Ktoś chce przeczytać?
           Cholera, nie wiem czy to można gdzieś kupić… Zapytajcie autora,
w końcu on od Szarlatana. Najlepiej zguglować i już!
„ W piaskownicy Światów”, Stanisław Karolewski, Szarlatan, Wrocław 2009.


PS. Link do mądrzejszej recenzji :
http://www.forumksiazki.pl/topics7/w-piaskownicy-swiatow-stanislaw-karolewski-vt12362.htm

2009-12-10 20:14:46

Czytaj komentarze (0) / Dodaj komentarz