Witam w machomanii

[...] 

           Jakieś sześć lat temu odkryłem, że jestem Macho.
Taki prawdziwy, najprawdziwszy; tylko, że mam „o” z laską. Lubię bawić się tą myślą, od czasu do czasu zarażam nią kogoś i czekam na dowcipny return.
Ale machos to dziś raczej przeżytek, więc zwykle dostaje mi się po nosie. Nie jestem macho, mimo, że czasem tak właśnie piszę! Powiedzcie sami - kto widział macho, co nosi okulary? Wyobrażacie sobie Henka Chinaskiego w brylach?

Na koniec tego myślenia podzieliłem swój czas na nowo. Na trzy części, w tym jedna jest tylko dla mnie. W ten sposób zostawiłem sobie dość miejsca na pisanie.
I dlatego dziś jest ta strona.
Oraz te wszystkie teksty, do których zapraszam.
  

witajcie w machomanii

Napisz...zapytaj

Imię i nazwisko:

*

Email:

*

Telefon:

Treść:

*

Bezpamiętnik

04.09.08

Wymyślanie...Imaginacja!
                W niewiele dni po poczęciu „ascetoholizmu”  - lub po jego akceptacji, ciągle nie wiem, czy byłem pierwszy ja, czy może to rap – pojawiło się słowo „bezpamiętnik”. Wymyśliło się potoczyście, pamiętam ten ciąg – namiętnik ( „Słownik języka polskiego”, ale bardziej Manuela Gretkowska... zaraz...czy coś podobało mi się w tej książce? Sam nie wiem...może!) – beznamiętnik ( a jakże! To już ja sam...miała się za nim kryć bezduszna i męsko – szowinistyczna odpowiedź dedykowana tzw. literaturze kobiecej reprezentowanej właśnie przez panią M. G., a wyszło to co zwykle, czyli zwitek satyryczno – lirycznych opowiadań z wymądrzającym się tu i ówdzie autoironistą) – i na koniec ten właśnie wspomniany już wcześniej bezpamiętnik!
             
               Cholera wie,  co to za słowo! Ja nie wiem... ty nie wiesz...on, ona, ono nie wie... Pytałem dziś kilku osób i każda zrobiła na jego dźwięk rybę...Czyżbym wykoncypował coś wyjątkowego? Zakładam, że jednak nie, ale podbechtany słowotwórczą lotnością postanawiam od dziś twórczo się rozwijać i jednoosobowo powołałem Związek Twórców Słów Nowych i Najnowszych Trzeciej RP. Godzinę temu wysłałem już pierwszego maila w tej sprawie! Oczywiście z propozycją członkostwa w tym chlubnym stowarzyszeniu, lecz do znanej mi tylko z netu
aniliny@wp.pl (adres jest nieprawdziwy, więc nie ma co sprawdzać!), co budzi we mnie niejakie obawy, lecz trudno...od czegoś trzeba rozpocząć!
           
               Dodatkowo, sam siebie zobowiązałem się do twórczych poszukiwań i przemyśleń,  a za wzór postawiłem sobie niejakiego Śledzia Otrembusa Podgrobelskiego, którego rozprawę habilitacyjną „Wstęp do imagineskopii” (pendologii inaczej; albo bardziej jeszcze kolokwialnie - powiększania wyobraźni) nabyłem dziś za cenę pośrednią pomiędzy jednym euro, a jednym dolarem, czyli cztery złote; po czym przeczytałem ją – jak mówi to Nelly – partyturowo, tj. w ciągu trzech minut... i pełen zauroczenia słowami takimi jak przeziór, pendoptyka, krzywa Herdygaussa, czy kolakoka, rzuciłem rękawicę słowom omszałym i słowom modnym, słowom kluczom... oraz wszystkim innym słowo - mrukom...
             
                Raporty z pola bitwy będę pilnie notował w dotychczas użytkowanym miejscu, więc wyniki staną się wkrótce mierzalne. (na marginesie tego akapitu chciałbym zauważyć, że mój komputerowy cerber odrzucił – jako obce mu językowo – osiemnaście z użytych w nim słów. Nie uważacie, że przesadził? Da mnie „Gretkowska” jest ok.! To całkiem, całkiem fajna laska... nawet bez imagineskopu! ).

 

04-09-2008 09:03:47

Komentarze (0)

Brak wystawionych opinii...

Wystaw komentarz

Nick:

Email:

Trerść:

« powrót