Witam w machomanii

[...] 

           Jakieś sześć lat temu odkryłem, że jestem Macho.
Taki prawdziwy, najprawdziwszy; tylko, że mam „o” z laską. Lubię bawić się tą myślą, od czasu do czasu zarażam nią kogoś i czekam na dowcipny return.
Ale machos to dziś raczej przeżytek, więc zwykle dostaje mi się po nosie. Nie jestem macho, mimo, że czasem tak właśnie piszę! Powiedzcie sami - kto widział macho, co nosi okulary? Wyobrażacie sobie Henka Chinaskiego w brylach?

Na koniec tego myślenia podzieliłem swój czas na nowo. Na trzy części, w tym jedna jest tylko dla mnie. W ten sposób zostawiłem sobie dość miejsca na pisanie.
I dlatego dziś jest ta strona.
Oraz te wszystkie teksty, do których zapraszam.
  

witajcie w machomanii

Napisz...zapytaj

Imię i nazwisko:

*

Email:

*

Telefon:

Treść:

*

Ile jest 6 + 8 = *

Neofit krąży

08.09.08


              Stało się tak, że moje opowiadanie „Neofit” krąży po necie.
Niby to nic dziwnego, w końcu ileż tekstów opublikowano już w sieci!
Ale...Właśnie! To MOJE opowiadanie! Cieszy mnie nie tylko sam fakt jego wirtualnego życia, ale i recenzja, którą otrzymałem zwrotnie via Czyński (zabawna sprawa, Czyński jest nieznaną mi internautką – ldedwie pamiętam, że ma na imię Dana - z którą koresponduję od półtora roku występując pod pseudonimem „Poeta”. Wysyłam jej niektóre swoje teksty, w zamian za to – oraz ciepłe słowo przy okazji świąt, lub innych lepszych, tudzież gorszych dni – otrzymuję najnowsze netowe produkcje, które w większości trafiają do wirtualnego kosza zaraz po przeczytaniu, natomiast ich pozostała część warta jest grzechu i obiecuję sobie zająć się nią
w innym, specjalnie na ten cel wykoncypowanym akapicie.

Jeśli idzie o recenzję „Neofita” stoi w niej mniej więcej tak:
Ciekawa koncepcja. Nowonawrócony (a raczej ciągle nowonawracany) jako bohater przypowieściowy. Facet potrafi się bawić słowami, wyciąga ich sensy, choć robi to czasem w sposób zbyt przejaskrawiony. Pokoleniowa charakterystyka brzmi raczej pesymistycznie, podobnie jak pointa. Mojżesz też doprowadził do wymarcia całego pokolenia. Za dużo nazw własnych, sugerujących konkretne odniesienia, i zbyt mało przestrzeni dla czytelnika. W sumie gość potrafi pisać, potrafi przekazać myśl, potrafi poszukać kulturowego odniesienia... Podoba mi się, pozdrawiam
Piotr

 Z punktu widzenia tyle co opisanych przeze mnie mąk
słowotwórczych szczególne wrażenie zrobiło na mnie słowo „nowonawracany”. Nie musiałbym tego pisać, ale dla rzetelności zaznaczę, że mój komputer podkreślił je oczywiście długim czerwonym wężykiem.

2008-09-08 09:04:41

Czytaj komentarze (0) / Dodaj komentarz

Bezpamiętnik

04.09.08

Wymyślanie...Imaginacja!
                W niewiele dni po poczęciu „ascetoholizmu”  - lub po jego akceptacji, ciągle nie wiem, czy byłem pierwszy ja, czy może to rap – pojawiło się słowo „bezpamiętnik”. Wymyśliło się potoczyście, pamiętam ten ciąg – namiętnik ( „Słownik języka polskiego”, ale bardziej Manuela Gretkowska... zaraz...czy coś podobało mi się w tej książce? Sam nie wiem...może!) – beznamiętnik ( a jakże! To już ja sam...miała się za nim kryć bezduszna i męsko – szowinistyczna odpowiedź dedykowana tzw. literaturze kobiecej reprezentowanej właśnie przez panią M. G., a wyszło to co zwykle, czyli zwitek satyryczno – lirycznych opowiadań z wymądrzającym się tu i ówdzie autoironistą) – i na koniec ten właśnie wspomniany już wcześniej bezpamiętnik!
             
               Cholera wie,  co to za słowo! Ja nie wiem... ty nie wiesz...on, ona, ono nie wie... Pytałem dziś kilku osób i każda zrobiła na jego dźwięk rybę...Czyżbym wykoncypował coś wyjątkowego? Zakładam, że jednak nie, ale podbechtany słowotwórczą lotnością postanawiam od dziś twórczo się rozwijać i jednoosobowo powołałem Związek Twórców Słów Nowych i Najnowszych Trzeciej RP. Godzinę temu wysłałem już pierwszego maila w tej sprawie! Oczywiście z propozycją członkostwa w tym chlubnym stowarzyszeniu, lecz do znanej mi tylko z netu
aniliny@wp.pl (adres jest nieprawdziwy, więc nie ma co sprawdzać!), co budzi we mnie niejakie obawy, lecz trudno...od czegoś trzeba rozpocząć!
           
               Dodatkowo, sam siebie zobowiązałem się do twórczych poszukiwań i przemyśleń,  a za wzór postawiłem sobie niejakiego Śledzia Otrembusa Podgrobelskiego, którego rozprawę habilitacyjną „Wstęp do imagineskopii” (pendologii inaczej; albo bardziej jeszcze kolokwialnie - powiększania wyobraźni) nabyłem dziś za cenę pośrednią pomiędzy jednym euro, a jednym dolarem, czyli cztery złote; po czym przeczytałem ją – jak mówi to Nelly – partyturowo, tj. w ciągu trzech minut... i pełen zauroczenia słowami takimi jak przeziór, pendoptyka, krzywa Herdygaussa, czy kolakoka, rzuciłem rękawicę słowom omszałym i słowom modnym, słowom kluczom... oraz wszystkim innym słowo - mrukom...
             
                Raporty z pola bitwy będę pilnie notował w dotychczas użytkowanym miejscu, więc wyniki staną się wkrótce mierzalne. (na marginesie tego akapitu chciałbym zauważyć, że mój komputerowy cerber odrzucił – jako obce mu językowo – osiemnaście z użytych w nim słów. Nie uważacie, że przesadził? Da mnie „Gretkowska” jest ok.! To całkiem, całkiem fajna laska... nawet bez imagineskopu! ).

 

2008-09-04 09:03:47

Czytaj komentarze (0) / Dodaj komentarz

Szczery uśmiech

02.09.08

 Są chwile, który wywołują szczery śmiech...A może tylko uśmiech? Opisane – mogą już nie cieszyć w tym samym stopniu. Nie wiem, jak będzie z tą historią, ale muszę ją zapisać... Chociażby po to, by w przyszłości wstawić ją we właściwe dlań miejsce...

              Rzecz dotyczy pewnej nieżyjącej już - a i wtedy mocno leciwej – damy, która przy okazji swych setnych (sic!) urodzin zaprosiła całą rodzinę na przyjęcie. Zjechało się więc naraz kilka pokoleń młodzieży – od kilku do osiemdziesięciu prawie lat liczącej – i przy mającym także swoje lata rosenthalu biesiadowało koncentrując się wokół jubilatki. Przyszedł moment, że jedna z obecnych pań – gówniara przy solenizantce, do tego rzadko ją odwiedzająca, jak się okaże – rzuciła:

               
                
- I co tam u babci słychać?

                
- Wiesz, dziecko - leciwa dama spojrzała nań
                  z melancholią –  już chyba do końca życia
                  będę sama... 

                
- ?

               
- Nigdy nie lubiłam mężczyzn młodszych od siebie...


Uśmieszek jedynie? Hm... Historia opowiedziana w dziestoletnim –
i przypadkiem damskim – towarzystwie wywołała kaskadę śmiechu... Obserwowałem pełne jeszcze młodości twarze, które  sekunda po sekundzie gasiła refleksja...

2008-09-02 09:01:32

Czytaj komentarze (0) / Dodaj komentarz

Uwaga cenzura!!!

11.09.08

                        Właśnie przeżyłem szok. Ocenzurowano mnie!
Po cichu, bez najmniejszego przeproś czy może „redakcja nie zgadza się...”
I zrobiła to ostoja wolności słowa, portal internetowy, na dodatek mój ulubiony, www.interia.pl. Szok! Czy mi to ktoś wyjaśni?

            A wszystko stało się tak, że wczesnym rankiem przeczytałem newsa
o liście najlepszych filmów gejowskich. Portal AfterElton.com opublikował wyniki plebiscytu na najlepszy gejowski film w historii kina i moja ulubiona Interia ręką jakiegoś nieznanego redaktora poinformowała o oczywistym sukcesie "Tajemnicy Brokeback Mountain" Anga Lee z rolami Heatha Ledgera i Jake'a Gyllenhaala. Potem było jeszcze dziewięć innych tytułów, słowem pełna pierwsza dziesiątka
z lat 1987 - 2007.Jeszcze nie było pod nią komciów, ledwie jeden zaplątał się
z uwagą „nie znam żadnego z tych filmów... pewnie dlatego, że nie jestem gejem”, więc bez kontynuacji spytałem czy nie można by nakręcić „Lubiewa” Michała Witkowskiego* oraz że mam dość filmów z narzuconą poprawnością - z dobrym Niemcem („Pianista”, z dobrym Rosjaninem („Katyń”) czy właśnie z dobrym gejem.

Jest 14.11, mojego komentarza nie ma. Za to pojawiła się uwaga,
że brakuje teledysku Feela. Dlaczego?

Dlaczego?

------------------------------

            *Książka Witkowskiego, obrzydliwa w swojej istocie, pokazuje, jak wiele złego może wydarzyć się w życiu zwykłego człowieka, który na swej drodze trafi na homoseksualistę. Nie będąc konserwatywnym, chciałbym jednak znaleźć wagę pomiędzywalczącym ze swoim „ja” kowbojem,
a cwelucyjnym młodą falę zboczeńcem - żołnierzem.

2008-09-11 10:10:53

Czytaj komentarze (0) / Dodaj komentarz