Być jak Barbie

Barbie to amerykańska lalka produkowana przez Mattel, jedna z najlepiej sprzedających się zabawek i jednocześnie najbardziej znanych ikon kultury masowej. Jak informuje Wikipedia, została stworzona przez Ruth Handler w 1958 na podstawie przeznaczonej dla dorosłych niemieckiej lalki Lilly. Lalka zadebiutowała 9 marca 1959 na nowojorskich targach zabawek. Nazwa Barbie jest zdrobnieniem od imienia córki Ruth Handler, Barbary, dla której Ruth kupiła egzemplarz Lilly podczas pobytu w Szwajcarii. Pełne nazwisko lalki to Barbara Millicent Roberts. Stanowi ono tylko część wymyślonej biografii postaci, w której występują także Ken - chłopak Barbie i jej przyjaciółka – Teresa.  Dziś, pół wieku później i z pięćdziesiątką na karku Barbie trzyma się nadal świetnie. W samym tylko USA w ciągu każdej sekundy sprzedaje się trzy Barbie, a ilość lalek jest większa od ilości mieszkańców kraju (ok.308 mln). 

Wzorem lalki co roku aż 50 tysięcy Amerykanek oddaje się w ręce chirurga, by móc paradować w spodniach biodrówkach i krótkim T-shircie a la Barbie. W ojczyźnie lalki furorę robi talia osy i płaski brzuszek. Z kolei w Europie, by być jak Barbie, kobiety powiększają usta. Moda na pełne i słodkie usteczka trwa od początku lat dziewięćdziesiątych, a gustują w niej głównie Angielki i Niemki. W Chinach ideałem piękna są to nogi a la Barbie. Dziewczynkom już nie krępuje się stópek,  za to łamie się kości udowe. Zanim się zrosną, można je wydłużyć nawet o 10 centymetrów. Argentyńscy chirurdzy nie narzekają na brak pracy (czy pieniędzy) z innego powodu – mają moc pracy podczas powiększania i podciągania biustów. Brazylijki zaokrąglają pośladki. Z innych regionów świata - Iranki zmniejszają nosy, Hinduski rozjaśniają skórę, a  Koreanki powiększają oczy. W każdym z tych przypadków celem jest dążenie do znanego ideału.

Czy może znacie Fullę? Nie? A znają ją chyba wszystkie dziewczynki w krajach arabskich! Choć podobna do Barbie, Fulla hołduje jednak tradycyjnym muzułmańskim wartościom, jej światem jest głównie dom i rodzina (bywa również kobietą nowoczesną – np. lekarką czy nauczycielką). Fulla ma nie mniejszą od Barbie liczbę akcesoriów i strojów. Mimo, że są one bardzo różnorodne i kolorowe, to jednak ramiona lalki nie są nigdy odkryte, a spódniczka zawsze sięga kolan. Jak przystoi lalce z muzułmańskim rodowodem, Fulla dysponuje także tradycyjnymi strojami. Takim na przykład jest klasyczna arabska abaya, czy zestaw do porannej modlitwy.

Pani Bettina Dorfmann z Dusseldorfu  zgromadziła już przeszło 6 tysięcy postaci Barbie i zbiera nadal. Jej dom to wręcz muzeum poświęcone najsłynniejszej lalce świata.

W spektaklu polskiej performerki Alicji Żebrowskiej bohaterka rodzi Barbie, co jest przesłaniem mówiącym o oczekiwanej przez społeczeństwo roli kobiety.

Obie panie – choć oczywiście z różnych zupełnie perspektyw – przyczyniają się do tworzenia kultu plastikowej gwiazdy.

Od pół wieku dla dziewczynek z całego świata lalka Barbie to ideał kobiecego piękna. Przed wielu laty tak na przykład pomyślała Sarah Burge, Brytyjka zwana dziś „Żywą Barbie”. Sara zapragnęła wyglądać równie pięknie, jak Barbie i w tym celu przeszła ponad sto operacji plastycznych (niektóre źródła wyliczają tę liczbę nawet na 147), których celem było maksymalne zbliżenie się do ideału. Operacje te kosztowały ją ponad pół miliona funtów!

Dziś Sarah ma 50 lat, mieszka w Wielkiej Brytanii i ma troje dzieci. W międzyczasie próbowała swoich sił w aktorstwie, brała udział w konkursach piękności, była modelką Playboya. Z czasem stała się medialną ekspertką od operacji plastycznych i dbania o ciało - kosmetyki, makijażu, gimnastyki i odżywiania. - To, co wydarzyło się w moim życiu, pozwoliło mi na to, żebym stała się tym, kim jestem teraz – mówi.

Zdaniem Sarah, wszystko to bardzo się opłaciło się:

- Jak patrzę na siebie teraz, widzę osobę zadowoloną z życia, szczęśliwą, dumną z rodziny i męża. Nie żałuję niczego, korzystam z każdej chwili i wykorzystuję każdy dzień, bo jutro może mnie nie być.

Sarah wciąż jeszcze nie zamierza się zestarzeć. I choć jej najstarsza córka ma już 26 lat, na myśl o wnukach się krzywi. - Nie lubię słowa babcia, muszę wymyślić jakąś inną nazwę – mówi.

Wpisując  nazwisko Sarah Burge w Google można  bez większego wysiłku prześledzić na zdjęciach drogę, jaką przeszła „Żywa Barbie” by zbliżyć się do swego popkulturowego ideału. Ale ostatnie fotografie nie są zbyt optymistyczne, widać na nich bezwzględny upływ czasu, siły z którą Sarah wygrać nie potrafi. Rzucony przez internautów żart o stu czterdziestu siedmiu stygmatach konsumpcjonizmu brzmi w tym kontekście już nie obrazoburczo, a po prostu groteskowo.

Następna