Witam w machomanii

[...] 

            Jakieś sześć lat temu odkryłem, że jestem Macho.
Taki prawdziwy, najprawdziwszy; tylko, że mam „o” z laską. Lubię bawić się tą myślą, od czasu do czasu zarażam nią kogoś i czekam na dowcipny return.
Ale machos to dziś raczej przeżytek, więc zwykle dostaje mi się po nosie. Nie jestem macho, mimo, że czasem tak właśnie piszę! Powiedzcie sami - kto widział macho, co nosi okulary? Wyobrażacie sobie Henka Chinaskiego w brylach?

Na koniec tego myślenia podzieliłem swój czas na nowo. Na trzy części, w tym jedna jest tylko dla mnie. W ten sposób zostawiłem sobie dość miejsca na pisanie.
I dlatego dziś jest ta strona.
Oraz te wszystkie teksty, do których zapraszam.
  

witajcie w machomanii

Napisz...zapytaj

Imię i nazwisko:

*

Email:

*

Telefon:

Treść:

*

Ile jest 9 + 2 = *

Autentyczność śmieci

14.2.15

To było dawno.
Na tyle dawno, że dziś jestem w stanie opisać niektóre z tamtych chwil na nowo,
bez strachu i wściekłości równocześnie ściskających mi przełyk.

W lutym 2002 roku gazety pisały, że jestem „szefem grupy mafijnej na południu Polski”*,
a ja znajdowałem  się w areszcie przeżywając trudne, choć w jakiś sposób
absurdalnie śmieszne „polskie” chwile. Jedną z  nich były z pewnością Walentynki 2002.

Pamiętam, że wszyscy wówczas - może z wyjątkiem Ziomka, który wypuszczony
z pewnością nie potrafiłby samodzielnie  trafić do domu - myśleliśmy o jakichś
swoich kobietach, tęskniliśmy za nimi, marzyliśmy.
I z pewnością je mocno idealizowaliśmy. 

Byłem już wtedy gdzieś w połowie „Przystanku Śmietnik”, więc  nie było niespodzianką, że ktoś pod celą poprosił mnie, żebym mu napisał kartkę walentynkową. Nie pamiętam już teraz, co na niej było. Ale spodobała się na tyle, że  pojawiły się kolejne zamówienia. Było wiadomo,
że będzie równymi literami, bez błędów ortograficznych, że składnie…
I do tego oczywiście z Walentynką.

Ja jednak po kilku kartkach postanowiłem pisać wierszyki.
Na przykład takie:

JA.
Walenty.
Walentyna.
Walentynki.
Walentynkowe. Z Walentynek. O walentynkach.
Kochanie. Wiara. Nadzieja. Siła.
MY.
Dom. Rodzina. Oddanie. Miłość.
O Walentynkach. Z Walentynek. Walentynkowe.
Walentynki.
Walenty.
Walentyna.
TY.

Te  wierszyki się nie przyjęły. 
Bez skutków, ale się nie przyjęły. To nie był świat tamtych facetów, ani ich kobiet.
Okazało się, że twarde,  sękate chłopy po prostu nie funkcjonują w takim świecie.
Arsen wciąż za dużo myślał o kupowaniu i sprzedawaniu kałasznikowów,
Ziomkowi po piciu rozpuszczalników brakowało piątej klepki,
Bosman garściami zżerał leki broniąc swojej obojętności,
Napoleon był za stary na aż takie wzloty.
 A  Billy…, Billy po prostu nie wierzył nikomu, więc czemu miałby wierzyć,
że warto dać drugiemu człowiekowi miłość?

Z poziomu mojego machomańskiego hedonizmu widzę dziś  sens w ich zachowaniu.
Ale czy to nie dlatego, że śmieci zawsze są prawdziwymi śmieciami,
a dobro tak często bywa g...  owiniętym w sreberko ?



__________________
* System wypluł mnie  już w marcu 2002 r. Prawie trzynaście lat później zostałem oczyszczony ze wszystkich zarzutów.
W Polsce słowo „przepraszam” nie istnieje w takich przypadkach.

2015-02-14 09:00:19

Czytaj komentarze (1) / Dodaj komentarz

Stroiciel kamertonów

8.1.15

 

Ta historia rozpoczęła się dla mnie mailem od Staszka Pisarka, mojego kolegi-wydawcy, który przysłał mi te wiersze, komentując swój ból zaskoczenia w ten sposób :
 

"… to było 20 lat temu, ten chłopak miał wówczas 20 lat, młodszy ode mnie o niemal drugie tyle. Lgnął do mnie, bylem dla niego autorytetem. Przychodził do wydawnictwa,  pomagał przy pakowaniu. Taki twardziel, trochę chuligan. Nie dostrzegłem problemów. Nawet nie pomyślałem, że mogę go ustrzec przed samobójstwem. Potem zniknął, zapomniałem o tym. Dziś, niespodziewanie przez FB nawiązał ze mną kontakt jego brat. Zapytał czy pamiętam Tomka, a później wysłał mi te wiersze. Nie wiedziałem, ze pisał..”
Dziś  chciałem Państwu przedstawić kogoś, kto już odszedł.
Gdyby żył, miałby teraz czterdzieści dwa lata, dorosłą córkę i życiorys z pewnością pełen ran
 – tak zabliźnionych, jak i najnowszych.  Tomek Kuta odszedł w wieku 22 lat, zostawił po sobie zeszyt z wierszami, które matka, z zawodu nauczycielka zebrała je w piliku wordowskim.
Co dziś o nim wiadomo?
Tomek Kuta urodził się w zagłębiowskiej rodzinie mieszkającej przy ul Bytomskiej, która parę lat później przeprowadziła się na Piaski. Najpierw Szkoła Podstawowa nr 5, później Technikum
Górniczo-Elektryczne w Czeladzi, wreszcie praca na kopalni „Staszic”, a od w 1995 roku studia
na Wydziale Górnictwa i Geodezji Politechniki Śląskiej w Gliwicach.
 
Niepokorny, przez wielu traktowany jak chuligan wśród rówieśników miał mnóstwo kolegów
i znajomych. W szkolnym zespole muzycznym grał na gitarze basowej, potem jeszcze można go było zobaczyć  na próbach  w Hali Jubileuszowej. Zadzior - atakowany w szkole o długie włosy,
w proteście ogolił się na łyso. Czuł w sobie misję naprawiania świata, to dlatego wydrukował sobie
wizytówkę „Tomek Kuta, stroiciel kamertonów” - stroiciel urządzenia,
którym stroi się wszystkie inne instrumenty muzyczne.

Matka mówi, że był nadmiernie wrażliwy, co przed światem ukrywał maską twardziela.
A jeszcze częściej bywał po prostu duszą towarzystwa. I tylko niektórzy wiedzieli, jak bardzo
czuje się niedopasowany do świata i jak naprawdę to przeżywa. Wydawał się sobie samotnym
 w tłumie, nie potrafił  żyć wśród - jak to gdzieś napisał -  „obojętnych ignorantów”.  Pogubił się,
kiedy w jego życiu pojawiła się córka Ania. Jej mama miała wówczas 15 lat, on 18.
Jak wejść w dorosłe życie, skąd wziąć pieniądze, jak z pracą, czy ślub… Być może, gdyby lepiej zdiagnozowano to czym się otruł, pozostałby przy życiu, choć już wtedy chyba go nie chciał.
Pogrzeb był świecki, przyszło mnóstwo młodzieży, kilkaset osób.
Prowadzący go ceremoniarz przeczytał „Ogrodnika”…

Tomek Kuta pisał 3 trzy lata (1992-1995). W zeszycie, który przepisała matka, zostawił 64 wiersze,
z których tylko jeden, „Wolność” opublikował za swego życia; w zbiorze „Ślady” z 1993 roku,
pod redakcją Jacka Golonki wydanym przez miasto Będzin.

Myślę, warto poświęcić parę słów historii tego niepokornego chłopaka.

 

Dlatego to  publikuję. 


 

Wolność

Czerwony tramwaj mknący po ulicach
Wydaje się być wolnym
Sunie żwawo od przystanku do przystanku
Zabierając po drodze ludzi śpieszących
Do domu, do pracy,  do szkoły
Lecz  w tym maniakalnym zachwycie
Nie pamięta o dwóch szynach,
Które są jego  więzieniem.

540 DDC

Padnij powstań
To nic że twarzą w błoto
Człowieczeństwo zostaw w szatni
Padnij, powstań
Dopnij mundur, ściśnij pas
Brązowe stopy, zielona skóra
Padnij, powstań
Masz tylko dwa prawa
Wdech i wydech
Padnij, powstań
Uśmiech na twarz
Jutro od nowa

 Wyrok

Nieistniejąca dusza
Uwięziona w ciele
Będącym celą
Nie ma prawa amnestii
Wyrok śmierci
Jest jej wybawieniem

Ogrodnik

Bóg jest ogrodnikiem
który decyduje o tym
która roślinka marnieje w cieniu pod murem
pożerana przez tabuny robaków
aby w końcu zamienić się w zeschłą rózgę
lecz nie wie ten wszystkowiedzący
że te piękne, kolorowe wytwory jego pracy
mają kolce i są najczęściej trujące

Bóg w swojej chorobliwej pracowitości
hoduje również chwasty

 

Tomek Kuta (1973-1995)

2015-01-15 13:55:54

Czytaj komentarze (0) / Dodaj komentarz

Na Nowy Rok

 

Dobroć

można

niekiedy

znaleźć

w

środku

piekła.

Charles Bukowski

 

* * * * * * * * * * 

Sokolego wzroku w Nowym Roku...
a najpierw dobrych Świąt

życzę Wam

..........i sobie.

 

Macha.

2014-12-22 08:58:57

Czytaj komentarze (0) / Dodaj komentarz