Witam w machomanii

[...] 

            Jakieś sześć lat temu odkryłem, że jestem Macho.
Taki prawdziwy, najprawdziwszy; tylko, że mam „o” z laską. Lubię bawić się tą myślą, od czasu do czasu zarażam nią kogoś i czekam na dowcipny return.
Ale machos to dziś raczej przeżytek, więc zwykle dostaje mi się po nosie. Nie jestem macho, mimo, że czasem tak właśnie piszę! Powiedzcie sami - kto widział macho, co nosi okulary? Wyobrażacie sobie Henka Chinaskiego w brylach?

Na koniec tego myślenia podzieliłem swój czas na nowo. Na trzy części, w tym jedna jest tylko dla mnie. W ten sposób zostawiłem sobie dość miejsca na pisanie.
I dlatego dziś jest ta strona.
Oraz te wszystkie teksty, do których zapraszam.
  

witajcie w machomanii

Napisz...zapytaj

Imię i nazwisko:

*

Email:

*

Telefon:

Treść:

*

Ile jest 5 + 1 = *

Dzień obrzydliwych wiadomości

 2.7.14


Niedawno słuchałem o tyle co zmarłym na serce moim znajomym nieznajomym.
Młodym, bo czterdziestokilkuletnim dobrym mężczyźnie, któremu już czternaście lat temu proponowano ratowanie życia przeszczepem serca.
Ten wielki facet miał w sobie nietypowe myślenie o życiu
 i nim dawał szczęście.

Wczoraj złodzieje okradli jego dom. Wywrócili wszystko do góry nogami w poszukiwaniu łupu.
Zabrali pieniądze na pomnik, wypłatę z zus,
złoty naręczny zegarek…

Dziś  żona zmarłego zwolniła się z pracy, jutro wyjeżdża z  Polski.
Twierdzi, że zna kilka osób w Niemczech, tam jedzie.
Ucieka.

Jak czasem trudno Was kochać,
ludzie.
 

2014-07-02 09:35:51

Czytaj komentarze (281) / Dodaj komentarz

Pozdrowienia z Lizbony

20.6.14


Siedmiu Cristianów Ronaldo nie zapewniło Portugalczykom zwycięstwa z Niemcami.                


A jak cicho było w czasie meczu na Avenida Libertadores...               

 

2014-06-23 07:45:22

Czytaj komentarze (60) / Dodaj komentarz

Bogactwo i hedonizm

12.6.14

Są tacy, którzy twierdzą,
że bogactwo i hedonizm to dwa motory napędowe upadku moralnego. Dowiedziałem się ostatnio,
że w Niemczech, Włoszech czy Francji mieszkańcy tych krajów kupują rokrocznie luksusowe zegarki
na kwotę 1,2 miliarda euro. Ten sam rynek jest wart w Polsce ledwie 30 milionów w roku.

Od lat dumnie krytykuję/propaguję  nasz polski hedonizm.
A równocześnie - idąc za słowami Witkacego – wierzę,
iż ceną wzrostu ogólnej szczęśliwości ludzi bywa zbydlęcenie jednostek.


Czy jednak w świetle tych „zegarkowych” danych nie jest tak, że nasz polski dobrobyt,
którym (niech ktoś zaprzeczy!) coraz mniej umiemy się cieszyć,
jest ledwie mgnieniem wiosny
w marcowe popołudnie?
Albo może jest na odwrót? może nasz codzienny hedonizm jest bardziej autentyczny,
lepszy i głębszy dzięki tej przepaści  od bogactwa?

Nie wiem, pytam.





 

2014-06-12 14:59:29

Czytaj komentarze (0) / Dodaj komentarz